poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Nienawiść do Boga

Jeśli jesteście ateistami to na pewno spotkaliście się z zarzutem, że nienawidzicie Boga, że jesteście na niego wściekli i że to absurd.

Jeśli jesteście wierzący – często pewnie posługiwaliście się tym argumentem podczas rozmowy z ateistą.
Oczywiście jest to absurd, ale tylko, jeśli spojrzymy na to powierzchownie.

Bo można, albo nawet trzeba na to spojrzeć nieco głębiej i się okaże, że wcale nie jest to głupie czy bezsensowne! I to spróbuję teraz zrobić.

Zła idea


Nikt raczej nie przyzna się do tego, że lubi lub wręcz kocha koncepcje totalitarne czy faszystowskie. Poza idiotami. Osoby przeciwne tym ideologiom nie wierzą w ich przesłanie, doktryny i założenia. Nawet najlepiej napisane książki hołdujące tym koncepcjom politycznym, nie są czczone, jako nieomylne.

Prawo większości państw penalizuje propagowanie tych idei i piętnuje ich propagatorów.

Zastanówcie się teraz, czy jeśli spotkacie, gdziekolwiek, faszystę, obnoszącego się ze swoimi kretyńskimi poglądami, to jesteście źli na niego, czy na faszyzm, jako koncepcję. Czy jeśli nie pochwalacie lub gardzicie poglądami socjalistycznymi to Wasze emocje dotyczą idei, pomysłu czy raczej ludzi, którzy głupio i ślepo chcą wciskać te koncepcje w Wasz „obraz świata”?

Owszem, żeby zrozumieć, o czym Ci ludzie mówią, trzeba wejść w koncepcję, poznać ją, zbadać i odnieść do własnego światopoglądu. Ocenić ją subiektywnie. Wtedy dopiero pojawiają się dojrzałe emocje związane z tą lub inną koncepcją. Bo każdy z nas przeszedł ideologiczne czy poglądowe „zauroczenia”. Niektórzy z nas ciągle w nich tkwią. 

Cechą charakterystyczną takiego „zauroczenia” jest nieuzasadniona niechęć do innych koncepcji, czasem prowadząca do bigoterii lub/i ksenofobii. Dojrzałe podejście światopoglądowe cechuje przede wszystkim dostrzeganie wad własnej, wybranej koncepcji i umiejętność wyciągania z koncepcji potencjalnie przeciwnych lub negatywnych, dobrych założeń. Człowiek dojrzały światopoglądowo sam buduje swoją „ideologię”, nie kupuje zapakowanego w pudełko „-izmu”.

Po co o tym piszę? Bo jeśli spojrzymy na religie, które w znakomitej większości opierają się na swoistej koncepcji Boga i od niego wyprowadzają swoje zasady, dogmaty i wierzenia to tak naprawdę mamy do czynienia z ideologią z nadbudową metafizyczną. Jak już pisałem – jeśli wyjmiesz z religii Boga, zostaje opresyjna i totalitarna ideologia. W tym ujęciu, negatywne podejście do koncepcji Boga, jako źródła tej ideologii, jego legitymizacji jest jak najbardziej uzasadnione. Tym bardziej, że to właśnie wciskanie Boga w opresyjną ideologię nadaje jej dziwny immunitet przed krytyką.

Czy muszę wierzyć w wyższość rasy białej, żeby nienawidzić nazistów i rasistów i wartości, jakie wyznają? Czy muszę wierzyć w to, że osoby niepełnosprawne i homoseksualne są gorsze, żeby nie cierpieć koncepcji eugeniki? Czy muszę wierzyć w Boga, żeby organicznie nie znosić tej koncepcji i tego, co za sobą niesie?

Jeśli na którekolwiek z powyższych pytań opowiedziałeś TAK, to nic nie kumasz. Ale może dalej będzie lepiej…


„Po czynach ich poznacie…”


Zostawmy póki, co koncepcje sensu stricte. Spójrzmy na to, co namacalne.

Mała wyliczanka i ograniczę się do czasów obecnych:

  • Obrzezanie dzieci (dziewczynek i chłopców).
  • Morderstwa z powodu różnic religijnych lub złamania zakazów, dogmatów religijnych.
  • Blokowanie postępu (badania komórek macierzystych).
  • Indoktrynacja dzieci.
  • Ingerencja w gwarantowane prawem sfery życia człowieka (zdrowie, szczęście).
  • Homofobia.
  • Ingerencja w seksualność ludzi i prawo do potomstwa (in vitro, aborcja, antykoncepcja).
  • Cenzura.
  • Negatywny wpływ na edukację (opozycja do naukowego modelu świata).


Można wymieniać jeszcze przez chwilę. Co łączy te elementy? Tak, zgadliście. Wszystkie te rzeczy są robione w imieniu Boga. Bóg jest ich powodem i usprawiedliwieniem.

Teraz odpowiedzcie mi, albo lepiej sobie, na pytanie – czy jeśli jakaś aktywność wobec Ciebie lub innych ludzi, budzi w Tobie niesmak i jako usprawiedliwienie dostajesz konkretną koncepcję, czy możesz nie lubić tej koncepcji? To nie wymaga nawet antropomorfizacji Boga. (Zresztą antropomorfizacja Boga jest jednym z podstawowych zarzutów przeciwko Bogu, jako bytowi wiecznemu i nadnaturalnemu – ale to na inną okazję) Możemy nienawidzić koncepcji, która pcha ludzi do złych czynów. Ba! Możemy i nawet powinniśmy z taką koncepcją walczyć, zwalczać ją, jako źródło krzywdy i opresji.

Nie mamy problemu z takimi ideami jak rasizm, seksizm, mizoginizm. Dlaczego jeśli człowieka do moralnie złych uczynków motywuje Bóg, to nie mamy prawa mieć negatywnych odczuć w odniesieniu do tej koncepcji? Jak napisałem powyżej – nie muszę wierzyć w słuszność idei, żeby jej nie lubić. Nie nadaje rasizmowi cech ludzkich po to, żeby go odrzucić i nim pogardzać. To absurd.

A jednak ludzie wierzący w Boga uważają, że ateista mówiący o nienawiści lub niechęci do Boga mówi o jego antropomorficznej manifestacji. Wymagają przeniesienia dyskusji na ich poziom. I możemy zrobić wtedy jedną rzecz, jaka zawsze umyka w takich rozmowach…

Poproś wierzącego o definicję BOGA!

Jeśli pójdzie w antropomorfizację – taką definicję odrzucasz, bo jest wewnętrznie sprzeczna. Wtedy najpewniej wejdzie w Boga jak w koncepcję, ideę – jesteś w domu. Powyższe, zarysowane jedynie, argumenty są zasadne w odniesieniu do każdej koncepcji.

Nie wyczerpałem tematu – to wiem. Jest to także moje osobiste, subiektywne podejście do „nienawiści do Boga”. Mogę się mylić, może mój specyficzny sposób myślenia na ten temat nie odpowiada komuś. OK – jestem gotowy do rozmowy na temat.

Mam jednak nadzieję, że chociaż trochę pomogę tym tekścikiem ludziom, którzy spotykają warczących teistów. Lub pchnę kogoś do własnej refleksji w tym temacie. To już będzie zwycięstwo J


Trzymajcie się!