sobota, 5 kwietnia 2014

Mały Wkurw No.13

Trzepanie i pranie dywanów wykonane, można, więc zająć się wypróżnianiem irytujących mentalnych kwestii, które się nazbierały przez ostatni tydzień. Głównie z powodu dziwnej mojej niechęci do słuchania muzyki w komunikacji miejskiej…jakoś w tym tygodniu nie mogłem. Co swoją droga nie jest normalne, ale o tym innym razem. Jedziemy!

34. Eksperci od etyki pracy

Z jednej strony są ludzie, którzy pracują i kręcą się po rynku pracy od kilku albo kilkunastu lat. Z drugiej strony są ludzie, którzy albo dopiero wchodzą na rynek pracy lub do niego aspirują. Z trzeciej mamy powiedzonko „Żadna praca nie hańbi”(nie do końca się zgadzam z tym stwierdzeniem, ale przyjmijmy na rzecz dyskusji, że to jest ok). Na skraju tych trzech „wartości” siedzi w tramwaju wymuskany studencik, który do kontrolera biletów mówi – „Jak panu nie wstyd wykonywać taką pracę?”.
I ja zaczynam wychodzić z siebie. Po pierwsze, drogi studenciku, jak po ukończeniu studiów dziennych dostaniesz robotę w McDonaldzie albo przy zawijaniu kebabów to wspomnisz głupoty, które gadasz. Jesteś pretensjonalnym idiotą bez wiedzy o życiu. Jedyne, co udajesz, że wiesz, to rzeczy, które łykasz jak pelikan z podręczników akademickich. Oczywiście ich nie kwestionujesz, bo wiesz, że to nie pomaga w zaliczeniu przedmiotu. Nie wiem, jakim jesteś człowiekiem i tak naprawdę chuj mnie to obchodzi. Po usłyszeniu takich słów, wiem jedno – nie chcę nigdy poznać Ciebie, bo uważam, że zaprezentowałeś tą wypowiedzi wartości, od jakich ja osobiście dostaję torsji.
Z resztą ten przypadek pokazuje tylko, jakich idiotów życiowych kształtuje szkolnictwo wyższe. Zwłaszcza na studiach dziennych. Po ukończeniu studiów jedyne, co taki magister ma to papierek, który opowiada historię jak to zakuwał i zaliczał jakieś tam egzaminy, wykłady i ćwiczenia. Natomiast po tym papierku spodziewają się, ze sprawi on cuda. NIE SPRAWI. Nie upoważnia też nikogo do traktowania nikogo z góry czy roszczeniowego podejścia do innych (o tym za chwilę).

Nie mam nic do samego studiowania. Naprawdę. Sam studiowałem i zamierzam to jeszcze robić. Ale jak nigdy nie skalałeś sowich wyślizganych na książkach łapek pracą, to nie oceniaj ludzi pracujących. Szanuję ludzi, którzy studiują i pracują, bo wiem, jakie to trudne. Ale procentuje! Bo nie dość, że sobie przypniesz dyplom do CV, to jeszcze nie wchodzisz jak gołodupiec na rynek pracy. Nie ważne, że pomiędzy zajęciami zamiatasz ulicę czy przewijasz starców w szpitalu. Każdy pracodawca będzie na Ciebie patrzył zupełnie inaczej jak w Twoim CV oprócz wydumanych osiągnięć akademickich przeczyta, że w weekendy zapierdalałeś na budowie, ogarniałeś korespondencję w jakimś biurze albo byłeś kontrolerem biletów.
Dlatego dobra rada dla studentów – jak studiujesz dziennie, zamiast zapierdalać na imprezy, złap jakąś robotę i utrzymaj się w niej, chociaż przez dwa semestry; jak studiujesz zaocznie lub wieczorowo to i tak pewnie pracujesz. I nie oceniaj innych pracujących, bo nigdy nie wiesz gdzie wylądujesz, jako Pan Magister…i jak nie będzie Cię stać na bilet komunikacji miejskiej po studiach, to Pan Kontroler pokaże Ci, że wstyd to być zadufanym w sobie debilem niż pracować i sumiennie wykonywać powierzone obowiązki. Bo wstyd to zostać wyprowadzonym z tramwaju lub autobusu za jazdę na gapę, nie wyprowadzać łamiących zasady imbecyli.

35. Roszczeniowcy

To typ ludzi, którzy uważają, że jak robią, co do nich należy, to należą im się za to laury. Widzimy ich wszędzie i mnie osobiści wkurwiają do imentu. Pominę takie postawy w życiu prywatnym, bo wszyscy znamy rodziców, którzy musza nagradzać swoje dzieci za posprzątanie w pokoju czy każda inną czynność, która jest zasranym obowiązkiem gówniarza.

Ja bym chciał spojrzeć na ten typ w życiu zawodowym.

Pracuję w dużej firmie, korporacji. I uwierzcie mi, że poziom frustracji, zwłaszcza przy systemach premiowych sięga zenitu. Wszyscy uważają, że jak chcą dostać więcej niż 100% to wystarczy pierdnąć jak przełożony poprosi i spełniać jego wszystkie polecenia. Gówno prawda, bo to zaledwie sto procent tego, co się od Ciebie wymaga. Poza tym, szczerze, jak robisz od kilku lat tą samą robotę i nic innego, to, co roku Twój wskaźnik powinien spadać. I chuj.

Podobnie rzecz ma się w odniesieniu do kobiet. Jak jesteś ładną laską i uważasz, że z tego powodu ktoś powinien Cię specjalnie traktować, to mam dla Ciebie dwa słowa: PIERDOL SIĘ. Na specjalne traktowanie trzeba zasłużyć czynami nie cechami.

Dla tego jak spotykam na swojej drodze roszczeniowca, to dostaję wysypki. Jak w pracy ktoś do mnie przychodzi, żebym mu pomógł, bo uważa, że mu się to należy to co prawda nie mogę mu powiedzieć dwóch magicznych słów, ale traci w moich oczach i to dużo. Co innego jak przychodzisz i prosisz o pomoc. Jak jesteś moim współpracownikiem i mam coś zrobić dla Ciebie to daj mi powód, bo chuja Ci się należy. Jeśli to co ja mam zrobić dla Ciebie to Twoje obowiązki, to zastanów się trzy razy zanim nawet podejdziesz z roszczeniem czy prośbą.
I na koniec…

36. Nie masz…

Jeszcze raz usłyszę od kogoś, że ateiści w nic nie wierzą, albo nie mogą mieć ani „duchowych” przeżyć ani życia „duchowego”, to go opluję. Spróbuj debilu, chociaż raz wyłączyć ze swojego systemu koncepcję Boga, jako eksperyment myślowy i zobaczymy czy stracisz we wszystko wiarę i czy rzeczywiście przestają Cię nachodzić niespodziewane przeżycia emocjonalne i nie zawsze zrozumiałe sytuacje. Dopóki nie będziesz potrafił spojrzeć spoza swojego ciasnego pokoiku fatalistycznego komfortu – zamknij mordę, bo nie potrafisz samodzielnie zmierzyć się z życiem…





To tyle na dziś w ramach Małego Wkurwu.


Jutro zaczynam cykl osobistej lektury świętej księgi i dlatego zapytam jeszcze raz (odpowiadajcie proszę na FB na fanpage Reasonspawn) – czy mam zacząć od Koranu czy od Biblii?