czwartek, 4 września 2014

Uwierz w kreacjonizm – część dziesiąta

Powolutku kończymy. Oprócz dzisiejszego zostały jeszcze trzy odcinki i będziemy mieli to z głowy. Muszę zacząć myśleć o czymś na czwartkową serię J Tymczasem, zaczynamy.


8. Idealne dostrojenie praw fizyki
9. Nagłe pojawienie się skamielin w zapisie kopalnym
10. Ludzka świadomość
11. Ludzki język
12. Reprodukcja seksualna
13. Biblijny świadek




Część dziesiąta – Ludzka świadomość

ArgumentOsoba jest jednością ciała i umysłu/duszy jako niematerialnej części Ciebie, która jest Tobą. Chemia nie może wytłumaczyć samoświadomości, kreatywności, rozumowania, emocji miłości i nienawiści, odczuwania przyjemności i bólu, posiadania i pamiętania doświadczeń i wolnej woli. Jeśli rozum opiera się na ślepych neurologicznych zdarzeniach w mózgu, nie jest on godny zaufania, nie można na nim polegać.

Na początku musimy zadać pytanie o podstawę tego argumentu. Czy dusza istnieje i czym tak naprawdę jest. Bo argument nie dostarcza takiej informacji. I tylko  opierając się na tym podstawowym braku moglibyśmy go odrzucić. Ale chcę się trochę w to zagłębić, więc pominę ten błąd. Musimy zatem przywołać jakąś definicję duszy, żeby oprzeć na czymś rozważania.

Skupimy się na religijnej definicji, bo przecież kreacjonizm ma podstawy religijne. Dusza to pierwiastek życia, niematerialny, rozumny i nieśmiertelny element struktury człowieka. W ujęciu judeo-chrześcijańskim dusza jest darem od Boga.

I tutaj muszę od razu przywołać kilka pytań, zanim przejdę do analizy pozostałych elementów argumentu.
Kiedy dusza zostaje „wstrzyknięta” w człowieka?

Bo to jest bardzo ważne, zwłaszcza w kontekście faktów, które obserwujemy w naturze oraz w sytuacji gdy to człowiek, poprzez technologię, daje życie. Jeśli jak sugerują niektóre teologie, plemnik jest nośnikiem duszy i w momencie poczęcia dusza znajduje swoje miejsce w embrionie, to nie odstajemy żadnej odpowiedzi, tylko więcej pytań. Jeśli jeden plemnik powoduje powstanie bliźniąt – kto i kiedy decyduje o dodaniu drugiej duszy. Co w przypadku sztucznego zapłodnienia – człowiek wymusza na Bogu wsadzenie duszy, czy ludzie z in-vitro nie mają duszy? Co się dzieje z duszą w momencie naturalnego chłonięcia bliźniaka w łonie?

Jeśli dusza zostaje „wsadzona” do człowieka w momencie gdy jego organizm jest już gotowy, czyli w momencie uruchomienia się układu nerwowego, to w jaki sposób odróżnić ten fakt od właśnie startu mózgu. Pomijam kwestię, że takie ujęcie wytrąca antyaborcyjne argumenty z ręki zwolenników świętości życia od poczęcia.

I jako wisienkę na torcie możemy dodać, ze nigdy nie zostało udowodnione istnienie duszy albo jakiegokolwiek innego, niematerialnego czynnika stanowiącego o istocie człowieka i żyjącego po jego śmierci.

Przejdźmy teraz po kolei przez to, czego rzekomo „chemia nie może wytłumaczyć”.

Podstawowym błędem tej części jest, według mnie, wyizolowanie tych pojęć. Bo nie są one rozpatrywane jako element systemu reagującego na otoczenie, tylko są ujmowane jako wewnętrznie spójnie i niezależne wartości. Ale po kolei. I będę się tutaj poruszał po nieco grząskim terenie, bo są to kwestie ciągle badane i nie wiemy wszystkiego. Natomiast wsadzenie magicznego duszka w miejsca niewiedzy nie są odpowiedzią na pytania jakie istnienie tych zjawisk stawia.

Samoświadomość – to świadomość samego siebie, zdawanie sobie sprawy z doświadczanych doznań. Zgodnie z teorią samoświadomości/samopostrzegania (D.J. Brem 1972) opiera się na dwóch założeniach:

I - jednostka zdobywa wiedzę o swoich kompetencjach, motywacji i emocji dzięki wnioskowaniu o nich na podstawie zewnętrznego zachowania i zewnętrznych okoliczności, w których działa.
II - spostrzeganie siebie i innych ludzi przebiega podobnie do I-go założenia.

