wtorek, 12 sierpnia 2014

Katolicka moralność

Zawsze mnie to zastanawiało i zadziwiało. Jak katolicy usprawiedliwiają swoją moralność. I chce się przyjrzeć w tym wpisie kilku funkcjonującym w katolicyzmie mechanizmom. I oczywiście nie zostawię na nich suchej nitki J

Grzech pierworodny

Według doktryny katolickiej, niezależnie od tego gdzie, w jakiej rodzinie i kiedy się urodzisz – jesteś od narodzenia obciążony grzechem. Dlaczego? Bo w jednej książce z bajkami, główny bohater, Jahwe, stwierdził, że złamanie jego głupiego zakazu w Raju obciąża cały rodzaj ludzki.

Zacznijmy od tego, że jeśli Jahwe jest wszechwiedzący i wszechmocny, to wiedział, co zrobią pierwsi ludzie i temu nie zapobiegł. Wręcz specjalnie umieścił im obiekt zakazu w dostępnym miejscu i pozwolił, dodatkowo na czynnik, który pchnął postaci do złamania zakazu. Czyli – jeśli Jahwe wiedział, co zrobią ludzie, mógł temu zapobiec lub po prostu tego nie robić. Zrobił to jednak i sam jest winny złamania tego zakazu. Jednak obciąża nim wszystkich potomków „pierwszych ludzi”.

Powoduje to, że nowo narodzone dziecko rodzi się grzeszne. I trzeba coś z tym zrobić. Żydzi obcinają napletki, chrześcijanie chrzczą swoje dzieci itd. Tylko, że ten grzech jest bzdurą i wymysłem. Bo jeśli przyjrzymy się koncepcji grzechu to mówimy o świadomym złamaniu jakiejś zasady. Nie o nałożeniu „grzechu” na zasadzie, „bo tak”.

Jest z tą koncepcją jeszcze jeden problem.

Pozwala na dziedziczenie odpowiedzialności. Według tej doktryny za grzechy ojca może odpowiadać jego potomstwo. Oznacza to zdjęcie osobistej odpowiedzialności z wykonawcy „złego” czynu i przerzucenie jej na osoby zupełnie nie związane z tym czynem, a jedynie powiązane genami.

Zatem tylko, dlatego, że podstawowa postać ze starej książki z bajkami, wmanipulowała parę idiotów w złamanie zakazu, wszyscy rodzimy się obciążeni winą za czyn, którego nie byliśmy sprawcami. Ale nie ma co się martwić bo Jahwe jest miłosierny i robi jedną akcję…

Ofiara za cudze grzechy


Jahwe zsyła samego siebie, pod postacią Jezusa, żeby umarł za grzechy, które sam nałożył na ludzi. Ale tak naprawdę nie umiera, bo zmartwychwstaje.
Oprócz oczywistego paradoksu wkładamy tutaj kolejna głupią rzecz do koncepcji grzechu. Mianowicie przeniesienie odpowiedzialności. To trochę tak, jakbym ja mógł sobie dać klapsa za to, że Ty kogoś obraziłeś albo okłamałeś. I jest GIT. Masz odpuszczone, bo ja ofiarowałem swój ból za Twoje przewinienie.
Co jest oczywistą bzdurą.

Podobnie jak…

Spowiedź


To jest koszmarek prosto z dupy. Jak wypowiedzenie swoich win obcemu, anonimowemu facetowi ma zmazać krzywdę, którą komuś wyrządziłeś. Gdzie jest zadośćuczynienie? Skrucha, żal i obietnica poprawy nie oznacza wzięcia odpowiedzialności za swoje czyny.

Jest to jedna z bardzo szkodliwych ze społecznego punktu widzenia praktyk. I tak naprawdę nikt nie traktuje spowiedzi poważnie. Owszem w przypadku specyficznego rodzaju grzechu (o tym za chwilę) może stanowić pewną formę psychoterapii. Ale nie oznacza ona w żaden sposób wzięcia odpowiedzialności za to, co robimy – jest tego odwrotnością. Bo odpowiedzialność oznacza poniesienie konsekwencji. Paciorek i ofiara na świątynie to nie jest konsekwencja złego uczynku. No chyba, że mówimy o…

Grzech myśli


To chyba najgłupsze, co może być. W doktrynie katolickiej grzech nie musi być nawet wykonany! Wystarczy, że o nim pomyślisz – i go masz!

Czyli tak naprawdę nie ma możliwości ucieczki od grzeszenia. To powoduje, że katolik, jeśli jest prawdziwym wyznawcą, żyje w ciągłym poczuciu winy. I to może powodować frustrację, poczucie bezsilności i w konsekwencji agresję ukierunkowaną na wszystko i wszystkich. Zwłaszcza jak powoduje powstawanie „grzesznych” myśli.

Ale tak naprawdę dla katolika (a nawet szerzej – dla chrześcijanina) nie jest istotne czy jesteś dobrym człowiekiem, bo najważniejsze jest…

Zaakceptowanie Jezusa


Możesz być tyranem, padalcem, psychopatą i sadystą całe życie, ale jak na łożu śmierci zaakceptujesz Jezusa, jako swojego Boga i zbawiciela – idziesz do nieba! Serio!

W ostatecznym rozrachunku życie jest bez znaczenia o ile zdążysz oddać się w ręce bożka. I to ma być moralne i wzorcowe zachowanie? Słabo…


Dlatego przepraszam wszystkich katolików, ale wolę nie mieć tych wszystkich bzdur, jako bagażu. Wolę nie krzywdzić innych po prostu, dlatego, że zawsze za to ponosi się konsekwencje i powinno się brać za takie czyny odpowiedzialność. Męka Chrystusa, spowiedź czy wybaczenie ze strony fikcyjnych postaci z mitów lub kapłanów, nie jest wytłumaczeniem Waszej agresji, zaciekłości czy bigoterii.


I wiecie, co? Jeśli według Was akceptacja Jezusa na łożu śmierci i strach przed piekłem są ważniejsze niż życie, jako dobry i porządny człowiek, dlatego, że to jest po prostu coś, co powinno nas cechować – ja bym zrewidował swoje poglądy. Bo to nie jest moralność – to jest szantaż i egoizm. I dajecie się szantażować nie tylko postaciom z mitów, ale może przede wszystkim żądnym władzy i kasy klechom, którzy mają Was w dupie…

Już widzę te hejty - "nie rozumiesz tych koncepcji", "co Ci przeszkadza?". Od razu odpowiadam - nie rozumiem jak można w to wierzyć, nie wiem jak można w tym widzieć coś dobrego. I jeśli Tobie osobiście to pomaga – super. Zastanów się tylko czy pomaga też ludziom, których okłamałeś lub skrzywdziłeś. Jak im pomaga to, że się ukorzyłeś przed klechą w drewnianej budce. A jeśli popełniłeś grzech, który nie zrobił nikomu, powtarzam NIKOMU krzywdy – to, z czego się spowiadasz? Gdzie jest Twoja wina, za którą musisz odpokutować?

I gdzie jest moralność w tym wszystkim? Skoro myślenie o złych rzeczach jest równe zrobieniu ich to dlaczego masz tego nie zrobić skoro to jest to samo? Co Cie hamuje, skoro lekarstwo jest takie samo?

Tak wiem. To dużo pytań i zapewne i tak do nikogo nie przemówią…a może? J