poniedziałek, 3 listopada 2014

Miękkie fiutki ateizmu - niewybredna krytyka

Dlaczego? Bo z jednej strony mam dość tego jak ludzie z lenistwa lub konformizmu przypisują sobie ateizm, jako etykietkę. Z drugiej strony – wkurza mnie, chyba najbardziej, że do ateizmu przypisywane są z automatu – liberalizm i inne formy tak zwanej tolerancji. Bo powiedzmy sobie szczerze – są postawy, które zawsze będą w agresywnej opozycji do postawy ateistycznej. Zawsze. I nikt z nas nie potrzebuje miękkiego podbrzusza tak zwanych liberałów czy „gęby” gimbo-ateuszy. Jeśli kiedykolwiek, ktoś ma traktować środowisko ateistyczne, jako poważny głos w dyskusji, to na pewno nie poprzez akceptacje miękkich i głupich zachowań. Ale po kolei.


Gimbo-ateusze

Wow, jechanie po kościele jest fajne, nie wiem, o co chodzi w tym ateizmie, ale tak będę o sobie mówił, bo to modne

Jak widzę te grupy, fora i strony, nierobiące nic innego poza produkcją głupich obrazków przeciwko katabasom to mnie rzuca. Poziom „rozmowy”, argumentacja czy reakcje na próby podjęcia dyskusji śmierdzą samym dnem intelektualnego szamba.  Nie podejmiesz żadnej dyskusji z tymi ludźmi. Oni w znakomitej większości nie rozumieją, o czym piszą, co postują. Są ignorantami w takim samym stopniu jak katolicy w kwestii Biblii czy lewaki w kwestii podstaw filozoficznych ich „poglądów”. Bo może to zabrzmi górnolotnie i możecie mnie oskarżyć o pychę, ale, do tego, żeby być ateistą nie wystarczy jechać na kościół. Gimbaza nie kuma, że poglądy to nie założenie koszulki z logiem. MUSISZ wiedzieć coś na temat swojej postawy, znać jej założenia. I nawet w kwestii tak atomowej postawy jak ateizm, gdzie mówimy jedynie o odrzuceniu wiary w Boga, nie jest to sucha formułka. Bo jeśli nie wiesz, że ateizm nie jest pojęciem wobec wiedzy o istnieniu Boga, nie rozumiesz podstawowych różnic pomiędzy wiedzą a wiarą – padniesz na pierwszym przyczółku. Bo teiści, apologeci, często nie myślą samodzielnie, nie uczestniczą uczciwie w debacie czy rozmowie – mają gotowe formułki do wklejenia lub wyrecytowania. Poza tym, drogi gimbo-ateuszu – jeśli kogoś atakujesz (kościół) to musisz się liczyć z kontratakiem. Jeśli nie zabezpieczysz sobie tyłów posiadaniem rozległej wiedzy na temat historii kościoła, jego struktury, dogmatów i nauk – pierwszy lepszy wierzący, korzystając z formułek przepisanych z głupich stron, wsadzi Ci Twój atak w dupę i przewierci tak, że się zwymiotujesz.

Poza tym – jeśli w Internecie wojujesz z kościołem, a w życiu osobistym, prywatnym, klękasz w kościółku, machasz jak debil łapkami przy stole rodzinnym jak babcia karze i do klechów wołasz „proszę księdza” lub „ojcze”, to zastanów się czy sam siebie traktujesz poważnie. Rozumiem problem ludzi, którzy wychowani w domach katolickich obawiają się reperkusji, odcięcia od źródła utrzymania w sytuacji, gdy przyznają się do swojej utraty wiary. Oni mają przed sobą walkę. I wiele z tych osób o tym wie, szukają wsparcia, pomocy. To nie są gimbo-ateistyczni gieroje w necie, którzy „w razie, czego” powiedzą mamie, że to taki żart i moda, a na prawdę to wierzą w bajki i uwielbiają ssać księżowskiego penisa.

Przeszkadzacie mi w obrazie środowiska. Bo ja, mimo tego, że organicznie nie lubię zorganizowanej religii, księży i uważam, że wiara w boga upośledza – jestem gotowy do dyskusji w temacie. Rozszerzam cały czas swoją wiedzę i uczę się mechanizmów prowadzenia dyskusji. I staram się być w tym wewnętrznie spójny. I z radością wystąpię w roli adwokata diabła w „rozmowie” z takim ateistą pozerem, żeby mu pokazać, że nie tylko robi z siebie kretyna. Także po to, żeby pokazać, że szkodzi środowisku, że to przez takich jak on, nikt nie traktuje ateistów działających on-line poważnie.

