wtorek, 5 listopada 2013

Hackowanie własnego ciała


Obejrzałem powyższy film z narastająca ciekawością, mnóstwem pytań i odrobiną lęku.
Nie boję się tego, że technologia zabije człowieczeństwo. Każdy postęp ma zawsze dwie strony medalu. Źle wykorzystany może być narzędziem kontroli i zła. Gdy jednak jest wykorzystywany żeby pomóc, pchnąć człowieka w kierunku większej swobody w wykorzystywaniu własnego potencjału - to ja popieram w całej rozciągłości taką ewolucję.
Bo to jest ewolucja. Dzięki technologii przyspieszamy swój rozwój.

O co chodzi w tym filmie (jak ktoś nie zna angielskiego)?
Koleś zaprojektował urządzenie, które mierzy jego temperaturę i przekazuje te dane do telefonu lub tabletu z systemem Android. Plus zielone diody i bateria bezprzewodowa. Poszedł do modyfikatora i 'wrzucił' to sobie pod skórę na przedramieniu. Tak sobie wymyślił i tak zrobił.

W sumie nie ma w tym nic specjalnie rewolucyjnego, bo czipy RFID już dziś każdy, kto ma pojęcie o świecie modyfikacji ciała (czyli wie kto może takie coś zrobić, bo zna się na tym i ma dostęp do sprzętu i ma kogoś, kto to zaprogramuje), może sobie wrzucić i zaprogramować na przykład na nim kartę miejską, albo płatniczą. Może chcesz pilota do samochodu - myślę, że to nie problem. O magnesach w opuszkach palców nawet nie wspominając.

Co to jednak oznacza w szerszej perspektywie? Uważam, że to naturalny krok w rozwoju technologicznym. Zastanówcie się. Czy już dziś nie hackujecie swoich organizmów? Lekarstwa, operacje, śruby, implanty. Wszystko to modyfikacje, które służą nam poprawieniu naszej kondycji, naprawieniu zepsutych elementów. W momencie gdy zaczęliśmy ozdabiać i modyfikować swoje ciała w celach estetycznych wyszliśmy poza ramy naprawy popsutego organizmu. Kolejnym, naturalnym krokiem dzięki technologii i wiedzy o ludzkim ciele jest rozszerzenie jego możliwości.

Pytacie po co? A ja Was pytam, po co pijecie rano kawę? Przecież możecie naturalnie wstać, przejść przez fazę pomroczności jasnej i funkcjonować normalnie cały dzień. Zamiast tego włamujecie się dzięki kofeinie do własnych organizmów i po chwili jesteście gotowi do akcji. Próbowaliście kiedyś dźwięków binauralnych. Nie? Spróbujcie! (nie polecam jedynie chorym na padaczkę eksperymentów w binauralikami bez zasięgnięcia fachowej opinii). O co chodzi? Chodzi o wymuszenie na mózgu, falach mózgowych, przejścia w specyficzną częstotliwość. Jako, że częstotliwości pracy mózgu są dość niskie (ok 3 - 10 Hz) to dostarczając do uszu dwóch dźwięków o częstotliwości różniącej się o daną wartość, możemy ją za-symulować w naszych głowach. Jak w jedno ucho wpuścisz 100Hz, a w drugie 105Hz, to mózg odczyta różnicę - 5Hz i po pewnym czasie się do tego dostroi, bo jest urządzeniem, które reaguje na otoczenie. Możemy to zrobić, bo coraz więcej wiemy o naszych ciałach.

To tylko przykłady dnia dzisiejszego. Kto z Was nie chciałby kontrolować w pełni swojego ciała. Nie w kwestii konieczności wydawania polecenia 'wdech-wydech', ale w zakresie utrzymywania jasności umysłu, pobudzenia czy pełnej wiedzy o tym, czego brakuje w naszym organizmie. Ja sobie wyobrażam implant sterowany ze smartfona, który za jednym przyciśnięciem wygeneruje odpowiednią częstotliwość, która pomoże mi zasnąć, obudzić się po odpowiednim czasie, pobudzi mnie jak kawa i jak będę tego potrzebował, da mi kopa jak dobra kokaina. Wyobrażam sobie opaskę na rękę wczepioną w krwiobieg, która stale monitoruje ciśnienie, morfologię i wysyła mi informację, czy powinienem teraz zjeść ciastko bo spada mi cukier, czy może szpinak, bo brakuje mi żelaza. Mogę wyliczać podobne fantazje w nieskończoność bo mam zajebiście bogatą wyobraźnię.

Pojawią się oczywiście kwestie groźne. 
Uzależnienie od implantów - bo moze po jakimś czasie bez stymulacji nie zaśniemy.
Naruszenia prywatności - ktoś się włamie do naszego smartfona i wykradnie informacje o naszej morfologii.
Zagrożenia można mnożyć tak samo jak zyski.

Wrócę na chwilę do filmu. Ja bym sobie czegos takiego nie włożył pod skórę. Nie czuję takiej potrzeby. Inne funkcje i mniejszy rozmiar może by mnie skusił, ale bałbym się infekcji, odrzucenia i całej tej około chirurgicznej zawieruchy.

Czy zatem powinniśmy się obawiać ingerencji technologii w nasze ciała? Moim zdaniem nie. Jeśli się boisz, to nigdy w życiu nic nie zrobisz. Przełamywanie lęku to jedno z podstawowych zadań w dążeniu do własnego rozwoju. Nie powinniśmy jednak krytykować ludzi, którzy robią takie rzeczy. Oni są pionierami. Próbują robić to za Was. Jakkolwiek lakonicznie by to nie zabrzmiało - dzięki temu, że oni to zrobią, my nie musimy. Za kilkanaście lat podobne zabiegi mogą stać się normą. Będziemy mieli sprzęt bezpośrednio w sobie, bo na sobie już go nosimy (Google Glass, Smart-Watch, opaski Jawbone UP czy FitBit). Dzięki ich poświęceniu będziemy wiedzieli czy to bezpieczne, zdrowe i czy się w ogóle opłaca. Pokażą też nam jakie są zagrożenia.

Ja jestem zwolennikiem panowania nad własnym ciałem i rozszerzaniem jego możliwości. Może nie w sensie fizycznym, bo jeśli chodzi o ćwiczenia, to jestem strasznym leniem, ale pozostałe kwestie jarają mnie jak Virkenes kościoły w Norwegii.

Będę śledził takie akcje w oczekiwaniu czegoś dla siebie. Bo fajnie by było móc dyktować bezpośrednio swoje myśli do edytora tekstu...to byłby dopiero blog :)