poniedziałek, 7 lipca 2014

Eko-Bullshit: przetwarzanie surowców wtórnych

Nie twierdzę, że cały recycling jest gówno warty. Bo nie jest. Są elementy koncepcji przetwarzania surowców wtórnych, które rzeczywiście przynoszą wymierne efekty dla środowiska i oszczędzają nasze zasoby. Jest jednak kilka problemów, o których „zieloni” głośno wolą nie mówić, bo wtedy cały misterny plan wdrukowywania pomysłu, jako kompletnie i całkowicie poprawnego spali na panewce. Poniżej przyjrzę się kilku kwestiom związanym z przetwarzaniem surowców i zobaczycie, że wcale nie jest tak kolorowo jak zielone lobby nam to wmawia…


Makulatura

Papier. Wszyscy krzyczą, naokoło, że nie wolno nam nadużywać papieru, drukować trzeba z rozwagą i najważniejsze – segregować i przekazywać do przetworzenia papier.
 
Otóż fakty są takie, że żadna kartka papieru w Waszym biurze czy domowej drukarki nie pochodzi z recyklingu. ŻADNA. Chyba, że do drukowania pism urzędowych wykorzystujecie papier toaletowy. Cała zebrana makulatura zostaje wykorzystana do wytwarzania srajtaśmy, tektury na pudła i czasem na papier gazetowy.

Co ciekawe papier można przetwarzać nawet do siedmiu razy, ale proces jest oczywiście obarczony stratami.

Dlaczego zatem kwestionuję całościowy mit o papierze, jako zasobie przetwarzalnym? Bo zmniejszenie jego użycia nie jest wcale takie ekologiczne jakby się Wam wydawało.

Papier powszechnie wykorzystywany do druku książek, czasopism i ten wykorzystywany w biurach, jest pozyskiwany z włókien celulozowych, czyli z drzew lub innych roślin nadających się do rozwłókniania. Różnica polega na tym, ze drzewa poddaje się rozwłóknianiu mechanicznemu, podczas gdy na przykład konopie czy trzcinę, rozwłóknia się chemicznie. Z jednego, średniej wielkości drzewa pozyskuje się około 60 kilogramów papieru, czyli 24 ryzy. Z tej samej ilości konopii można uzyskać do czterech razy więcej papieru!

Nasze użycie papieru stymuluje ogromny przemysł nie tylko przetwarzania roślin na papier, ale przede wszystkich sadzenia ogromnych ilości drzew! Nie ulega wątpliwości, że spora cześć papieru nadal pochodzi z wycinki starych lasów, zwłaszcza z obszarów trzeciego świata, ale stymuluje także ogromny przemysł zalesiania.

Wróćmy teraz do samego procesu przetwarzania makulatury.

Żeby zebrać makulaturę, zgodnie ze sztuką, należy uruchomić i obsłużyć flotę samochodów, które będą transportowały makulaturę do fabryk. Proces przetwarzania makulatury rozpoczyna się od jej segregowania. Makulatura jest dzielona na 4 rodzaje i dalej na 54 odmiany. W zależności od jej typu poddawana jest odrębnym procesom chemicznym i mechanicznym. W dużym skrócie – w celu rzekomego ograniczenia jednego przemysłu, stworzono kolejną jego gałąź. Papier, jako taki nie stanowi zagrożenia biologicznego. Stosunkowo szybko się degraduje. Wydatki energetyczne na przetwarzaniu papieru są być może uzasadnione i opłaca się to robić, ale całkowicie ekologiczne to one nie są.

Zatem o ile samo przetwarzanie papieru jest ok, to rządzi tym raczej interes przemysłowo-biznesowy niż ekologia. Oczywiście, jeśli zbiórki i ich obsługa są prowadzone prawidłowo, a z tym bywa różnie (o tym, jaka bujda jest to w Polsce też opowiem, ale to za chwilę).

Biorąc pod uwagę fakt, o którym wspomniałem, ja bym postawił raczej na zmianę technologii pozyskiwania papieru. Z konopi, która ma setki razy szybszy proces wzrostu i można z niej wytworzyć do czterech razy więcej papieru – chyba nie trzeba więcej argumentów. Wtedy makulaturę można po prostu wrzucać do jednego kosza i bez segregacji robić z niej papier toaletowy i tekturę.


Szkło


Recykling szkła, a raczej stłuczki jest w dość sporej części świata zwykłą fikcją. Żeby stłuczka nadawał się do ponownego przetworzenia musi spełniać cały szereg warunków. Musi być posegregowana kolorami, jakością szkła i jego rodzajem. Żeby mogła zostać wykorzystana do ponownej produkcji szkła, musi spełniać dokładnie wytyczone normy. To znowu wymaga procesów uzdatniania stłuczki, czyli po raz kolejny mamy do czynienia ze stworzeniem nowego przemysłu.

Co jest absurdalne w przypadku recyklingu stłuczki? To, że piasek kwarcowy, czyli zwykły piasek jest powszechny i nie wydaje się, że konieczna jest jego ochrona, jako surowca.

Czyli znowu – jeśli rzeczywiście chcecie być eko, to nie tłuczcie butelek czy słoików tylko oddawajcie je do skupów, nawet za free. Takie całe naczynia po umyciu są wykorzystywane powtórnie. Stłuczka oprócz nowego szkła jest bez względu na jej, jakość czy kolor wykorzystywana, jako składnik budowlany do gresów, ceramiki itd. Nie wymaga to uruchamiania nowego procesu przemysłowego uzdatnienia stłuczki i to jest eko-friendly.


