poniedziałek, 22 września 2014

Maleńczuk kontra polski katolicyzm. Moim okiem.

Normalnie nie zajmowałbym się tym, co raz na jakiś czas plecie Maleńczuk, bo przeważnie robi to, by sprzedać kolejna płytę. Tym razem jednak poruszył dość ciekawy temat i do tego stopnia prowokacyjny, że aż nasz ulubiony Rysio Nowak odpala swoją inkwizycję.

Najpierw jednak przyjrzyjmy się samym treściom, które tak bardzo się wielu nie podobają.

Polacy są tak naprawdę faszystami”.

Czy jest w tym, chociaż ziarnko prawdy? W moim odczuciu – jest.

Bo czym jest faszyzm? Według definicji, faszyzm to przede wszystkim antyliberalny i antykomunistyczny kult państwa. Faszyzm charakteryzują wodzostwo, militaryzm, walka z odmiennymi ideologiami, etatyzm gospodarczy, nacjonalizm lub nawet szowinizm i rasizm.

Czy możemy znaleźć te cechy w statystycznym polaku-katoliku? Obawiam się, że tak. Przynajmniej w sporej części. Bo przyznajmy się szczerze – dominujący w naszym kraju katolicyzm nosi znamiona ideologii faszystowskiej. Wystarczy wyłączyć z niego kwestie Boga, czy całej tej rytualno-magicznej otoczki i mamy jasność, że rzymski-katolicyzm jest na wskroś faszystowski. Mamy papieża, jako władcę absolutnego, mamy niechęć do innych wiar, co prawda czasem ukrywana pod fałszywym płaszczem ekumenizmu, mamy centralizację władzy i całą plejadę postaw szowinistycznych. I te postawy są cedowane w dół struktur, aż do pojedynczych wiernych. Oczywiście, nie twierdzę, że wszyscy Polacy i wszyscy katolicy to osoby o faszystowskich poglądach. To nie byłoby sprawiedliwe. Natomiast nie da się zaprzeczyć, że sporo naszych, tak zwanych „cech narodowych” nie pomaga w obalaniu takiej tezy.

Fascynuje mnie zło przeciętnego katolika. Takie ukryte, tajemnicze, które nie wychodzi na wierzch, dopóki w lodówce nie znajdzie się trup noworodka. Albo w beczce z kapustą. W głębi duszy takiego katolika widzę hitlerowską swastę. Nie staroindyjski znak szczęścia”.

To duże uproszczenie i dość jednostronne postawieni sprawy, ale jest coś na rzeczy. Z jednej strony mamy ludzi, na co dzień deklarujących wiarę w przesłanie Jezusa, wiarę w Boga i cały ten bagaż. Z drugiej strony jest coś takiego w Polakach, że tę wiarę traktujemy albo zupełnie powierzchownie i teatralnie albo wręcz fanatycznie. Nie zauważam w Polakach stanów pośrednich. Coraz częstsze są niestety postawy fanatyczne. Zwłaszcza obserwujemy to, co jest zatrważające, wśród młodych ludzi w mediach społecznościowych. Pełzająca ignorancja, brak podstawowej wiedzy o prawach osobistych, brak umiejętności oddzielenia człowieka od jego poglądów – to tylko kilka przyczyn, dla których (przynajmniej w odbiorze) młodzi ludzie są fanatycznie oddani koncepcjom katolicyzmu. Najbardziej wyraźne jest to w przypadku krytyki postaci Jana Pawła Drugiego. Ta wściekłość i agresja, jaka emanuje w kierunku ludzi, którzy myślą inaczej jest właściwa nie tylko w przypadku wyśmiewania religijnych bożków. Każdy przejaw zachowania niezgodnego z ogólnie przyjętym mitem „polskości” może liczyć na automatyczny odzew nie tylko sprzeciwu wobec publicznie okazywanej postawy, ale wprost z agresją i groźbami ze strony „fanatyków”.

To samo się dzieje w dwóch sytuacjach, które nie dotyczą bezpośrednio „polskości” czy wiary/religii.
Pierwszą z nich jest sukces. Polacy z zaciekłością godną lepszej sprawy, nie cierpią cudzego sukcesu. Jak komuś się powiedzie – to pewnie ukradł, dał dupy albo ma układy. Ta dziwna zawiść, kłamstwa i oszczerstwa są powszechne. Niestety.

