środa, 3 września 2014

Ateistyczne "wyjście z szafy"

Przed tym problemem stanęli kiedyś wszyscy, na różnych poziomach. Przyjmujemy pewien światopogląd, ideologię, niekiedy dość szczególną. I mamy dylemat – czy przyznać się najbliższym i reszcie otoczenia do swojej postawy, czy też nie powinno ich to obchodzić. Kwestia ta dotyczy zarówno seksualności jak i religijności. W tym tekście chcę się skupić na tym, czy powiedzieć bliskim o swoim ateizmie, czy też lepiej zatrzymać to dla siebie, „pozostać w szafie”.
I jak z wieloma rzeczami – to zależy.


Otoczenie


Żyjemy w społeczeństwie gdzie większość ludzi wierzy jednak w Boga i niezależnie od naszej postawy, powinniśmy brać to pod uwagę. Nie chodzi o jakiś nominalny szacunek dla czyjejś wiary – to bez znaczenia. Nie musimy szanować tego, że ktoś żyje iluzją, konkretną czy nie. Ale możemy szanować jego prawo do wyboru tego w jaki sposób żyje i jakimi wartościami się w swoim życiu kieruje. Powiem nawet, że powinniśmy to szanować. Nie wyklucza to dyskusji czy nawet konfliktu, ale jeśli zrozumiemy i nauczymy się szanować prawo innych ludzi do ich poglądów – będzie nam łatwiej.
Drugim poziomem, na który musimy zwrócić uwagę jest to, że nie jesteśmy swoimi poglądami. To jest błąd, który powoduje wiele konfliktów. To, że masz jakieś poglądy nie powinno Cię definiować. Jeśli pozwolisz na to, wtedy uniemożliwiasz dyskusję czy rewizje poglądów. Nawet krytyczna rozmowa na temat Twojego podejścia do świata może stać się bolesna czy drażliwa. A chyba chodzi o to, zęby się rozwijać, ewoluować. I nie ważne w którym kierunku, do jakiego celu. Jeśli zbytnio utożsamisz się ze swoimi poglądami, nakładasz na siebie dyby, łańcuchy.
Pierwszym wiec krokiem w coming oucie powinno być zrozumienie, że inni maja pełne prawo własnego spojrzenia na świat, oraz nauczenie się oddzielania ludzi od ich poglądów.

Czas


To jest bardzo ważne. Zarówno na poziomie ogólnym – wieku i zależności, jak i na płaszczyźnie codziennych czynności, aktywności.
Nie musimy tutaj wchodzić w konieczność posiadania wiedzy o poglądach najbliższych, bo mamy ją wszyscy. Wiemy w co wierzą i mniej więcej orientujemy się w ich poglądach. I od tego zależy to, kiedy powinniśmy „wyjść z ukrycia”. Jeśli Wasi rodzice są głęboko wierzącymi osobami, musicie do tematu podchodzić bardzo ostrożnie. Na pewno w momencie gdy jesteście od nich zależni, opowiedzenie im o swoim ateizmie może okazać się strzałem w kolano. Bo musicie podejść do tematu racjonalnie. I pamiętajcie, że macie prawo do tajemnicy, rodzice nie mogą na Was wymusić deklaracji poglądów. Tylko nie przeginajcie z tajemniczością, bo przegięcie w drugą stronę może uruchomić alarm u rodziców i ostrzejsze reakcje w instynkcie obrony dziecka przed nieznanym zagrożeniem. Czyli najgorszym typem zagrożenia, które może usprawiedliwiać każdą akcje obronną.
Rozważcie zatem, co stawiacie na szali w sytuacji wygłoszenia takiej deklaracji. Jeśli istnieje możliwość poważnych problemów, to poczekajcie. Przyjdzie moment gdy osiągniecie pewien poziom niezależności i wtedy będziecie mogli bez problemu po prostu powiedzieć najbliższym o tym, jakie jest wasze stanowisko w kwestii wiary czy religii.
I tutaj musimy zwrócić uwagę na drugi poziom. Bo nikt nie chce usłyszeć takiej deklaracji podczas świąt czy w czasie tragedii rodzinnej. Weźcie zatem pod uwagę to co się dzieje w życiu najbliższych Wam osób. Nie zależy od tego Wasze życie i odczekanie chwili niczego nie zmieni. Nie dokładajmy powodu do nerwów w sytuacjach szczególnie newralgicznych.