Dlatego jeśli jesteś takim pozerem, ateistą „bo to modne” – dobra rada – jak zobaczysz gdzieś moje nazwisko, to czmychaj, czym prędzej. Będę Was tępił jak robaki, którymi jesteście…


Liberalni ateiści

„Jestem ateistą, ale religie trzeba szanować, bo zrobiły dużo dobrego. Nie możemy atakować odmiennych poglądów, bądźmy tolerancyjni dla innych.”

Mam dylemat. Bo nie wiem czy bardziej mnie wkurzają tępe gimbo-ateistyczne porykiwania, czy liberalne pojękiwania. Poziom irytacji jest podobny. Ale chyba Ci drudzy robią więcej szkód.

Określę to raz na zawsze – tak jak nikomu nie należy się szacunek za samo bycie kimś, tak samo nikt, żadna postawa, nie zasługuje na tolerancję tylko ze względu na to, że istnieje. Bo jeśli ja słyszę, z ust liberałów, że, na przykład ISIS to twór polityczny. Bojownicy ISIS krzyczą, że działają w imię Allaha, a liberałowie odpowiadają – „Nieprawda! Nie działacie w imię swojej religii. Wmanipulowaliście się w politykę!”, to mi się nóż w kieszeni otwiera. 90% religiantów, gdyby mogło, ujebałoby ateistom głowy lub posłałoby nas na stosy. Jednak liberałowie nadal jęczą, że nie możemy być radykalni wobec religii, że powinniśmy tolerować prawo innych do posiadania własnych poglądów. Niby na poziomie populistycznym wszystko się zgadza. Ale jak wejdziemy w detale, to trochę tak jakby kazać Żydom tolerować ideologię nazistowską. Nie chcę tutaj stawiać ateistów w roli ofiar, bo nie o to chodzi. To metafora. Bo większość systemów religijnych chce, co najmniej, nawrócenia ateistów na ich wiarę. To jest postawa wrzeszcząco nietolerancyjna. I nam każe się to tolerować? Liberałowie nam mówią – tak, religie chcą żebyście przestali być racjonalnymi ludźmi i nie będą przebierali w środkach, żeby przeciągnąć Was na swoją stronę, ale musicie im przyznać do tego prawo, pozwolić im na to, bo to jest ich wiara i musimy to tolerować. Ja mówię – gówno! Udowodnij mi, że w nic mi nie grozi w relacji do Twoich poglądów, że nie będziesz przy ich pomocy nikogo nękał, niszczył i zniewalał – zastanowię się nad odrobiną tolerancji dla wyznawanych przez Ciebie poglądów. Pozycją wyjściową jest sceptycyzm i nieufność, nie tolerancja i szacunek!

Jest też druga twarz liberalnego ateizmu. Chodzi o poziom osobisty. Ja do pewnego momentu tolerowałem wiarę, jako coś osobistego, prywatnego i niegroźnego dla społeczeństwa. Plułem na religie, jako mechanizm wykorzystujący instrumentalnie tę wiarę. To się zmieniło. Wiara w boga nie zasługuje na tolerancję. Pokażcie mi kogoś, kto wierzy w Boga, a ja Wam pokaże, kogoś, kto nie toleruje ateistów.

I bez piszczenia, że nie wszyscy wierzący są nietolerancyjni wobec ateistów. Nawet, jeśli otwarcie nie mówicie, że ateiści są gorsi, to czujecie się lepsi. Jakoś nie potrafi dotrzeć do Was myśl, że nie zawsze posiadanie odpowiedzi to postęp. Że czasem mieć więcej oznacza, de facto, stratę. Jeśli jesteś osobą wierząca i nie uważasz się za kogoś lepszego od ludzi wierzących w coś innego, lub niewierzących, to, po co wierzysz – przecież wiara ma Cię wzbogacać, powodować, że jesteś LEPSZYM człowiekiem. Jeśli tego nie robi – po co wierzysz? A jeśli to robi, to oznacza, że traktujesz ateistów, jako gorszych, ułomnych. I dlatego ja nie mogę tolerować takiej postawy. Tym bardziej, że jest bardziej niż błędna.

