niedziela, 3 listopada 2013

Święty trup - poranny wkurw

Człowiek otwiera internet i od samego rana się musi wkurwiać.

Widzieliście najnowszą okładkę gówna od braci Karnowskich...nie? To popatrzcie przez chwilę...


Mamy Dmowskiego, Piłsudskiego, Wyszyńskiego, JPII i takiego dziwnego karzełka z rączkami na stole.
Mogę osobiście nie cenić Wyszyńskiego, nie dać się złapać na pseudo-ekumenizm Wojtyły. Nie przepadam za nacjonalistycznymi poglądami Dmowskiego, ani nie popieram metod jakimi Piłsudski rządził krajem i jakim był człowiekiem. Są to jednak postaci historyczne. Znaczące dla kraju, wkładające swoją pracę w historyczną niepodległość Polski.

Co tam robi Kaczyński. Zakładam, że to zmarły Lech, ale nie mogę być pewny. Przyjmijmy, że to on.

Co zrobił ten koleś, żeby znaleźć się obok tych postaci? Był w opozycji za PRL, później szefował NIK, był ministrem sprawiedliwości - czyli najpierw się spierał i stawał okoniem władzy, później, do 2001 roku piastował stanowiska nadawane z nominacji.

W 2002 roku mieszkańcy Warszawy wybrali go prezydentem, ale pewnie by go nie wybrali jakby wiedzieli, że miasto ma w dupie i tylko szlifuje sobie drogę na wyższe stanowisko.
W 2005 roku w drugiej turze wygrywa wybory prezydenckie z Tuskiem. Później jest nazwany prezydentem wszystkich Polaków, co jest kłamstwem i zwykłą propagandą. W wyborach w 2005 roku frekwencja wyniosła niecałe 51% (15 mln mieszkańców), na Kaczyńskiego zagłosowało 54% głosujących, co daje oszałamiającą liczbę 8 milionów obywateli.
Nie kwestionuję w tej sytuacji mechaniki wyborów, bo nie o to chodzi.
Człowiek, którego obywatele dwa razy wybrali na jakiekolwiek stanowisko i który zginął w wypadku lotniczym jest uprawniony do pochówku na Wawelu i stawiania na równi (no moze trochę poniżej) postaci historycznych?
Moim zdaniem nie, bo człowiek ten realnie nie zrobił dla Polski nic. NIC!

Podtrzymał decyzję poprzednika o udziale w wojnach w Iraku i Afganistanie.
Deklarował wsparcie Gruzji i Ukrainy w akcesie do NATO.
Deklarował utworzenie unii energetycznej.
Udało mu się zmienić Konstytucję w zakresie ekstradycji i siedemnaście razy zawetować ustawy gabinetu Tuska.
Rozdał w chuj medali i odznaczeń.
Ułaskawił 200 osób, odmówił łaski ponad pięciuset.
Rozwalił WSI.
I potem zginął.

Gdzie te zasługi? Gdzie uzasadnienie pochówku na Wawelu i postawienie tego pokurcza w jednym szeregu z Dmowskim i Piłsudskim? Ja tego nie widzę i nie akceptuję.

Nie uznaję zasady, że o zmarłych się mówi dobrze albo wcale - to bzdura.

Śmierć urzędującego prezydenta jest dla kraju kłopotem...administracyjnym i politycznym. Nie powoduje to od razu społecznego załamania się moralności i ogólnopolskiej fali samobójstw.
Kaczyński był miernym prezydentem, słabym politykiem i mało wyrazistą osobowością.

Są dziś politycy, którzy byli wybierani na stanowiska w kraju więcej razy niż Kaczyński, wykazali się podobną albo lepszą skutecznością polityczną i administracyjną...popełnili jednak błąd. Nie zginęli w wypadku u Ruskich. Wypadek jednak nigdy nie powinien być wytyczną dla męczeństwa.

Czy w tym kraju ludzie w końcu kiedyś zrozumieją, że życie jest ważniejsze od śmierci?

Męczennicy, niezależnie czy rzeczywiści czy wydumani, to debile, nie bohaterowie...