czwartek, 15 maja 2014

Życzenia na dzień matki w wydaniu katolickim

Rzecz wypłynęła dwa dni temu i znalazłem ją na blogu Hemanta Mehta znanego na YT jako Friendly Atheist.

Otóż katolicki, a jakże, ksiądz w australijskim Queensland powiedział dzieciom w drugiej klasie szkoły podstawowej, żeby złożyły swoim mamusiom życzenia na Dzień Matki. Święto te w Australii przypada na druga niedzielę maja.

I pewnie nie ma w tym nic złego czy wrogiego, ale…

Ksiądz ten powiedział dzieciakom, że jednocześnie powinny podziękować swoim mamusiom, że nie dokonały na nich aborcji. No i jak nie wiedzą, co to jest, to powinny w domu o tym z rodzicami porozmawiać.

Oczywiście przeprosił, bo dym się zrobił niesamowity, ale to niewiele zmienia.

Otóż w Australii dzieci w drugiej klasie mają 7 lat. Czy ktokolwiek z Was próbował kiedyś wytłumaczyć siedmiolatkowi, co to jest aborcja? Czy ktokolwiek z Was próbował tłumaczyć to 10 latkowi?!

I można by pominąć kwestię wiedzy i konieczność jej przekazania dzieciakom, która ten klecha zrzucił na rodziców. 

Wyobraźcie sobie, co się musiało dziać jak dziecko przyszło do mamy i powiedziało „Mamusiu, dziękuję, że nie dokonałaś na mnie aborcji”.

To doskonale pokazuje, że to, z czym borykamy się w Polsce nie jest kwestią mentalności polskiego kleru. To jest stanowisko i sposób myślenia o tej kwestii całego kościoła katolickiego. Bez wyjątków!

Ten stan umysłu i postawa jest po prostu wśród kościelnych sukienkowych normą. Usankcjonowana i utwardzaną droga myślenia.

Żaden ksiądz nie zastanowi się and tym, że aborcja jest dla kobiety zawsze wyborem trudnym, niekiedy obciążonym ciężką traumą i psychiczną torturą. Kobiety nie poddają się aborcji dla przyjemności (pewnie z marginalnymi wyjątkami jakiejś dewiacji). To nigdy nie jest przyjemne i zapewne gdyby kobiety mogłyby tego nie robić, to by tego nie robiły. I nawet, jeśli wybór usunięcia ciąży jest wyborem dyktowanym pobudkami innymi niż zdrowotne czy finansowe, to i tak nie jest wyborem łatwym. Zwłaszcza w społeczeństwach świadomych konsekwencji aborcji i wpływu na zdrowie kobiety. A nie są to zawsze wpływy pozytywne i każdy, kto wie na ten temat trochę więcej niż to, co usłyszy w kościele o tym wie.
Nie będę tego dodatkowo komentował, bo i tak ten artykuł wystarczająco mnie wkurzył. Niech poniższy obrazek posłuży za komentarz końcowy.




Amen, kurwa!