Stopniowanie


Możemy subtelnie prowadzić też najbliższych w kierunku odkrycia Waszych poglądów. To dość bezpieczne, bo nie deklarujecie bezpośrednio tego, ze nie wierzycie w Boga. Najbliżsi po prostu sami do tego dojdą. Jest na to kilka sposobów i chce Wam pokazać jeden z możliwych scenariuszy.

Zaczynamy od krytykowania instytucji religijnej. Nie jest to trudne, biorąc pod uwagę wybryki i postawy chociażby kościoła katolickiego w Polsce. Nie atakujemy dogmatów, kościoła jako wspólnoty, ludzi. Kwestionujemy postawy wobec tematów niereligijnych do których wtrąca się kościół.
Następnym etapem musi być jawne zainteresowanie historią kościoła. Nie ma tam zbyt wielu chlubnych fragmentów J
Potem przeskakujemy do Biblii i tutaj już zaczynamy grę z samym Bogiem i jego wizerunkiem w mitologii judeo-chrześcijańskiej. Od odrzucenia postaci Jahwe, które ze względu na wyjątkowe okrucieństwo i moralną dwuznaczność możemy łatwo uzasadnić, gładko możemy przejść do odantropomorfizowanej koncepcji Boga. Lub od razu do agnostycyzmu.
Stąd już tylko jeden kroczek do całkowitego odrzucenia wiary w Boga. I przeprowadzamy bliskich przez cały proces. To znacznie ułatwia zrozumienie naszej decyzji, uzasadnia ją rozumowo i na pewno pomoże w oswojeniu się z Twoją postawą.

Oczywiście to jeden ze sposobów i nie traktujcie tego jak podręcznika. Bo nim nie jest.

Kłamstwo


Są osoby, które nigdy nie przyznają się przed nikim, ze nie wierzą w Boga. Udają modlitwy, uczestniczą  w rytuałach, bo bardziej cenią sobie „święty” spokój niż prawdę. Nie piętnuję tych osób. Na pewno mają swoje powody i nie mi to oceniać.
Ja bym nie potrafił tak funkcjonować i szczerze – nie polecam. Koszty takiego przemilczenia prawdziwych poglądów są zbyt wysokie żeby mogły być lekceważone. I nie mówię tylko o czasie czy pieniądzach. Przede wszystkim mówię o komforcie psychicznym, własnej wewnętrznej integralności.
Jeśli jednak taka dualność w funkcjonowaniu komuś nie przeszkadza zgadza się z ponoszonymi kosztami – jego wybór.
Tylko, że takie osoby nakręcają populację „wierzących” i podtrzymują kościół na swojej pozycji. I to jest poważny problem nie tylko dla niewierzących. Bo silny kościół wywiera nacisk na całe, prywatne życie obywateli, a na to nie powinno być zgody nikogo. I oczywiście wtrąca się w politykę….ale odbiegam od tematu.


Zatem – jeśli macie pewność, że nie ryzykujecie wydziedziczeniem czy wygnaniem z domu – porozmawiajcie z najbliższymi, wyjaśnijcie im dlaczego nie wierzycie, co jest dla Was ważne w życiu i wytłumaczcie im, że miłość do rodziny, tradycja, patriotyzm czy wszystkie inne wartości, które oni cenią, nie wymagają Twojej wiary w mityczne bóstwo. Są samodzielnymi wartościami, które można pielęgnować działaniem i wzajemną życzliwością, zamiast udawać, że pozorować ich podtrzymywanie na klęczkach i ze złożonymi do modlitwy rękoma.
Jeśli nie macie pewności co do reakcji najbliższych – spróbujcie stopniowo pokazywać Wasz stosunek do wiary i religii. Tylko nie atakujcie od razu fundamentu. Pokażcie, że nie podoba Wam się coś co robi instytucja. Badajcie i oceniajcie, czy to jest właściwy moment.
Jeśli jesteście samodzielni i niezależni – wyjawcie bliskim swój ateizm. Może nie przysporzy Wam to automatycznie zrozumienia, ale wiele spraw uprości. Zarówno dla Was jak i dla bliskich. I jeśli naprawdę jest pomiędzy Wami coś więcej, to nie bójcie się utraty miłości, przyjaźni czy wzajemnego szacunku. Jeśli te sprawy są prawdziwe – przetrwają, bo nie są chyba zbudowane wokół Boga czy religii.



Zostawiam Was z tym tekstem. Niech każdy rozważy, co z nim zrobi. Mam nadzieję, że komuś się przyda moje spojrzenie. Nie jako poradnik, ale jako start do rozpoczęcia własnej drogi w kierunku jaki sobie wybrał J