wtorek, 8 kwietnia 2014

Ateizm kontra ateizm, czyli komuś się coś pojebało


Z narastającą frustracją obserwuję coś, co portal natemat.pl już ochrzcił, jako „Schizma u ateistów”. 

Dyskusje otworzyły obchody Dnia Ateizmu. I niezależnie czy komuś ich forma, oprawa czy zaangażowanie komukolwiek się podoba czy nie, jeśli wie, o czym mówi, a nazywa siebie ateistą, powinien albo użyć konkretnych argumentów, albo po prostu zamknąć mordę. Myślałem, że Marcin Meller jest inteligentnym publicystą. Człowiekiem, który jak mówi, że jest ateistą, to wie, co to oznacza. A oznacza to wielkie i okrągłe prawie nic.

Podstawowym błędem Mellera jest sztuczne utworzenie z ludzi niewierzących w Boga skodyfikowanej i spójnej wewnętrznie grupy ludzi, którzy nie dość, że wyznają identyczne wartości to posiadają jakąkolwiek godność zbiorową. Panie Marcinie – siłą ateizmu jest zaprzeczenie stadności organizacji religijnych i innych ugrupowań czy mentalności baraniego tłumu. I jako, że deklaruje Pan ateizm, to powinien Pan o tym wiedzieć.

Po drugie – piszcząc w mediach, że się nie podobało i że przeszkadza, niech Pan pisze o swoich odczuciach i sądach, bez wkładania bez uzasadnienia swojego nieświętego oburzenia w głowy wszystkich ateistów. Bo ani prof. Hartman, ani Pan nie jesteście uprawnieni do reprezentowania ateizmu w Polsce. I go nie reprezentujecie.

Ateizm nie jest postawą polityczną, nie jest też jednoznacznie i na stałe spięty węzłami z antyklerykalizmem, racjonalizmem czy jakikolwiek innym wytworem myśli człowieka. Ateizm to niewiara w Boga. KROPKA.

Jakiś czas temu obserwowałem w Internecie wojnę zwykłych ludzi propagujących idee ateistyczne z nowo powstałym ruchem Ateizm+. Miała ona podobny charakter, bo Ateizm+ rościł sobie polityczne i społeczne pretensje, jako programowe. Jaki był efekt tej „wojny”. Ateizm+ zniknął równie szybko jak się pojawił, a ludzie, którzy z nim walczyli wygaśli lub już ich nie ma w sferze Internetu. Przynajmniej nie do tego stopnia jak miało to miejsce wcześniej. Zyskali tylko Ci, którzy po prostu olali temat. Skomentowali zjawisko po swojemu bez opowiadania się po którejkolwiek ze stron i wrócili do swoich zajęć.

Widzę tutaj daleko idącą analogię.

Politycy Twojego Ruchu chcą na postawie cząstkowo związanej z ateizmem zbić kapitał polityczny. W Polsce po 89 to pewna nowość i może coś na tym ugrają. Potrzebują do tego jednak spektaklu, popeliny, która kupią Ci, dla których ateizm to nowość, świeżość i światełko w ogólnej dupie polskiej polityki. Oni potrzebują spektaklu. I do nich jest skierowany.

Zwykli ateiści, nie zawsze antyklerykalni, nie zawsze próbujący się przebijać ze swoimi pomysłami i przemyśleniami przez grube ściany portali społecznościowych czy tak zwanej blog sfery, nie potrzebują tej szopki. I jeśli im ona przeszkadza, to napiszą o tym, powiedzą…ale jako ludzie, nie jako ateiści.

Dlatego mam prośbę zarówno do pana Mellera jak i do profesora Hartmana – nie reprezentujecie polskiego ateizmu. Reprezentujecie swoje partie lub swoje osobiste poglądy. Jeśli uważacie się za reprezentantów ludzi niewierzących, to ja reprezentuję grupę wszystkich fanów Star Treka w Polsce. I nie ważne, że nie ma to przełożenia na rzeczywistość, że nie zostałem wybrany ani wyznaczony. Tak jak Wy uznałem, że mam do tego prawo. I wypowiadam wojnę wielbicielom Gwiezdnych Wojen i D&D, bo nie są prawdziwymi fanami wymyślonych światów. Widzicie, jaką to ma moc…żadną.

Ja osobiście nie przepadam za występami publicznymi ani posła Ryfińskiego, ani za teatralną postawą i zacięciem Hartmana. Ale jeśli krytykuje te postawy, to, jako człowiek, nie jako ateista. Bo jaki jest związek między moją niewiarą w Boga a tym, co Ci panowie robią? ZEROWY!


Dlatego nie piszcie o schizmie, o podziale środowiska, stronnictwach czy jakiejś enigmatycznej społeczności. Reprezentujecie siebie i swoje interesy i poglądy. Nie reprezentujecie mnie, a jestem ateistą. A jeśli nie reprezentujecie jednego ateisty, to nie jesteście reprezentantem środowiska. Bo takie środowisko nie istnieje. No chyba, że można nazwać środowiskiem ludzi niegrających w tenisa, albo ludzi niejeżdżących motocyklami…czy oni też muszą mieć swoich reprezentantów? Panowie – ta dysputa nie jest potrzebna, a na pewno nie na tym poziomie. To poniżej Waszego poziomu!