środa, 15 października 2014

Komiksowa opowieść

Wracając z pracy do domu czytam na tablecie różne rzeczy. Książki, komiksy...

Od kilku dni zaczytuję się w serii Daredevil. Dla tych, którzy nie kojarzą - komiks jest o mieszkającym w nowojorskiej Hell's Kitchen prawniku Mattcie Murdocku. Matt jako dziecko stracił wzrok ratując starszego mężczyznę od wpadnięcia pod ciężarówkę. Samochód przewoził materiały radioaktywne, które spowodowały utratę wzroku chłopca, ale wyostrzyły do nieprawdopodobnego poziomu jego pozostałe zmysły.


Od momentu osiągnięcia dorosłości, w cywilu jest prawnikiem, w kostiumie, zamienia się w super-bohatera. Jego nemezis to Kingpin, czyli Wilson Fisk, szef mafii.

Tyle wprowadzenia. Już przechodzę do rzeczy.

Otóż po kolejnym starciu z Kingpinem, z którego Daredevil wychodzi zwycięsko, autorzy serii robią mały skok w bok. W trakcie pięcioczęściowej serii poznajemy Mayę Lopez, znaną jako Echo.

No i znowu muszę zrobic krótkie wprowadzenie. Maya urodziła się głucha w rodzinie rdzennych amerykanów. Jej matka opuszcza ją i jej ojca w pierwszych latach życia Mayi. Jej ojciec pracuje dla Kingpina, co też szybko kończy jego żywot. Kingpin staje się prawnym opiekunem dziewczynki.

Po kilku latach, Maya odkrywa w sobie talent do idealnego odtwarzania tego co zobaczy.

Niezależnie czy to jest taniec, sztuka walki, gra aktorska. Potrafi wszystko idealnie odtworzyć i jedynym ograniczeniem jest jej własna fizyczna wydolność.



Pojawia się w życiu Daredevila jako jego partnerka, ale ta seria nie wchodzi zbyt głęboko w ten związek, więc i ja nie będę go "penetrował".

Historia, poza oczywistym przekazem dotyczącym niepełnosprawności, ma w sobie spory ładunek wierzeń amerykańskich Indian. I jedna z historii, przypowieści szczególnie mi się spodobała i ją przytoczę.

Otóż Echo, wyrusza do swoich korzeni, by odbyć duchową podróż w celu odnalezienia odpowiedzi na nurtujące ją pytania. Wyrusza do lasu w celu odbycia tam postu i odnalezienia duchowego przewodnika. Po trzech dniach postu zaczyna się jej podróż. W jej trakcie widzi dwa walczące psy.

Chwilę potem pojawia się dziwna postać, przez chwilę walczą i ta postacią okazuje się być Wolverine, który w tych lasach, raz w roku "buszuje" by pohamować drzemiącą w nim dzikość.

Echo opowiada mu o swojej wizji i Wolverine przytacza jej opowieść, którą mu przekazał pewien Indianin.

Otóż pewien mężczyzna mówił, że w jego wnętrzu mieszkają dwa psy. Jeden jest dobrym przyjacielem, wiernym, lojalnym i wrażliwym kompanem. Drugi jest dzika bestią, nieracjonalną i pełną wściekłości. I toczą ciągłą walkę. Zapytany o to, który pies wygrywa, mężczyzna zamyślił się, po czym odpowiedział - Zawsze wygrywa ten, którego więcej karmi.

I muszę przyznać, że bardzo mnie ta opowieść poruszyła, bo ma w sobie mnóstwo prawdy.

Jest tak, że wszystko co mamy w sobie, bez pielęgnacji i treningu po prostu przegrywa. Nie ważne czy mówimy o talencie, pasji, emocjach czy czymkolwiek innym. I co jest bardzo ważne - zawsze coś karmimy! Jeśli nie dbamy o swoją pasję, talent, karmimy psa lenistwa; jeśli nie pielęgnujemy empatii, miłości i współczucia, dokarmiamy apatię; jeśli nie dbamy o nasz intelekt, rzucamy mózg na pożarcie ignorancji.

Jest w tym głęboka refleksja i dobrze jest się czasem zatrzymać i sprawdzić któremu z naszych wewnętrznych "psów" dajemy jeść. I czy jest to ten właściwy.

Mnie do takiego zastopowania skłonił właśnie komiks! Może to, że o tym piszę, skłoni do takiej refleksji kogoś z Was. Mam taką nadzieję...

Miłego wieczoru!