wtorek, 11 listopada 2014

Wszyscy jesteśmy sekularystami!

Dokładnie. Nawet osoby, które uważają się za oddanych swojej wierze są sekularni. Na czym
opieram swoją tezę? Już tłumaczę.
Większość ludzi posiada pewien system wartości. Czasem jest to prąd polityczny, ideologia, czasem religia lub osobisty zestaw zasad i wartości. Są jednak w naszym życiu pewne kwestie, do których żadna ideologia czy poglądy dostępu nie mają. Każdy z nas może takie sytuacje znaleźć. Nie liczy się wtedy wyznawana religia czy bycie lewicowcem czy prawicowcem.
Jeżeli teraz spojrzymy na koncepcje sekularyzmu, to oznacza ona wyłączenie wpływu religii na pewne sfery życia. Publicznego i osobistego.
Wszyscy znamy ludzi wierzących, którzy mimo tego, że otwarcie mówią o swoim oddaniu religii, kościołowi, to są sytuacje, w których nie dopuszczają do wpływu doktryn religijnym na swoje życie.

Ilu z tak zwanych katolików, pozwala na to, żeby kościół dyktował im, co jedzą? Poza wynikającymi z tradycji bardziej niż religii, świętami, jest to raczej promil.
Ilu katolików pozwala, na poważnie, ingerować w pożycie seksualne?
Ilu wierzących pozwala religii kontrolować swoje myśli, karci się za zwykłe myślenie o różnych rzeczach?
Można wymieniać cały dzień podobne przypadki.
I jeśli jesteś osobą wierzącą, religijną i masz taki obszar, w który nie pozwalasz się wtrącić kościołowi – jesteś sekularny!
Na poziomie osobistym – to fakt. Ale wiesz, na czym polega powiedzenie kościołowi – ok, w części spraw się zgadzamy, ale tu jest granica, której nie przekraczaj. Bo ja na to nie pozwalam.
Bo sekularyzm nie oznacza zakazania religii, likwidacji kościoła czy całkowitej delegalizacji wiary w Boga. Sekularyści mówią – wara kościołowi od rządzenia państwem, kościół powinien być w kościele, nie w urzędach, placówkach edukacyjnych czy administracji państwowej. Kościół powinien być osobistym wyborem, nie wciskanym za pomocą państwowych instytucji opcją. Ja rozumiem parcie kościoła na politykę. Nie mają innej szansy na przetrwanie. Nie oferują dziś nic ważnego, cennego i na tyle pociągającego, żeby ktoś idący po ulicy został zachęcony do wejścia do kościoła. Nie oferują nic, czego nowoczesne społeczeństwo nie jest w stanie osiągnąć bez wpływu wiary czy religii. Dlatego posługują się polityką, edukacją i wszechobecna propaganda strachu. Ludzie nie wierzą w Armagedonu, diabły, szatana i piekło. Dlatego kościół musiał przeskoczyć na straszenie, czym innym…i polityka stałą się jedynym środowiskiem.
Według mnie, obowiązkiem każdego religijnego człowieka jest powiedzenie kościołowi, który to WY budujecie – wyjdźcie z polityki. Polityka nie buduje wartości. Polityka korumpuje i niszczy wartości.
Dla dobra kościoła – wyjdźcie ze szkół. Nachalną propagandą zrażacie do siebie nie tylko dzieci, które nienawidzą zwykłej edukacji w obecnej formie. Dokładając do tego lekcje religii powodujecie, że religia staje się obowiązkiem, z którym każdy pożegna się z uśmiechem, gdy tylko osiągnie wiek umożliwiający podjęcie takiej decyzji. Religią w szkołach zrobiliście sobie niedźwiedzią przysługę.

Dla dobra kościoła – wycofajcie te szopki ze święceniem wszystkiego i wszystkich. Od nowych radiowozów, w których policjanci później egzekwują świeckie prawo (notabene nie zawsze zgodne z religijnym); poprzez wszelkie budynki gdzie w 90% jest uprawiany kwestionowany przez kościół konsumpcjonizm; aż po drogi, które po dwóch latach zaczynają się rozpadać. Wystawiacie się na publiczne pośmiewisko. Wasi wierni i tak mają dziwne poczucie akcji i reakcji, nie dokładajcie do tego wrażenia, że przez Wasze rytuały, drogi się rozlatują.

Wreszcie – przestańcie wspierać wichrzycieli i samozwańczych moralizatorów. Pozwólcie ludziom przychodzić do Was po radę, nie po wytyczne. Chcecie prowadzić ludzi? Podajcie im rękę na wybranej przez nich drodze, nie kopcie ich jak droga idzie obok waszej. Głosicie hasła szczęśliwości i miłości, a zachowujecie się jak mafia, która jako jedyna wie, co jest najlepsze dla ludzi. Nie wiecie tego, zacznijcie słuchać i uczyć się od ludzi, zamiast kadzić i pouczać.

Wszyscy mamy granicę, przez którą nie przepuszczamy zewnętrznego wpływu. Granicę, za którą nie wpuścimy religii czy dogmatów. To jest sekularyzm!

Dlatego, według mnie, osoby religijne, wierzące, powinny wspierać rozdzielenie kościoła od państwa. Jeśli są wobec siebie uczciwe i maja granicę, za którą kościół nie może wchodzić w ich prywatne życie, powinny wspierać ten prąd.
Bo jeśli kościół przekroczy granicę na poziomie państwowym, instytucjonalnym – sięgnie też po granice osobiste.

A tego chyba nawet najbardziej religijna osoba by nie chciała…