piątek, 20 czerwca 2014

Nauka jest fe!

Mam do osób kwestionujących naukę jedno pytanie. Dlaczego chcecie zakwestionować całą metodologię naukową tylko, dlatego że kilka rzeczy nie zgadza się z Waszymi wierzeniami lub religią?

Jak czytam, że nauka upraszcza rzeczywistość, myli się i zmienia zdanie to mi się flaki przewracają.
Nie ma bardziej upraszczającego rzeczywistość stwierdzenia niż „Bóg jest przyczyną wszystkiego”. I nie daje to nawet miejsca na pytania.

Nauka ciągle rewiduje swoje teorie, definiuje rzeczywistość i prawa nią rządzące na podstawie empirycznych i doświadczalnych dowodów. Religia nie dopuszcza nawet pomyłki i zmiany.
Jeśli mylisz się w sprawach religii to zapewne bardzo szybko znajdzie się ktoś, kto Cię naprostuje – i to nie do końca pokojowymi i rzeczowymi sposobami.

Wracając jednak do podważenia zasad nauki.

Nie pasuje Wam kilka teorii naukowych. Dlaczego nie rozmawiacie o nich konkretnie, nie znajdujecie dowodów na ich obalenie zgodnie z naukowymi metodami, które je ustanowiły. Nigdy nie obalicie teorii naukowej, jeśli nie wejdziecie na ten sam poziom dyskusji. Naukowcy się będą z Was śmiać. Żadna święta książka czy zestaw doktryn przekazywanych przez kapłanów, nie podważy procesu wielokrotnej falsyfikacji dowodów, doświadczeń, eksperymentów czy testów.

Jeśli nie zamierzacie wchodzić w proces naukowego obalania tez i teorii to nawet nie próbujcie, bo świadczy to o dwóch rzeczach:
- Nie rozumiecie procesu naukowego.
- Przedkładacie wiarę nad wiedzę.

Metoda naukowa jest skutecznym narzędziem postępu cywilizacyjnego. Nie podważacie jej w odniesieniu do medycyny, elektryczności, informatyki, motoryzacji czy lotnictwa. 

Ale jak tylko pokazuje się jakaś teoria, która nie pasuje do religijnego obrazu rzeczywistości, to zarzucacie samej metodzie błędy, a naukowcom kretynizm, ślepotę i brak szacunku.

I zawsze się oburzacie, gdy ktoś w racjonalny sposób Wam tłumaczy, dlaczego wiara i religia nie są niezbędne do życia.

Dobra rada – nie kwestionujcie i nie wchodźcie ze swoimi religijnymi dogmatami i twierdzeniami na terytorium nauki, to nikt nie będzie próbował waszych doktryn rozkładać i analizować. A jeśli pojawią się osoby z kręgów naukowych, które to będą robiły, to na sto procent zrobią to z większa doza szacunku i obiektywizmu niż obecnie.

Bo sami jesteście sobie winni tego, że nauka atakuje założenia i tezy religii – weszliście z zabłoconymi butami w domenę nauki i opryskaliście wszystko błotem.

Nie będzie zgody ani sojuszu nauki i religii. To niemożliwe. Tylko nierozsądne albo bardzo wyrachowane osoby głoszą takie tezy. 

Wiara nie potrzebuje wiedzy, a wiedza nie wymaga wiary. Koniec kropka. Nauka i religia, wiara nie uzupełniają się – one się wykluczają.

Dlatego powtórzę jeszcze raz:

Jeśli chcesz obalać teorie naukowe – stosuj metody naukowe.

Jeśli chcesz podważać metodologię i skuteczność nauki – rozejrzyj się wokół siebie. Jesteś otoczony wynikami procesów naukowych.

Jeśli chcesz podważać wiedzę, to wiara nie jest adekwatnym narzędziem.

Jeśli wykorzystujesz zdobycze nauki na potwierdzenie religijnych tez lub tekstów, to nie masz prawa żądać immunitetu przed badaniami Twoich wierzeń i dogmatów przez naukę.

I na koniec – tylko kwestionowanie rzeczywistości, krytyczne myślenie i zmiany prowadzą do postępu i rozwoju.
Dogmaty nie mogą i nie są podstawą rozwoju cywilizacyjnego…ale o tym może kiedy indziej J


Po południu zapraszam na kolejny odcinek czytania Biblii!

Amen…