piątek, 12 września 2014

"Lunatykowanie w kierunku Armagedonu" - Sam Harris

Wybaczcie mi drobne błędy w tłumaczeniu, których nie wychwyciłem, ale zrobiłem to bardzo szybko i jeśli coś złapiecie, to śmiało strzelać, będziemy poprawiać :)

Oryginalny wpis na blogu Sama Harrisa - TUTAJ

Zapraszam!





***

W przemówieniu, które miało być odpowiedzią na straszne morderstwo dziennikarza Jamesa Foley’a przez brytyjskiego dżihadzistę, prezydent Obama dostarczył następujące upomnienie (używając alternatywnej nazwy dla ISIS):

ISIL nie mówi w imieniu religii…i żadna wiara nie uczy ludzi masakrowania niewinnych. Żaden sprawiedliwy Bóg nie stanąłby za tym, co zrobili wczoraj i co robią każdego dnia. ISIL nie ma żadnej ideologii ceniącej ludzkie istnienie. Ich ideologia jest zdegenerowana…zrobimy wszystko, co w naszej mocy by chronić naszych ludzi i ponad czasowe wartości, w które wierzymy. Niech Bóg błogosławi i zachowa pamięć o Jimie. I niech Bóg błogosławi Stanom Zjednoczonym Ameryki.

W dalszych uwagach nakreślających strategię pokonania ISIS, prezydent deklaruje:

Postawmy dwie sprawy jasno: ISIL nie jest islamskie. Żadna religia nie pochwala zabijania niewinnych i zdecydowana większość ofiar ISIL to muzułmanie… ISIL jest po prostu organizacją terrorystyczną. I nie ma żadnej wizji poza zabiciem każdego, kto stanie na ich drodze… Niech Bóg błogosławi nasze oddziały i niech Bóg błogosławi Stany Zjednoczone Ameryki.


Jako ateista, nie mogę przestać się zastanawiać, kiedy ta sieć pozorów i urojeń w końcu się wypali – albo przez jasne światło rozsądku lub przez przesyt okropności wymierzonych niewinnym przez zwolenników Boga. Co przyjdzie wcześniej, latające samochody i wakacje na Marsie, czy proste zrozumienie, że wierzenia kierują zachowaniem i że pewne religijne pomysły – dżihad, męczeństwo, bluźnierstwo, apostazja – niezawodnie prowadzą do opresji i zabójstwa? Może być prawdą, że żadna wiara nie uczy dosłownie zabijania niewinnych ludzi, – ale niewinni, co prezydent z pewnością wie, są w centrum zainteresowania. Czy apostaci są niewinni? Bluźniercy? Politeiści? Islam ma odpowiedź i ta odpowiedzią jest „nie”.

Więcej brytyjskich muzułmanów dołączyło do ISIS niż wstąpiło do brytyjskiej armii. Właściwie, ta grupa zdołała przyciągnąć tysiące rekrutów z wolnych społeczeństw na całym świecie by zbudować raj represji i sekciarskiego uboju w Syrii i Iraku. To jest oszałamiający fenomen i odkrywa on bardzo niekomfortowe prawdy odnośnie multikulturalizmu, wpisaną słabość otwartych społeczeństw i straszną moc złych koncepcji.

Nie wątpię, że wiele oświeconych trosk pojawi się teraz w głowach czytelników. Nie chce budować wrażenia, że większość muzułmanów popiera ISIS, ani nie chcę dawać żadnej osłony czy inspiracji dla nienawiści do muzułmanów, jako ludzi. W rysowaniu połączenia pomiędzy doktryną Islamu i przemocą dżihadzistów, mówię o ideach i ich konsekwencjach, nie o 1,5 miliardzie nominalnych muzułmanów, spośród których wielu nie bierze swojej religii bardzo poważnie.

Ale wiara w męczeństwo, nienawiść do niewierzących i oddanie agresywnemu dżihadowi nie są marginalnymi fenomenami w świecie muzułmańskim. Te koncepcje są poparte Koranem i licznymi Hadisami. Dlatego popularny saudyjski kleryk Mohamed Al-Areefi brzmi jak kapelan wojskowy ISIS. Ten człowiek ma 9,5 miliona śledzących go na Twitterze (dwa razy więcej niż Papież Franciszek). Jeśli możesz znaleźć znacząca różnicę między tym, co głosi prezentowana przez niego doktryna wiary a tym, co motywuje barbarzyńskie działania ISIS, prawdopodobnie powinieneś udać się po poradę do neurologa.