I na tej podstawie wysuwa wniosek, że źródłem samowiedzy jest zewnętrzna obserwacja swojego zachowania. Dzięki procesowi samopostrzegania jednostka zdobywa informacje o sobie.
Nie możemy rozpatrywać samoświadomość w oderwaniu od relacji obserwator-obserwowany. Możemy też stwierdzić, że samoświadomość nie jest niczym innym niż wiedzą o istnieniu nas samych.
Biorąc pod uwagę, że naukowcy dokładnie zbadali kiedy następuje „obudzenie” się samoświadomości u ludzi, oraz udowodnili że zwierzęta także posiadają pewną formę samoświadomości (test lustra). Czy do faktu, że nasz mózg (czyli my) po pewnym czasie obcowania z doświadczeniem samego siebie wykształca wiedzę o tym, że „ja to ja” potrzebujemy super naturalnego duszka Kacperka? Nie sądzę. I wyjaśnienie naukowe jest o wiele ciekawsze i prowadzi do nieco głębszych konkluzji niż, w mim odczuciu, głupie wyjaśnienie przy pomocy duszy.

Kreatywność – z definicji – proces twórczy, proces umysłowy pociągający za sobą powstawanie nowych idei, koncepcji, lub nowych skojarzeń, powiązań z istniejącymi już ideami i koncepcjami. Jako, że nie ma jednak jednej autorytarnej definicji kreatywności możemy troszkę zaszaleć.
Ja bym rozpatrywał kreatywność z co najmniej dwóch poziomów.
Pierwszy to manipulacja ograniczonymi systemami w celu utworzenia nowej treści. Obserwujemy to na przykład w muzyce czy poezji. Język czy gama są systemami zamkniętych „reguł”, własności. W tym ujęciu, kreatywność to manipulowanie tymi regułami w celu utworzenia nowej formy, treści.
Drugi opiera się na tendencji naszego mózgu do znajdowania wzorców. Jeśli trafimy na pozornie niezwiązane koncepcje, to nasz mózg, naturalnie, będzie się starał znaleźć między nimi powiązanie, często tworząc zupełnie nowe konstrukty.
Żaden pomysł nie bierze się z pustki, nie przypływa znikąd. Nie jest tez powodowany niematerialnymi bytami czy „boską inspiracją” lub „muzami” w greckim duchu.

Rozumowanie – proces myślowy polegający na uznaniu za prawdziwe danego przekonania lub zdania na mocy innego przekonania lub zdania uznanego za prawdziwe już uprzednio. Czyli rozumowanie jest ściśle opisane regułami logiki. Logika jest nie tylko wyznacznikiem poprawnego rozumowania, ale jest jakby jego ekstraktem. Jako rozumowanie możemy też rozumieć każdą czynność umysłową. Jednak jak już zaznaczyłem – poza nienaturalnymi stanami (w wyniku medytacji czy uniesienia duchowego) jest to ściśle związane z relacja obserwatora i bierze się z reakcji na rzeczywistość. Nie z kosmosu…

Siedem form miłości według Sternberga


Miłość – jest najbardziej chyba podatnym na osobistą interpretację konceptem. Od strony fizjologicznej czy endokrynologicznej jest doskonale opisana. Problemem jest ścisłe ustalenie skąd się bierze. I znowu – poltergeist w mózgu nie jest wytłumaczeniem. Istniej wiele koncepcji i teorii. Według mnie miłość jest naturalnym stanem organizmu w sytuacji silnego przywiązania do drugiej osoby. Może też być „efektem ubocznym” wziętej odpowiedzialności oraz instynktownego dążenia do własnego zadowolenia, szczęścia, poprzez sprawianie przyjemności innym lub po prostu wynikiem narastającego pożądania.

Nienawiść – Często przeciwstawiana miłości. I tak jak ona jest silnie interpretowalna. Tak jak miłość jest odpowiedzią organizmu na przywiązanie, troskę i pożądanie, nienawiść może być odpowiedzią na odrzucenie, ból, krzywdę. Tak jak miłość, tak i nienawiść nie istnieje w oderwaniu od rzeczywistości. Odnoszą się do rzeczywistości, otoczenia i doświadczenia i są na nich zbudowane. Nie pojawiają się znikąd w nas.

