wtorek, 19 sierpnia 2014

O seksie przy wtorku…

Dziś temat odległy od moich zwykłych rozważań, ale nie znowu tak bardzo. Poruszałem już ten temat na blogu, ale uważam, że jest to dość ważne i dlatego do niego wracam.

Miałem pisać w jakiś kategoriach i metaforach, ale napiszę wprost – chodzi o seks.

I chce się zastanowić nad tym czym dziś jest seks i dlaczego (tutaj zahaczymy o mój temat przewodni J), a czym powinien być. Zatem jeśli jesteście gotowi to zaczniemy.


Seks dziś


Dużo się mówi o wolności seksualnej, wyzwoleniu. Ja na to patrzę nieco inaczej.

Z jednej strony mamy ciągłą komercjalizację seksu. Seks nas otacza. Jednak jest traktowany jako towar specjalny, deficytowy, coś co trzeba dawkować, bo inaczej ludzie oszaleją. Jakiś czas temu badania marketingowe dowiodły, że umiejętnie dawkowany seks może wspierać sprzedaż, ale po przekroczeniu pewnej granicy seks nie sprzedaje, bo dominuje nad przekazem reklamowym. Seks od pewnego poziomu ekspozycji sprzedaje tylko sam siebie. Dlatego seks, erotyzm na rynku jest dawkowany ostrożnie.

Jeśli spojrzymy na kinematografię, to zatrważające jest ciągłe podbijanie napięcia seksualnego. W każdym filmie mamy scenę seksu. W najlepszym wypadku mamy przynajmniej scenę krążącą bardzo blisko normalnej sceny łóżkowej.

Mogę ze stanowczością bliską prawdy napisać, że otoczenie medialne ciągle kieruje nas w stronę seksu, seksualności i erotyzmu. I jest to niepokojące zwłaszcza gdy spojrzymy na to, jakie mamy podejście do rzeczywistej, nie medialnej seksualności.

I to jest ta druga strona.

Traktujemy seks jak coś wstydliwego, nienaturalnego. I co być może najgorsze – seks stał się celem, nagrodą. Ja mam z tym problem bo widzę dookoła siebie ludzi, którzy poświęcają mnóstwo zasobów – czasu, pieniędzy – w pogoni za seksem. I to jest przykre. Zwłaszcza gdy weźmiemy pod uwagę, że cała ta energia mogłaby zostać ukierunkowana w inne miejsce.

I ta celowość seksu powoduje jeszcze jedną, dość destrukcyjną dla ludzkiej kondycji konsekwencję. Dotyczy ona związków. Bo jeśli traktujemy seks nie jako zwykłą czynność, aktywność, to budujemy relacje w oparciu o napięcie seksualne. Seks jest nagrodą za bycie miłym, dobrym i sumiennym partnerem. I w sytuacji gdy dochodzi do zbliżenia – czar pryska. Okazuje się, że nie ma nic więcej. Nie jest to regułą, ale jest w mim odczuciu zbyt częste, właśnie ze względu na to, że zostało nam narzucone reglamentacyjne podejście do seksu. Tak. Zostało nam narzucone! Bo sami się hamujemy, oszukujemy, kłamiemy i udajemy kogoś kim nie jesteśmy, po to aby dostać seks. I najśmieszniejsze jest, że przy takim podejściu i ujęciu seksu jako nagrody – najczęściej rozczarowuje. Nasze oczekiwania rosną, wyobrażenia wyrastają ponad rzeczywistość, podczas gdy seks jest po prostu naturalną czynnością, aktywnością. I to powoduje naszą frustrację, bo podświadomie wiemy, że to nie powinno tak działać.

Dlaczego tak działa?


Kajdan na seks


Zapewne cześć z Was powie, ze główną przyczyną jest moralność. Tylko jak się nad tym zastanowimy, to moralność nie ma związku z seksem. Nie ma nic niemoralnego w kontakcie seksualnym między dwojgiem dorosłych ludzi, którzy się na to zgadzają. Nie ma żadnej krzywdy w tym, że kobieta albo mężczyzna codziennie sypia z inną osobą. Oczywiście przy założeniu obopólnej zgody. Jeśli widzicie w tym coś niemoralnego to pokażcie mi to. Ja nie widzę tym nic złego.

Oczywiście jeśli dwoje ludzi wiąże się ze sobą i zawierają pewną umowę (małżeństwo czy wzajemna wierność), to takie zachowanie może krzywdzić drugą osobę. Ale nie mówimy o takiej sytuacji. Mówimy o tym, że seks sam w sobie nie jest niemoralny, jeśli jest dobrowolny.

Jednak ktoś lub coś spowodowało, że traktujemy seks jak tabu, rzecz moralnie wątpliwą i obciążoną poczuciem winy.

I ja znam odpowiedź na pytanie kto to zrobił. Ale jeszcze się wstrzymam. Najpierw chce rozważyć powody dla których to zostało zrobione.

Po pierwsze – seks jest przyjemnością. Sprawia nam radość poprzez nawiązanie intymnej, fizycznej więzi między dwojgiem ludzi.
Po drugie – seks nie prowadzi do prokreacji. Przynajmniej na poziomie jaki rozpatrujemy. Seks może prowadzić do rozmnożenia, ale nie po to to robimy. Oczywiście seks jest przyjemny dlatego, że prowadzi do powielenia i rekombinacji genów. Ale człowiek już dawno oddzielił seks od rozmnażania. Mogliśmy to zrobić i to zrobiliśmy.
Po trzecie – seks jest intymny i osobisty. Są ludzie, którzy mają radochę z publicznego uprawiania seksu. Ale jest to promil populacji. Znakomita większość ludzi woli robić to w miejscu intymnym. Wyłącznie w otoczeniu osób bezpośrednio zaangażowanych w akt seksualny.