Zrozumienie i krytykowanie doktryny Islamu – i znalezienie sposobu do zainspirowania muzułmanów do jej zreformowania – jest jednym z najważniejszych wyzwań, jakie stoją przed dzisiejszym światem cywilizowanym. Ale zadanie nie polega na dyskredytacji fałszywych doktryn muzułmańskich ekstremistów, ponieważ większość z ich poglądów nie jest fałszywa w świetle ich świętych pism. Nienawiść do niewiernych jest niewątpliwie centralną tezą Koranu. Realność męczeństwa i świętość zbrojnego dżihadu jest tak samo kontrowersyjna w Islamie, co zmartwychwstanie Jezusa w chrześcijaństwie. To nie przypadek, że miliony muzułmanów recytuje szahadę (muzułmańskie wyznanie wiary – przy JC) i pielgrzymuje do Mekki. Nie jest też przypadkiem, że te okropne zdjęcia i filmy, na których dekapituje się niewiernych i apostatów stały się popularną formą pornografii w świecie muzułmańskim. Wszystkie te praktyki, włącznie z upiornymi metodami zabijania, mają wsparcie w świętych pismach.

Ale istnieje cały ogromny przemysł zaciemniania, który ma ochronić muzułmanów przed wzięciem pod uwagę tych prawd. Nasze departamenty humanistyki i nauk społecznych są wypełnione uczonymi i pseudo-uczonymi, którzy nazywają się ekspertami od terroryzmu, religii, islamskiego prawa, antropologii, nauk politycznych i innych dziedzin, którzy twierdzą, że tam gdzie mówimy o muzułmańskiej przemocy i nietolerancji – nic nie jest takim, jakim jest. Ponad to ci eksperci twierdzą, że nie można brać islamistów i dżihadystów za słowo: Ich nieustanne deklaracje o Bogu, raju, męczeństwie i źle apostazji nie są niczym innym jak tylko maską ukrywającą ich prawdziwe motywacje. Jakie są te motywacje? Wstaw tutaj najbardziej nędzne nadzieje i projekcje sekularnego liberalizmu: Jak byś się czuł gdyby zachodni imperialiści i ich kartografowie podzieliliby twoją ziemię, ukradli twoją ropę i upokorzyli twoją dumną kulturę? Gorliwi muzułmanie po prostu chcą tego, co chcemy wszyscy – politycznego i ekonomicznego bezpieczeństwa, kawałka ziemi, który nazwą domem, dobrych szkół dla swoich dzieci, odrobinę luksusu by móc cieszyć się towarzystwem przyjaciół. Niestety większość moich liberalnych kolegów w to wierzy. Właściwie, bark akceptacji tego obskurantyzmu, jako głębokiego wglądu w ludzką naturę i natychmiastowe odwrócenie oczu od nauk Islamu, jest uważane za formę bigoterii.

Podczas każdej rozmowy na ten temat, zawsze musimy otaczać się murem ostrzeżeń i ustępstw wobec nieistotności: Oczywiście, polityka zagraniczna USA ma problemy. Tak, naprawdę musimy uniezależnić się od ropy. Nie, nie wspieram wojny w Iraku. Pewnie, czytałem Chomsky’ego. Bez wątpienia Biblia zawiera tak samo straszne fragmenty. Tak, słyszałem o bombardowaniu kliniki aborcyjnej w 1984 roku. Nie, przepraszam, że to mówię, ale Hitler i Stalin nie byli motywowani przez ateizm. Tamilskie Tygrysy? Oczywiście, że o nich słyszałem. Czy teraz zmożemy szczerze porozmawiać o związku pomiędzy wierzeniami, a zachowaniami?

Tak, wielu muzułmanów szczęśliwie ignoruje apostazję i bluźnierstwa ich sąsiadów, postrzegają kobiety, jako równe mężczyznom i pogardzają antysemityzmem. Ale są też muzułmanie pijacy alkohol i jedzący bekon. Wszystkie te przekonania są przeciwne wyraźnym naukom Islamu w mniejszym lub większym stopniu. I tak jak umiarkowani w każdej innej religii, większość umiarkowanych muzułmanów stają się wsteczni, gdy bronią swojej wiary przed krytyką. Opierają się na współczesnych, sekularnych wartościach – na przykład tolerancja różnorodności i szacunek dla praw człowieka – jako podstawy do reinterpretacji i ignorowania najbardziej nikczemnych części ich świętych ksiąg. I ciągle nalegają, żebyśmy szanowali ideę objawienia, co zostawia nas w nieustannym zagrożeniu bardziej dosłownych odczytywań tych ksiąg.