Przyjemność – nawet nie trzeba wiele się nad tym zastanawiać, żeby po prostu wiedzieć, że ten stan odczuwamy fizycznie. I możemy go sztucznie wywoływać poprzez środki chemiczne, farmakologię czy inne sposoby stymulacji fizycznej, która wpływa na chemie naszego mózgu i powoduje doświadczanie tego stanu. Tak samo jak Bólu.

Posiadanie i pamiętanie doświadczeń – nie możemy tego wyjaśnić jeśli oderwiemy nas od rzeczywistości. Jeśli umieścimy się w rzeczywistości oraz weźmiemy pod uwagę to co już wiemy o ludzkim mózgu – ta część argumentu jest po prostu bez sensu. Nasz mózg rejestruje wszystko co nas otacza. Znakomitą większość jednak odrzuca jako „szum”. Pozostawia i prezentuje naszej świadomej uwadze to, co jest istotne dla naszego obecnego stanu lub gdy dostrzeże w doświadczanej rzeczywistości wzór, który w relacji do już posiadanych zasobów może mieć kluczowe znaczenie. Tak to wygląda „z lotu ptaka”. To w jaki sposób przechowujemy, porządkujemy i zarządzamy pamięcią doświadczeń jest już dość dobrze opisane przez neurologię.

Wolna wola – to jest istne koncepcyjne bagienko. Zdania są podzielone i raczej nigdy nie znajdziemy jednoznacznej odpowiedzi. Ja postaram się opowiedzieć jak ja widzę koncepcje wolnej woli. Oczywiście w telegraficznym skrócie, bo ten temat zasługuje na osobny wpis.
Według mnie na koncepcję wolnej woli musimy patrzeć z dwóch perspektyw – dla uproszczenia, nazwę je perspektywami mikro i makro. W perspektywie mikro, mówię o codziennych decyzjach, wyborach i działaniach. Te akcje noszą znamiona wolnej woli, bo dokonujemy wyborów, decydujemy o swojej drodze. Pozornie. Bo to jakie decyzje podejmujemy wynika z tego jak wygląda nasza perspektywa makro. Perspektywa makro wynika z naszych predyspozycji, genów, uwarunkowań. Nie wszystko jesteśmy w stanie zrobić i to determinuje nasze wybory na poziomie mikro. I te dwie perspektywy się zapętlają, wzajemnie przenikają. W ten sposób co prawda tworzymy paradoks w stylu „co było pierwsze – kura czy jajko?”, ale ustawia podejście do koncepcji wolnej woli. Mogę więc powiedzieć tak – zakres naszej wolnej woli zależy od jej ograniczeń wynikających z naszych naturalnych cech i predyspozycji. Nie istnieje coś takiego jak absolutna wolna wola, czy wolna wola jako niezależny koncept.

Ostatnie zdanie głosi teorię, że nie możemy polegać na swoich mózgach w naukowym ujęciu. Ciekawe jest to, że wszystkie koncepcje religijne, idea Boga, duszy czy samego kreacjonizmu  – to są twory właśnie tych „ślepych neurologicznych zdarzeń”.  Widzicie w tym hipokryzję? Bo ja widzę J

Zatem z jednej strony mamy zjawiska dobrze rozpoznane i opisane przez naukę. Z drugiej mamy koncepcje, które nawet w kręgach filozofów i teologów są co najmniej mgliście sprecyzowane. Na pewno tego argumentu nie można rozpatrywać w kategoriach naukowych. Przede wszystkim nie definiuje podstawowych pojęć. Brakuje definicji duszy, nie mamy podanej perspektywy czy tezy do poszukiwań. Ten argument jest najłagodniej mówiąc nieprecyzyjny i ignoruje zdobycze nauki – neurologii, psychologii i wiedzy o człowieku generalnie.

Właśnie ze względu na to nie strzelajcie do mnie jak coś pokręciłem. I nie czepiajcie się, że nie skupiłem sie na chemii w wyjaśnianiu pojęć. Starałem się wyciągnąć trochę wiedzy i dorzucić swoje spojrzenie. Jak zawsze – nie wiem czy mam w 100% rację, ale wydaje mi się, że lepsze jest częściowe wytłumaczenie oparte na wiedzy, niż wciskanie w nieznane jeszcze nauce obszary magicznych bytów i tajemnicy. Do następnego czwartku J