czwartek, 19 czerwca 2014

Bóg w człowieku?

Zgodnie z sugestią jednej z czytelniczek, dziś poruszę bardzo ciekawy temat.

Powodowani religijnie naukowcy szukają w ludzkiej biologii, genach i mózgu Boga, albo czegoś na tyle unikalnego, niepowtarzalnego i możliwego do naukowego dowodzenia, że nie da się odmówić temu prawdziwości i tym samym udowodnić naturalności wiary, religii i samego Boga.

Przyjrzyjmy się, zatem tym sferom nauki pod tym kątem.

Bóg w mózgu


Nie uwierzycie ale jest coś takiego jak neuroteologia. Serio. Ktoś przy pomocy zdobyczy neurologii robi badania nad duchowością i próbuje w ten sposób dowieść istnienia w nas „boskiego ośrodka”. Jakie są tego rezultaty? Raczej marne. Z perspektywy religii oczywiście.

Naukowcy zarzucają przede wszystkim neuroteologii wątpliwości na poziomie terminologicznym. Bo brakuje zarówno pełnej i jednoznacznej definicji duchowości, ale też nie możemy w pełni zdefiniować i wszystkich zjawisk zachodzących w ludzkim mózgu. Nauka nie opiera się na wkładaniu w puste miejsca domysłów. Więc sama koncepcja szukania w mózgu Boga jest po prostu nienaukowa.

Przeprowadzone badania wskazują na kilka cech doświadczeń religijnych:

- Doświadczenia religijne mogą być wywoływane przez anomalie elektryczne wywołane w płatach skroniowych podczas niedoboru tlenu lun niskiego poziomu cukru we krwi. Czyli mózg przestaje poprawnie funkcjonować. W tym ujęciu doświadczenie religijne to po prostu błąd w działaniu mózgu.

- Niektóre narkotyki, epilepsja lub udar mózgu mogą spowodować, że lewa półkula mózgu zacznie interpretować aktywność prawej półkuli jak odrębnego bytu – to też jest spowodowany czynnikami zewnętrznymi błąd funkcjonowania mózgu.

- O ile udało się naukowcom dostrzec fakt, że doznania religijne powodują aktywność tych samych obszarów mózgu, niezależnie od wyznawanej religii, to nie udało im się tego sprawdzić bez wywoływania tych doznań nieintencjonalnie. Badane osoby musiały być świadome tego, czego oczekują badacze, żeby rozpocząć procedurę badawczą, a to oznacza brak niezbędnej dla potwierdzenia jakiejkolwiek naukowej teorii ślepej próby czy podwójnie ślepej próby. Wiec tak – jeśli intencjonalnie pobudzimy się do doznań religijnych to uruchamiamy ściśle określone partie mózgu. Nie oznacza to jeszcze nic w kwestii istnienia Boga…

- Doznania religijne można sztucznie indukować. Umożliwia to substancja zwana DMT (dimetylotryptamina). Ten psychodelik jest naturalnie produkowany przez ludzki mózg. Konkretnie w szyszynce. Zatem można z jednej strony wywołać sztucznie stany transcendentalne. Z drugiej, można spowodować, że osoba stanie się bardziej lub mniej religijna modyfikując geny odpowiedzialne za produkcję DMT. Jeśli więc podejdziemy do tematu w sposób naukowy, to widzimy, że nie ma potrzeby mieszania do tego żadnego czynnika boskiego – to czysta biologia.

Pominę tutaj kwestię porównywania skanów mózgów osób chorych na schizofrenię i osób silnie religijnych. Naukowcy dostrzegają duże podobieństwo tych aktywności, ale nie robią żadnych założeń dopóki nie potwierdzą ostatecznie, że religijność może przypominać chorobę mózgu…

Bóg w genach



Genetyk z NCI (Narodowy Instytut Raka) Dean Hammer podniósł, że znalazł gen odpowiedzialny za „duchowość”. Próba wynosiła 1000 osób i musiały one wypełnić ankietę badającą ich poglądy na temat wiary, Boga i zjawisk nadnaturalnych. Ten gen to VMAT2 i jego aktywność w genotypie ma wpływ na poziom naszej skłonności do ulegania mistycznym i religijnym doświadczeniom. Nie determinuje to istnienia Boga, co Hammer wielokrotnie powtarza, ale implikuje genetyczną dziedziczność religijności oraz jej naturalne pochodzenia. Niestety większość naukowców, w tym ludzie pracujący przy Human Genome Project, uważają, że konkluzja Hammera jest zbyt pochopna i przesadzona. Zatem wymaga dalszych badań i nie została jeszcze naukowo potwierdzona. Bo serio – próba 1000 osób, na podstawie ankiety i późniejszego badania genotypu? Jak dla mnie troszkę słabo…

Są teorie mówiące o ewolucyjnym pochodzeniu religii i wiary. O tym, że religia jest ewolucyjnie faworyzowana i muszą za nią odpowiadać jakieś geny, które są dla nas korzystne. To oczywiste uproszczenie i błąd.

Po pierwsze – nie ma dowodów na naturalne (w sensie biologicznym) pochodzenie religii czy wiary w Boga.

Po drugie – możemy w kwestii religii poruszać się jedynie na poziomie dziedziczenia kulturowego (memetyki).

