sobota, 16 sierpnia 2014

Kościół jest totalitarny – czy to tak trudno dostrzec przez zasłonę mitów?

Nie ma to jak zjeść na śniadanie flaki (tak wiem, śniadanie mistrzów J ), a później przeczytać nagłówek na frondzie, który bije wszystko – „To nie katolicy w Polsce chcą państwa wyznaniowego, lecz lewica dąży do stworzenia państwa opartego na laickim fundamentalizmie”.

Nawet nie będę wnikał w dalszą treść artykułu, bo jest nacechowany idiotyzmami…a nie, jednak będę…właśnie, dlatego.


To nie katolicy chcą w Polsce państwa wyznaniowego” – to, kto? Ateiści? Lewica? Naukowcy? Od tygodni słyszymy od hierarchii kościelnej sapania o tym, jak to kościół nie może być oddzielony od państwa, że prawo ich Boga jest ważniejsze od prawa stanowionego. Tego nie mówią laicy, sekularyści, tylko osoby reprezentujący katolików w hierarchii kościoła. Pasterze i przodownicy stada.

lewica dąży do stworzenia państwa opartego na laickim fundamentalizmie” – wrzucanie fundamentalizmu w jeden związek frazeologiczny z laickością jest czystym debilizmem i manipulacją. Laickość w swojej definicji zawiera coś takiego jak „swoboda”. Laicki światopogląd nie odbiera ani nie zmusza nikogo do niczego. To koncepcja rozdziału państwa od kościoła i braku wpływów religijnych na sprawy państwowe przy zachowaniu niezależności religijnej i swobody praktyk religijnych. Fundamentalizm jest określeniem pejoratywnym i oznacza rygorystyczne trzymanie się norm narzuconych przez religię, doktryna polityczną lub ideologię. I pewnie wszyscy propagujący ideę świeckiego państwa chcieliby fundamentalnego państwa laickiego, w sensie, że laickość byłaby nienaruszalna. Tylko, ze wiemy, że to w stu procentach niemożliwe. Zawsze znajda się politycy kierujący się wewnętrznie przykazaniami swoich religii, a kościół, jako ważny i liczebny element społeczeństwa zawsze mógłby zabrać głos w sprawach obywateli, czyli de facto państwa. W fundamentalizmie coś takiego jest nie do pomyślenia. Dlatego bardziej trafne byłoby określenie stanowczy laicyzm.

No i całe zdanie jest fałszywą dychotomią. To nie są jedyne opcje, jakie są reprezentowane w debacie publicznej. Autor tego tekstu chce, żebyśmy tak o tym myśleli. Ale jest to dalekie od prawdy.

Od razu zaznaczę, że nie bronię w tym tekście lewicy. Wymagam jedynie szacunku dla czytelnika. Wiem, że to tupanie przy wioskowym głupku, żeby przestał się wygłupiać, ale mogę chyba trochę się powściekać? J
Dalej autor pisze o tym, że „Lewica w Polsce prowadzi kampanię, której celem jest wzbudzenie w społeczeństwie strachu przed państwem wyznaniowym.” Zadziwia mnie w tym kontekście płytkość myślenia autora. Otóż, jeśli jakieś ugrupowanie krytykuje i ostrzega przed jakimkolwiek autorytarnym czy totalitarnym ustrojem, to każdy, kto ma w sobie odrobinę miłości do wolności osobistej (swojej i innych) – powinien taką krytykę wspierać. Ponad podziałami. Czym państwo wyznaniowe, poza elementem boskim, różni się od faszyzmu czy komunizmu? Nie bardzo. Skąd w ludziach broniących ingerencji totalitarnej instytucji, (jaką niewątpliwie jest kościół katolicki) przekonanie, że jak w ideologii występuje czynnik nadnaturalny, to niweluje on opresyjność tej instytucji? Jeśli ja dziś wziąłbym ideologie komunistyczną i zaimplementował do niej Boga, to czy przestałaby być złym światopoglądem? Wyłączcie Boga z doktryn katolickich i zobaczcie czy nie staje się on ideologią autokratyczną, opresyjną. O ile w ogóle możecie przeprowadzić taki eksperyment myślowy.

Później autor pieprzy coś o elementach demokratycznego społeczeństwa – „każdy podmiot i obywatel ma prawo do wypowiadania swojej opinii i do życia zgodnie ze swoimi przekonaniami”. Podstawa tej tezy jest krytyka deklaracji wiary. I o ile z tym, że w pastwie demokratycznym każdy ma prawo do posiadania swojej opinii i życia zgodnie ze sowimi przekonaniami się zgadzam, to podciąganie tych praw pod religijnie powodowany sprzeciw i łamanie praw stanowionych jest nadużyciem. Bo jeśli Twoja deklaracja wiary nie powoduje zachowań łamiących prawo stanowione i nie narusza wolności drugiego człowieka – spoko, brawo, gratuluję miej ją sobie. Ale gdy Twoja wiara i jej publiczne wyznanie ogranicza gwarantowane prawem wolności innego człowieka, nawołuje do łamania prawa – nie ma na takie zachowania miejsca w społeczeństwie obywatelskim.

I ostatni kwiatek:
…analiza działań polskiej lewicy wskazuje, że stosuje ona metody i argumenty używane w systemach totalitarnych. Totalitarne elementy polskiej lewicy to: ideologia „postępu” – w naszym przypadku rewolucji obyczajowej, wskazywanie kozła ofiarnego odpowiedzialnego za „wszelkie zło” – w Polsce jest to Kościół katolicki, podporządkowywanie jednostki państwu – np. prawo pozwalające odbieranie rodzicom dzieci z powodu biedy, dążenie do wyeliminowania katolików z życia publicznego – np. zwolnienie prof. Chazana, czy antykościelna propaganda stosowana w mainstreamowych mediach”.

Mogę odpowiedzieć tak. Totalitarne elementy dzisiejszego (nie tylko, ale dla dobra dyskusji zostańmy przy czasach obecnych) kościoła to – narzucanie wszystkim, bez względu na ich osobiste przekonania i światopogląd wartości wyznawanych przez kościół; cenzura prewencyjna i interwencyjna przejawów kultury i sztuki, które są niezgodne z myślą kościoła; chronienie hierarchów przed odpowiedzialnością karną za łamanie prawa (typowe w ustrojach totalitarnych – członkowi partii wolno więcej i jest bezkarny); podporządkowanie jednostki celom kościoła; sprzeciw wobec rozwoju i stanie na drodze postępowi, który nie sprzyja ideologicznej drodze kościoła, z całkowity lekceważeniem dobrych stron, jakie ten postęp daj pojedynczym ludziom; pogardzanie wolnością osobista pojedynczych ludzi w imię wyższych idei… Można wymieniać długo.

Kościół zachowuje się i działa autokratycznie w swoich strukturach i totalitarnie wobec swoich wyznawców. Tym bardziej zadziwiające jest, że Ci sami wyznawcy atakują przeciwników za domniemane stosowanie praktyk samego kościoła. Dla mnie to czystej wody hipokryzja.

I przewrotnie zacytuję słowa Jezusa z Ewangelii według św. Jana (Rozdział 8:7) „Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci (na nią) kamień”.


To bardzo mądre słowa i wielka szkoda, że kościół i jego apologeci w swoich własnych sprawach wyłączają krytycyzm, którego tak dużo mają wobec swoich przeciwników.