Drugą jest tragedia. Zarówno mała, osobista, jak i wielka. Mamy w sobie współczucie i empatię dla ofiar. Ale nie umiemy patrzeć ponad emocje. Każdy przestępca zasługuje na śmierć. Wszystko musi być czarno-białe. Nie ma szarości, nie rozumiemy jej i nie chcemy wnikać.

W tym sensie – agresywnej reakcji na inność, zawiści i zamkniętego postrzegania świata, jako dobrego albo złego – mogę się zgodzić, że jest coś na rzeczy w słowach Maćka. Bo jak czytam komentarze w sieci czy słyszę wypowiedzi niektórych, to mam przed oczami wściekłych faszystów, którzy z pianą na ustach atakują wszystkich, którzy nie zgadzają się z ich wizją świata.

„Ile jest antysemityzmu w przeciętnym Polaku? Mam na myśli religijnego normalsa. Kogoś, kogo przyłapuje się w końcu na posiadaniu pornografii dziecięcej, a on od 30 lat prowadzi rodzinę zastępczą i wychował nie wiadomo ile pokoleń. Mój Szatan to jest Woland, w zasadzie porządny gość - cyniczny, ale porządny. Ich Szatan to jest jakiś sukinsyn.”

Polacy są antysemitami. Przyznajmy to w końcu. Przeciętny Polak używa słowa „Żyd” jak przekleństwa. Jeśli to nie jest przejaw antysemityzmu, to ja nie wiem, co nim jest. I to jest antysemityzm głęboko osadzony, skoro przejawia się w powszechnym słowniku. I kościół ma w tym swój znaczny udział.

Natomiast kwestia o szatanie jest jego osobistą sprawą. Widzę, że pojmuje szatana raczej w duchu laveyańskim niż klasycznym. Bo szatan z „Mistrza i Małgorzaty” to w sumie porządny gość. Nawet, jeśli spojrzymy na diabła w Biblii, to nie jest on okrutną czy bardzo wroga człowiekowi postacią. A na pewno nie bardziej niż biblijny Bóg. Szatan w ujęciu katolickim jest dziwną postacią. Jest uosobieniem wszystkiego, co niekatolickie, workiem bez dna, gdzie zagnieżdżają się wszystkie rzeczy, których wierni lub sam kościół nie chce zaakceptować. Przez to jest bardzo mglisty, efemeryczny i przez to – nijaki. W tym jest siła tej postaci, ale także jego słabość.

Chcę powiedzieć jedno. Nie lubię takich generalizacji. Natomiast jak wiemy, ta konkretna wypowiedź nie jest jedynie wyrazem poglądów Maleńczuka. Jest też elementem gry z pop-kulturą. Maleńczuk wydaje za chwilę nową płytę.

Na koniec ostatnie kwestia. Rysio Nowak.

Kogoś, to, co powiedział Maleńczuk może obrażać, kogoś może zniesmaczać. Ktoś nawet może czuć się urażony. Ale do cholery – od tego jest kodeks cywilny. Problem polega na tym, że Maleńczuk nie atakuje nikogo personalnie. I utrzymanie oskarżenia na podstawie powiedzenia „Polacy to faszyści” byłoby bardzo trudne.

Tymczasem pan Nowak znowu zaangażuje publiczne środki żeby prowadzić swoją osobistą krucjatę przeciwko wszystkiemu, co nie jest zgodne z katolickim światopoglądem. Zastanawiam się ile jeszcze upokorzeń wytrzyma ten człowiek, zanim się nie zorientuje, że prokuratura, to nie jest jego osobisty trybunał inkwizycyjny.



I żebyśmy mieli jasność – analizowałem to, co powiedział Maleńczuk. Nie nazywam nikogo faszystą jeśli nim nie jest. A i to robię dość ostrożnie, bo rozumiem, że nawet najgorsze z ideologii mogą mieć w sobie drobny pierwiastek pożytecznych rozwiązań. Maleńczuk bardzo generalizuje, upraszcza i porusza się w definicjach popularnych, nie detalicznych. Dlatego na pewno można i trzeba dyskutować z jego tezami. A jeśli przy okazji kilka osób spojrzy krytycznie na własne zachowania i być może wyciągnie jakieś wnioski, które przebija się przez zwyczajową wściekłość – to chyba dobrze. Czasem wsadzenie kija w mrowisko jest potrzebne…