I na tym poziomie religia może stanowić samoreplikujący się zestaw pomysłów (memów), które nam sprzyjają w jakiś sposób w społeczeństwie. Jest tylko jeden problem – jeśli cena, jaką płacimy za uleganie takim memom staje się zbyt wysoka, to możemy je odrzucić. Ponadto, mechanizm, który faworyzował religię (nawet, jeśli jego pierwotne źródło było genetyczne) faworyzował także język mówiony i pisany, tradycje i obyczaje, zasady plemienne i pierwsze umowy społeczne. Zatem religia nie była czymś wyjątkowym w kulturowej ewolucji człowieka. Była jednym z jej elementów. I pojawienie się memów nauki i prawa, stanowionego w poza religijny sposób sporą część memów religii wymazało…zostało jedynie kilka najzręczniej zarządzanych.

Religie przypisują sobie także monopol na takie cechy ludzkie jak moralność, altruizm czy prawdomówność. Okazuje się, że ewolucja faworyzuje te cechy bez udziału religii. Zasada jest bardzo prosta i opisywałem ją już w poście na temat argumentów za istnieniem Boga w punkcie 3 – „Argument moralny”

No i mamy jeszcze śmieszne historyjki w stylu „Kodu Boga” autorstwa Grega Bradena. Otóż twierdzi on, że jeśli zestawimy alfabet biblijny z konstrukcją naszego DNA to odczytamy „język życia”. Czyli każdy ma w sobie coś z Boga. To oczywista bzdura i możesz w to uwierzyć tylko, jeśli numerologia i wróżenie z kart ma dla Ciebie sens. Pomyślmy…

DNA składa się z czterech zasad adeniny (Ade lub A) i guaniny (Gua lub G), cytozyny (Cyt lub C) i tyminy (Thy lub T) . Są to zasady azotowe posiadające określoną liczbę pierwiastków:
Adenina: węgiel – 5; wodór – 5; azot – 5
Guanina: węgiel – 5; wodór – 5; azot – 5; tlen – 1
Cytozyna: węgiel – 4; wodór – 5; azot 3; tlen – 1
Tymina: węgiel – 5; wodór – 6; azot – 2; tlen – 2

Braden w swojej książce „Kod Boga” podstawia pod liczbę atomów w tych pierwiastkach alfabety – arabski i hebrajski. Alfabet arabski składa się z 28 liter, hebrajski z 22 liter. Możliwych układów mamy, zatem naprawdę dużo i istnieje spore prawdopodobieństwo, że znajdziemy jakiś, który będzie miał jakiś sens. 

Bo na tym właśnie polegają metody gematryczne, w tym numerologia i kabała. Znajdujemy dwa zbiory pozornie niezwiązanych znaków, liczb czy innych symboli, przypisujemy im wzajemnie wartości, aż do uzyskania jakiegokolwiek sensu. Wtedy zapisujemy metodę tego podstawienia, jako obowiązującą zasadę i mamy kolejny „magiczny” sposób na odcyfrowywanie rzeczywistości. Tylko, jeśli wierzysz w numerologię i inne tego typu sztuczki to dasz się złapać w „Kod Boga” czy inne tajemnicze i ukryte symboliki.

Jeśli masz wystarczająco dużo cierpliwości i czasu, to nic nie stoi na przeszkodzie, żeby stworzyć własną metodę gematryczną i sprzedać ją, jako prawdę w postaci książki. Tylko weź jakąś fajną książkę i ciekawy alfabet, najlepiej, żeby mało ludzi go znało, wtedy nie będzie to kosztowało wiele wysiłku. I na zasadzie wierzenia możesz bronić się przed krytyką – „Ci, którzy nie chcą dostrzec prawdy, zawsze będą przeciwni jej odsłanianiu, bo kieruje nimi lęk. Jestem atakowany za swoje przekonania!”. I obowiązkowo w samym opracowaniu zapisz, że to opracowanie falsyfikuje samo siebie i nie jest podatne na krytykę. Gdy znajdziesz wyznawców, to da im narzędzie do obrony i dadzą Ci „święty” spokój J

Konkluzja


Mogę napisać tylko to – na chwilę obecną nikt nie udowodnił w naukowy sposób ani istnienia Boga, ani nie potwierdził biologicznej lub genetycznej konieczności obecności wiary lub religii w naszym życiu.

Nie neguję, że kiedyś coś znajdziemy. Może? Nie wiemy o nas samych i o otaczającym nas świecie nawet ułamka całości. I w twierdzeniu, że nie wiemy jest siła napędzająca rozwój nauki, techniki i nas samych. Bo chcemy wiedzieć. Religia i wiara nas usypia, morduje w nas tę ciekawość świata, z którą się rodzimy. Bo wmawia nam, że ostateczną odpowiedzią na wszystkie pytania jest Bóg. Niektórym jest w ten sposób łatwiej żyć – nie mam z tym problemu. Dzięki nim możemy prowadzić ciekawe dyskusje i pisanie takich tekstów ma sens, bo nie jest wiedzą powszechną J

Zastanawiam się tylko ilu z nich wybrałoby świadomie taką odpowiedź gdyby dostali wybór nieco później. Gdyby nie zostali wrzuceni w tryby indoktrynacji religijnej, jako dzieci.

Z tą myślą Was zostawiam…

Jutro czytamy Biblię i wpis będzie wcześniej niż zwykle, bo mam wolne J

Amen!