Właśnie ze względu na te trzy cechy – przyjemność, intymność i brak wpływu na społeczeństwo, przy jednoczesnym, potencjalnie silnym wpływie na motywację i życie człowieka – okazało się, że coś co jest naturalne i „darmowe” może pomagać w kontroli nad człowiekiem.

Zastanówcie się – jeśli jedzenie jakiegoś pokarmu sprawia Wam zajebistą przyjemność, tego pokarmu jest wszędzie bardzo dużo i za darmo i nikt nie ma nad tym kontroli, to czy pozwolilibyście na to, żeby ktoś zaczął to kontrolować. I czerpać zyski z dystrybucji tego pokarmu? Myślę, że nie. A pozwoliliśmy to sobie zrobić w kwestii seksu.

Teraz trochę pojadę niecenzuralnie, żeby podkreślić obraz.

Seks jest zajebisty. Cipki i chuje mamy wszyscy. Większość z nas lubi seks i lubi sprawiać sobie i innym przyjemność. Nikt nie każe nam płacić za seks – możemy go mieć za darmo w dowolnej ilości i rozmaitości. I nie ma nic obiektywnie niemoralnego w seksie, jeśli jest dobrowolny. Dlaczego zatem pozwoliliśmy sobie na to, żeby religijni kretyni wrzucili nam do głów wstyd, poczucie winy i koncepcję grzechu. Dlaczego pozwoliliśmy, żeby pożądanie było grzechem, seks przestępstwem, a czerpanie przyjemności z naturalnego źródła – towarem, nagrodą lub karą.

I nie bez przyczyny mówię o religiach, jako o źródle tej tragedii. Nie znam poza religijnego argumentu przeciwko wolności seksualnej. Nie wiem czy takowy istnieje.

Argument „chorób wenerycznych” nie jest argumentem przeciwko wolności seksualnej – jest argumentem za odpowiedzialnością w tej wolności. I przy tej okazji muszę wytknąć, że dziś religie przykładają rękę do rozprzestrzeniania się chorób wenerycznych, w tym zabójczego AIDS, poprzez zakaz antykoncepcji (prezerwatyw). Zatem ta sama religia, która próbuje przy pomocy tego argumentu kontrolować seksualność – przyczynia się do wzrostu zachorowań i śmierci.

Z całą pewnością nie poruszę tutaj całego spektrum motywów i płaszczyzn, na których ta kontrola się zasadza i jest sprawowana. Jestem jednak otwarty na dyskusję.

…ale dopiero po tym, jak przeczytacie, jak moim zdaniem powinna sprawa seksu wyglądać J


Mam marzenie…


Jestem zwolennikiem pełnej wolności seksualnej w układzie dobrowolnie uczestniczących w nim ludzi. Jeśli macie ochotę, pociągacie się wzajemnie, to się nie hamujcie. Budowanie jakiejkolwiek relacji na napięciu seksualnym jest niekorzystne. Według mnie, zarówno z mojego osobistego doświadczenia jak i obserwacji, związki, które szybciej zostają skonsumowane seksualnie trwają dłużej i są po prostu lepsze. Taka para nie jest skupiona na targowaniu się o obietnice czy nagrodę. Seks jest ważnym elementem ich związku, ale ich nie definiuje.

I to jest klucz – seks nie powinien definiować i motywować naszych akcji. Powinniśmy nauczyć się o nim normalnie rozmawiać, tak jak rozmawiamy o sporcie czy ulubionej potrawie. Wtedy nie tylko będziemy mogli ustalić reguły tej gry, ale też pełniej się z niej cieszyć bez walki o zwycięstwo.


Bo to też jest problem – nie traktujmy seksu jak gry ze zwycięzcami, bo to implikuje przegranych. W tej grze wszyscy powinni wygrywać – jeśli tak nie jest, to znaczy, że nie dogadaliście reguł – przestańcie grać.
W dużym skrócie – jak najszybciej konsumujcie relacje. Seks zostaje wtedy przeniesiony na inny poziom i nie dominuje – możecie skupić się na rzeczach naprawdę ważnych w budowaniu relacji między dwojgiem ludzi. Przede wszystkim na tym żeby ze sobą rozmawiać. Taka szybko skonsumowana relacja, nawet jeśli pierwszy seks nie był rewelacyjny, przynajmniej stawia nas w jasnej sytuacji – albo wspólnie pracujemy nad tym aby seks stał się lepszy, albo się rozstajemy. Nie budujmy relacji wokół napięcia seksualnego.

Dziewczyny – jak zrobicie z seksu z Wami trofeum, to tak będziecie traktowane i po jego zdobyciu wylądujecie na półeczce albo w gablocie. Poza tym, że z trofeum się raz w miesiącu ściera kurz – nikogo nie obchodzi taki puchar…poza oczywistym chwaleniem się innym. I nie każdy facet jest myśliwym – czasem to Wy zapolujcie J

Faceci – nie traktujcie kobiet, które lubią seks jak dziwki. To świadczy o tym jaki beton macie w głowach. I mówcie swoim partnerkom jasno i bezpośrednio co lubicie w seksie i pytajcie co one lubią – nikogo to nie zaboli, a chyba chcecie żeby seks był pozbawiony rozczarowań i poczucia winy.

To moje subiektywne podejście. Nie musicie się zgadzać i możecie myśleć inaczej. Ja to widzę tak J


Teraz wracam do pracy J