wtorek, 4 lutego 2014

Parszywe rozliczenia

Wyobraźmy sobie sytuację następującą:

Jestem synem seryjnego mordercy. Koleś zamordował ze 30 osób. Został zastrzelony podczas próby zatrzymania. Oprócz tego, że lubował się w mordowaniu ludzików był także pisarzem i poetą. I sprzedawał dużo i nieźle. Miał dużo pieniędzy. Jako, że jestem jego dziedzicem, po jego śmierci w spadku dostałem całą jego kasę i prawa to tantiemów z jego twórczości. Dzięki temu mogłem skończyć super szkołę, studia i z czasem sam zacząłem pisać. Trzy-czwarte wpływów z twórczości ojca przeznaczyłem na fundusze i renty dla rodzin ofiar, mimo to zostało dużo kasy. Jako, że kasa mi nie potrzebna, udzielam się on-line za free. Pisuję opowiadania, wiersze, książki. Nie dla zysku tylko dlatego, że mam talent i chcę się nim dzielić.

Czy to, że do tego co dziś mam posłużyły pieniądze zarobione przez potwora dyskwalifikuje mnie? Czy to, że to legalna kasa, ale zarobiona przez człowieka do cna niemoralnego oznacza, że to brudne i niegodne używać ich do własnego rozwoju i szczytnych celów osobistych?

Teraz druga sytuacja:

Mój ojciec jest ważną figura w pewnym środowisku (dowolnym). Dzięki temu mam kasę na szkołę, studia i start w branży. Ojciec mi pomaga znaleźć pierwszą robotę i się odcina. Ciężko pracuję, żeby zdobyć swoją pozycję. Gdy już zostaje zauważony następuje kraju przewrót i zmienia się system rządów. Następuje fala rozliczeń i „inkwizycji”. Ja jestem niezależny i wpisuję się w nowe oblicze branży, zaczynam osiągać pierwsze sukcesy i staje się popularny.

Czy to, ze zostałem wykształcony i startowałem z karierą w starym systemie dyskwalifikuje mnie jako dobrego w tym co robię? Czy to, ze mój ojciec był prominentnym działaczem branży w starym systemie, oznacza, że jestem śmieciem starego systemu, mimo tego, że osiągam sukcesy w nowej rzeczywistości?

O co chodzi?


Otóż autorzy książki „Resortowe dzieci” na wszystkie cztery powyższe pytania odpowiadają TAK!
Autorzy są urodzeni przed 89 rokiem, więc wszyscy są dziećmi PRLu. Nauczyli się pisać i czytać za pieniądze zbrodniarzy komunistycznych. Zaczynali kariery za PRL, pracowali i nawet jeśli byli zawsze w opozycji, to tylko dlatego że mieli przeciwko czemu się buntować.

Ja mam jednak nieco inny problem z takimi rozliczeniami. Otóż wszyscy oskarżający innych o to, że wybili się na PRLu czy układach z Partią robią to z dziwną zajadłością, wściekłością. Dlaczego? Nie wiem. Czy to zazdrość? Może trochę tak, bo wszyscy z opozycji myśleli, ze jak zmienią system, to będą krezusami i będą rządzić krajem pływając w szampanie. Rzeczywistość ich zweryfikowała. Dlatego plują teraz na tych, którzy niezależnie od ustroju po prostu robią swoje.

Tym bardziej atak na dziennikarzy w książce „Resortowe dzieci” uważam za ohydny i bezpodstawny.

Po pierwsze: nie odpowiadamy za grzechy swoich rodziców. To nie jest „Gra o Tron”, dramat Klingona ze „Star Treka”, albo inna saga o tajemniczym królestwie z bajki, gdzie grzechy ojców ciążą na wszystkich dzieciach.

Po drugie: jeśli ktoś osiąga sukces w Polsce to zawsze się na niego pluje, podejrzewa o układ, spisek i nieróbstwo. Nie zasłaniajmy zwykłej zawiści, pseudo-historycznym (histerycznym) poszukiwaniem przyczyn sukcesu. Jeżeli ktoś rzeczywiście jedzie na układzie to jego 15 minut szybko minie. Jeśli doszedł do czegoś ciężką praca, to zaciśnij zęby i bierz się do roboty zamiast pluć na innych. Zwłaszcza jeśli Cię wyprzedzają…we wszystkim.


Tyle mojej opinii w kwestii debaty wokół książki „Resortowe dzieci”. Książki nie czytałem i nie zamierzam jej kupować. Może jak ktoś mi pożyczy albo ściągnę ją z sieci to przeczytam. Ale nie spieszy mi się, bo to co dzieje się w debacie wokół tego tytułu, wystarczająco mnie zniechęca…