Jeśli wierzysz w jakiekolwiek nadprzyrodzone przyczyny – sam się upośledzasz intelektualnie, zamykasz sobie drogę do poznania rzeczywistości, nakładając na nią welon mitu. I uważasz, że to ateiści, naukowcy i sceptycy są pełni pychy…nie! To Ty jesteś pyszny, bo karmisz się złudzeniem dotarcia do źródła prawdy absolutnej, źródła odpowiedzi na każde pytanie. Zapytaj jakiegokolwiek naukowca, czy oblatanego w nauce sceptyka – czy nauka operuje 100% pewnością? Zapytaj go o zasadę dziewiątek.

Dlatego nie lubię liberalnego jęczenia o tolerancji. Zarówno na poziomie społecznym jak i osobistym. Może zwłaszcza na poziomie osobistym.


Umiarkowani Sekularyści

Wam też się dostanie.

„Jestem za rozdziałem kościoła od państwa, ale są funkcje, które kościół pełni w państwie i nie możemy o tym zapominać czy tego zakazywać.”

Czyli nie jesteś za rozdziałem, skoro wspominasz o tych funkcjach w kontekście rozdziału. Jeśli kościół pełni jakaś funkcję, którą tylko on może pełnić – to da sobie radę bez wsparcia regulacyjnego czy państwowego. Jeśli jednak jest to funkcja, która można oddać bez udziału kościoła i jest ona niezbędna do prawidłowego funkcjonowania społeczeństwa – należy to zrobić. Lub przynajmniej stworzyć świecka alternatywę. Jeśli jakikolwiek sekularysta dopuszcza jakąkolwiek, poza religijną funkcje kościoła w państwie – jest hipokrytą. Jeśli w ogóle myśli o funkcji kościoła w państwie – nie jest sekularystą. Kościół może pełnić pewne funkcje społeczne, ale tylko na zasadach identycznych z zasadami Organizacji Pożytku Publicznego, fundacji, stowarzyszeń itd.

Poza tym, odpowiedzcie mi na jedno pytanie – jaką funkcję w państwie, której nie można zrealizować bez kleru, pełni kościół? Bo ja nie znam takowej. Ale może nie wiem wystarczająco dużo na temat tego, co kościół robi, aby ludziom żyło się lepiej i godniej…

Podsumowanie

Nie atakuję tym tekstem nikogo konkretnego. Pokazuję tylko palcem na pewne niepokojące mnie zjawiska. Jestem zwolennikiem wejścia środowiska ateistycznego w dyskurs polityczny w Polsce. Jest w tym potencjał; widzę miejsce na taką inicjatywę. Natomiast dopóki będziemy tolerować potworki w postaci gimbo-ateizmu, miękkich, liberalnych fiutków i niedookreślonych zwolenników tolerancji za wszelką cenę – nikt nie będzie traktował ateizmu (jako punktu wyjścia ruchu, nie, jako misji) poważnie. Nie unikniemy polaryzacji, bo uważam, że właśnie w różnorodności poglądów jest siła. Nie uważam też, żeby wpisywanie się za wszelką cenę w już funkcjonujące mechanizmy było dobre. Podam przykład J

W moim odczuciu, środowiska ateistyczne powinny być środowiskami postępowymi, idącymi do przodu. W tekście na temat modelu działania organizacji ateistycznych („Krytyka organizacji...ale nie tylko...”) proponuję zastosowanie do propagowania idei modele wykorzystywane w działaniach biznesowych – grywalizacji, „wojen społecznościowych”, trendingu itd. Dostałem odpowiedź, że stowarzyszenia działają w modelach wolontariackich i takie podejście nie przejdzie.

Życzę, zatem powodzenia. I jest mi przykro z powodu krótkowzroczności i betonu myślowego. Jeśli nie zaproponujemy czegoś nowego, to umrzemy niezauważeni; jeśli będziemy stali w miejscu – przeminiemy jak tablica na FB. Nikt nie zbudował nic rewolucyjnego trzymając się sztywno zasad. Postęp zależy od łamania dotychczasowych reguł i ich modyfikacji. Jeśli jakąkolwiek organizacją powoduje strach przed zmianą, to ja wróżę dość szybką śmierć…i w moim odczuciu – zasłużoną.
Zatem chcę żeby głos ludzi jak ja był dostrzeżony w debacie społecznej. Dlatego odcinam się od miękkiego podbrzusza i „gęby” ateizmu polskiego. Nie wyhoduje się nic, pielęgnując usychające gałęzie i chwasty w doniczce.

I dość szybko chcę zacząć coś w tym temacie robić…pierwsze kroki już poczynione…a przynajmniej została określona linia startowa. Oczywiście wszyscy się o tym dowiecie, jak padnie strzał pistoletu startowego J