Pomysł, że jakakolwiek książka była zainspirowana przez stwórcę wszechświata jest trucizną – intelektualną, etyczną i polityczną. I obecnie ta trucizna nigdzie nie sieje większego spustoszenia niż w społecznościach muzułmańskich, na wschodzie i na zachodzie. Pomimo oczywistego barbarzyństwa Starego Testamentu i niebezpiecznej eschatologii Nowego, jest relatywnie łatwo oddzielić Żydom i chrześcijanom religie od polityki i etyki sekularnej. Pojedynczy wers u Mateusza – „Oddajcie cesarzowi, co cesarskie, a Bogu, co boskie” – w dużej mierze tłumaczy, dlaczego Zachód nie jest jeszcze zakładnikiem teokracji. Koran zawiera kilka podobnych wersów, które mogłyby spełnić, potencjalnie taka funkcję – na przykład „Nie ma przymusu w religii”, (2: 256) – ale te iskierki tolerancji są szybko gaszone. Transformacja Islamu i prawdziwie łagodną wiarę będzie wymagało cudu reinterpretacji. I kilku nieustraszonych reformatorów, takich jak Maajid Nawaz, robią, co tylko mogą, żeby to osiągnąć.

Wielu wierzy, że to niemądre dyskutować o więzi pomiędzy islamem i nietolerancją i przemocą, jaką widzimy w świecie muzułmańskim, bo boimy się, że umocni się postrzeganie, że zachód jest w stanie wojny z wiarą i powoduje, że miliony, normalnie pokojowych muzułmanów ściąga na drogę zbrojnego dżihadu. Przyznam się, że ta obawa jest po prostu szalona – ale to tylko świadczy o powadze podstawowego problemu. Religia tworzy perwersyjną solidarność, która musimy w jakiś sposób podważyć. To powoduje wewnątrzgrupową lojalność i nienawiść dla wszystkich poza grupą, nawet, jeśli niektórzy członkowie grupy zachowują się jak psychopaci.

Krytykowanie cudzych wierzeń pozostaje jednak ciągle tabu w większości społeczeństw. Nawet ateiści ulegają temu tabu i egzekwują je u innych, ponieważ wierzą, że religia jest dla wielu ludzi niezbędna. Bo przecież życie jest trudne – a religia jest ukojeniem. Większość ludzi wyobraża sobie, że filozofia z epoki żelaza reprezentuje jedyny nośnik ich duchowych nadziei i problemów egzystencjalnych. Jest to ciągły problem dla krzewienia rozsądku, ponieważ większość doświadczeń transformacyjnych – olśnienie, oddanie, samo transcendencja – są obecnie zakotwiczone w najgorszych elementach kultury i do sposobów myślenia, które tylko wzmacniają przesądy, samo oszukiwanie się i konflikt.

Pośród wszystkich szkód, jakie spowodowały religie do dnia dzisiejszego, jedna jest chyba najbardziej subtelna: Nawet, gdy wydaje się ona korzystna – inspirująca ludzi to zbierania się w pięknych budynkach by rozmyślać nad tajemnicą istnienia i ich wzajemnych zobowiązaniach etycznych – religie niosą przekaz, ze nie ma intelektualnie broniącej się, bezwyznaniowej drogi, żeby to robić. Ale on istnieje. Możemy budować silne społeczności i cieszyć się głęboko moralnym i uduchowionym życiem, bez wiary w dzielący nas nonsens o boskim pochodzeniu konkretnych książek.


I ten źle ukierunkowany szacunek dla objawienia tłumaczy, dlaczego w odpowiedzi na jaskrawy przejaw religijnego fanatyzmu, prezydent Obama odpowiada eufemizmami i rakietami. To może być najlepsze, na co nas stać przy obecnym poziomie debaty na temat religii. Może kiedyś „zrobimy wszystko, co w naszej mocy by chronić naszych ludzi i ponad czasowe wartości, w które wierzymy”. Ale dziś nawet szczerze nie opiszemy prawdziwych motywacji naszych wrogów. I w akcie kłamania samym sobie, oddajemy przysługę temu samemu urojeniu, które ich wzmacnia.

***