Plastik


Jest tutaj jeden poważny mit, o którym nikt nie wspomina. Otóż nikt nie jest w stanie z wyrzuconej butelki po napoju zrobić ponownie butelki! Do robienia butelek jest zawsze wykorzystywany plastik pierwotny. Owszem, tworzywa sztuczne przerabia się na inne produkty – plastikowe meble ogrodowe, reklamówki (torby) lub folie. Co znowu wymaga przemysłowej obróbki, transportu i segregacji.

Plastik jest praktycznie nie biodegradowalny wiec jego ponowne wykorzystanie jest jak najbardziej zasadne. Jednak nakręcanie przemysłu na podstawie półprawd nie jest pozytywne i na pewno nie jest tak ekologiczne jak się wydaje.

Bio-odpady, wysypiska


Co się dzieje z odpadami biologicznymi? Lądują na wysypiskach. Z resztą tak po prawdzie, w Polsce ląduje na nich także sporo z tych rzekomo segregowanych odpadów.

I z tym wiąże się kolejny mit o wysypiskach. Oczywiście w Polsce nie jest to jeszcze ten przemysł jak na zachodzie, ale idziemy w tym kierunku. Otóż na przykład w USA wysypisko musi spełnić kilkadziesiąt norm, żeby w ogóle rozpocząć swoje działanie. Wśród nich jest izolacja warstwy odpadów od gleby, znaczna odległość od jakichkolwiek źródeł wód gruntowych i kontrolowane zbieranie gazów powstających podczas procesów zachodzących w zwałach śmieci. Ten gaz służy do napędzania generatorów dostarczających energii elektrycznej dla infrastruktury wysypiska.


Mitem jest historia, że zostaniemy zasypani przez śmieci. W Stanach Zjednoczonych obliczono ile miejsca zajęłyby śmieci wszystkich obywateli uzbierane przez 1000 lat. Wiecie ile ot miejsca, biorąc pod uwagę, że mieszkańcy USA produkują 220 milionów ton śmieci na rok. Ile miejsca zajęłoby wysypisko na te wszystkie śmieci? Kwadracik o bokach 56 kilometrów i wysokości 60 metrów! Zatem argument, że brakuje miejsca na wysypiska to czysta bujda.

Tak, to jest byłe wysypisko :)
Dobrze zarządzane i poprawnie zabezpieczone wysypiska są korzystne dla środowiska. Jak to? Otóż na takim wysypisku, pod koniec dnia zwiezione śmieci zasypuje się warstwą ziemi, co pomaga procesom odzyskiwania gazów, głównie metanu, który jest wykorzystywany do zasilania nie tylko infrastruktury wysypiska, ale także okolicznych społeczności. I to nie są jakieś tam kilowaciki, tylko potężne ilości energii. Poza tym pozyskiwanie to gazu zapobiega eksplozjom. Gdy takie wysypisko się zapełni, zasypuje się je dobrą ziemią, sadzi się roślinność i na tym terenie powstają parki lub pola golfowe. Taka jest praktyka na zachodzie.

To też...
Zwrócę jeszcze Wasza uwagę na dwie kwestie.

Koszt – segregacja i transport surowców wtórnych jest około dwukrotnie droższa od zwykłego wywiezienia ich i zrzucenia na wysypisko.
Odkrycia – na wysypiskach znaleziono bakterie, która trawi plastik. Obecnie trwają nad nią badania. Być może okaże się, że plastik jednak można biodegradować.

I jeśli chodzi o odpady biologiczne. Można z nich odzyskiwać wysokoenergetyczny gaz. Może warto się zastanowić czy nie lepsze od nakręcania przemysłu byłoby gromadzenie bioodpadów w zamkniętych zbiornikach w granicach osiedla, transportowanie uzyskanego metanu do stacji mocy i przetwarzanie go na elektryczność. Chociażby po to, żeby oświetlić klatki schodowe, piwnice i latarnie na osiedlu. Takie rozwiązani działają już w Skandynawii i zamiast słuchać ekoterroru, może warto się zastanowić czy możemy zyskać coś lokalnie na gromadzeniu śmieci?


Konkluzja


Nie chcę Was zniechęcać do recyklingu, jeśli segregacja powoduje, że czujecie się dobrze i eko, spoko, Wasza sprawa. Wskazuje jednak na pewne kwestie, które nie są publicznie przedstawiane w toku całej dyskusji nad gospodarką odpadami.

Nikt nie mówi, że segregacja jest bardziej kosztowna, powoduje rozwój dodatkowych gałęzi przemysłu (czyli nowe zanieczyszczenia) i służy bardziej ekonomii niż ekologii.

Nie jestem ekspertem i mogę się w wielu rzeczach mylić, ale gdy widzę coś, co mi nie do końca gra, to chcę o tym rozmawiać. Mam nadzieję, że ten post i kolejne na temat ekologii będą początkiem takiej dyskusji.


PS. Nie robię z tego regularnego cyklu. Spodziewajcie się, co jakiś czas wpisów z początkiem „Eko-Bullshit”, niech to będzie znak rozpoznawczy.