wtorek, 3 czerwca 2014

Kiedy ksiądz nie jest „na służbie”?

Jak wiecie w swoich wpisach i komentarzach nie ograniczam się jedynie do polskiego bagienka i zerkam czasem na zachód. Najczęściej do USA. I dziś to zrobiłem, po czym musiałem zbierać szczękę z podłogi i gasić pożar wkurwu w mózgu. Już piszę, o co chodzi…

W Delaware toczy się sprawa dotycząca serii molestowań seksualnych dokonanych przez księży katolickich. Sprawa, o której wspominam dotyczy przypadków molestowania w diecezji Trenton w New Jersey. Ksiądz Terence McAlinden była na wyjeździe w New Jersey i dopuścił się „ataków” seksualnych na Chrisa Naples’a. Wielokrotnie. Sprawa toczy się od 2007 roku. Czyli podobnie jak u nas – dość długo i mozolnie.

Jak podkreśla poszkodowany – nie chodzi o kasę. Głównym celem pozwu było pokazanie ludziom, jakim potworem jest ten klecha, bo mimo zapewnień, diecezja nią pozbawiła go święceń ani nie wyrzuciła z kościoła. Tylko, dlatego ta sprawa się toczy.

W konkretnie tym posiedzeniu chodzi o ustalenie czy sąd w New Jersey jest właściwym miejscem na rozpatrywanie tej sprawy. Oczywiście diecezja chcąc jak najbardziej przedłużyć sprawę, próbuje oddalić ją z tej jurysdykcji do innej.

W związku z tym Sędzia zadał prawnikowi diecezji pytanie – „W jaki sposób ustalić kiedy ksiądz jest na służbie, a kiedy nie jest”. 

Prawnik odpowiedział – „Można ustalić, że ksiądz nie jest na służbie, kiedy molestuje dziecko, na przykład…(…). Ksiądz molestujący dziecko jest przeciwieństwem założeń jego pracy i celów jego przełożonych w diecezji” .

Jak nie wierzycie to posłuchajcie sami:


Ryje banie, nie?

Czyli według kościoła w USA (bo nie sądzę, żeby prawnik mówił coś niezgodnego z linią obrony diecezji), jak ksiądz robi cokolwiek niezgodnego z intencjami przełożonych, to robi to jako osoba prywatna. Czy można bardziej wprost przyznać, że kościół ma w dupie poszkodowanych i chroni swoich funkcjonariuszy.

Ja Was bardzo przepraszam, znam prawo kanoniczne tylko pobieżnie, ale na tyle na ile się orientuję, to bycie księdzem jest funkcją sprawowaną stale, bez urlopów od bycia kapłanem kościoła. Nie ma czegoś takiego jak „Na następne dwa tygodnie jadę na urlop i przez ten okres nie będę księdzem”. To po prostu tak nie działa. Nie można powiedzieć, zatem, że jak ksiądz poza plebanią, kościołem czy oficjalnym wyjazdem służbowym przestaje pełnić funkcję. On jest księdzem przez całą dobę, siedem dni w tygodniu!
 
Ta wypowiedź nie tylko jest po prostu skandaliczna. To jest po prostu kpina.

Przypomina to wypowiedzi naszych hierarchów w Polsce, którzy pieprzą, że kościół nie może odpowiadać za to, że ksiądz molestuje dziecko. Może oraz powinien, tak jak Policja odpowiada za łamanie prawa przez swoich funkcjonariuszy, a armia musi płacić kary jak żołnierz narozrabia. To pokazuje, że linia obrony kościoła w takich przypadkach jest jedna – ksiądz wykorzystujący swoją funkcje do moletowania dzieci nie jest funkcjonariuszem kościoła. Na czas tego czynu ta funkcja, pewnie za sprawą Ducha Świętego, się wyłącza…

Mam jeszcze jedną refleksję. Jakby tak działały zawody „powołania” i zaufania publicznego, to nie mielibyśmy w Polskim prawie zapisów o karze więzienia dla lekarza nieudzielającego pomocy (nawet bez fartucha i poza szpitalem/przychodnią), a jakiekolwiek immunitety urzędników państwowych nie miałyby w ogóle racji bytu. Zarówno sędziowie, prokuratorzy jak i posłowie poza miejscem pracy przestawaliby nimi być ze wszystkimi konsekwencjami. Tymczasem przepisy o funkcjonariuszach publicznych i ich odpowiedzialności wobec społeczeństwa są powszechne w państwach cywilizacji zachodniej, do której zarówno Polska jak i USA należą.

W przyszły piątek w Koszalinie rusza pierwsza w Polsce sprawa cywilna przeciwko księdzu, parafii i diecezji w sprawie molestowania. Pisałem o tym TUTAJ.

Zobaczymy, jaką obronę przyjmą polscy przedstawiciele pedofilskiej kliki. Czy potwierdzą taką linię obrony, jako obowiązującą? Obawiam się, że tak i zobaczymy spektakl kościelnego srania na przepisy, prawo i dobro ofiary. Głośno będę kibicował tej sprawie, bo może ona być swoistym precedensem. Zwłaszcza jak dotarłaby przez najwyższą instancję sądu. Bo wyroki najwyższych instancji sądowniczych są brane pod uwagę, jako wykładnię przepisów, więc może uda się w Polsce zrobić precedens do kolejnych spraw i przynajmniej rozpoczęcia rozliczania kościoła z jego przestępstw. Zobaczymy…


PS.
Jutro i w czwartek niestety nie będę w ogóle w domu (wyjazd służbowy). Więc jakby nie pojawił się wpis, to się nie martwcie. W piątek kontynuuję czytanie biblii, a jak podczas wyjazdu trafię na coś ciekawego lub wartego opisania w tematach mnie nurtujących, to zawsze mogę napisać post z telefonu czy tabletu. NA pewno jednak będę mniej aktywny wokół moich wpisów, więc od razu lojalnie uprzedzam J