wtorek, 9 grudnia 2014

Młody ateista...wojna idei

Nasz młody ateista sprzedał już swoim rodzicom, że wątpi, poszukuje. Teraz przed nim najcięższe zadanie – musi pokazać, że to, w jaki sposób oni widzą ateizm nie do końca odpowiada temu, czym faktycznie jest.

I wbijanie komuś definicji do głowy niczego nie zmieni. Możemy tłumaczyć na poziomie koncepcyjnym całymi tygodniami i nic się nie przebije. Musimy to zrobić inaczej…jest kilka sposobów.

Pierwszym jest antyklerykalizm. Startujemy od miękkiej krytyki instytucji kościelnych. Materiałów i powodów, dla których możemy krytykować kościół katolicki (czy każdy inny) jest mnóstwo. I możemy zacząć od tego. Problemem w antyklerykalnym podejściu do „coming-out’u” jest to, że ta postawa nie mówi nic o wierze w Boga. A to zawsze stanie na ostrzu noża w tego typu sytuacjach. Gdy wejdziemy w kwestie antyklerykalizmu, to pewnie przekonamy najbliższych, że kościół, to nic dobrego. Tylko, że wtedy pojawi się pytanie – „ale w Boga wierzysz?”…i jesteśmy w punkcie wyjścia. Dlatego nie zalecałbym tej taktyki, jako punktu wyjścia na tym etapie. Jako dodatkowy argument – tak, ale nie, jako jedyna opcja argumentacji.

Pewną opcją jest pokazanie zasług racjonalizmu, sceptycyzmu, nauki, właśnie w kontekście ateizmu. Większość wynalazków, technologii, z których korzystamy, na co dzień, postało w wyniku pozbawionych wiary w bóstwa działań. To droga łagodna, ale wymagająca dużej ilości pracy. Bo musicie się dowiedzieć, jakim wynalazkom na drodze stała wiara i jak wyrzucenie jej z równania umożliwiło rozwój. Musicie poczytać jak wierzenia w mity blokowały rozwój nauki. I nie pokazywać tych blokad, tylko, co pozytywnego wynikło z faktu, że zapomnieliśmy w tych przypadkach o Bogu. W ten sposób pokażecie, że ateizm to nie jest dekadencja i nihilizm, tylko poszukiwanie własnego miejsca, własnej drogi. Bez sztucznych barier i hamulców w postaci zabobonów. Musicie tylko uważać, żeby nie wchodzić za bardzo w szafowanie autorytetami. Bo każdemu można coś zarzucić, ludzie są wielowymiarowi. Jeśli skupicie się na jakiejś konkretnej postaci, to na sto procent znajdzie się coś, co w oczach wierzących okaże się dyskryminujące tą postać. Dlatego odrywajcie osiągnięcia technologiczne, naukowe od ich twórców. Oni, poza tym, że ich odkrycia i dokonania były możliwe, dlatego, że odrzucili zabobony, są drugorzędni. Nie wpadajcie w pułapkę autorytetów. Pokażcie, że wyrzucenie Boga z równania eliminuje nierozwiązywalny „X” i prowadzi do rzeczywistych rozwiązań.

Możecie też pójść na opcję szokową. To też wymaga sporo pracy, ale działa. Ja w ten sposób przekonałem kilka osób do rewaluacji swoich wierzeń J

W skrócie – wystarczy zebrać wszystkie zasady danego systemu religijnego – przykazania, dogmaty, reguły i obedrzeć je z mistycznego, nadnaturalnego charakteru. Bo gdy weźmiecie na przykład dekalog, to po wywaleniu z niego Boga zostają trzy całkiem przydatne zasady (nie kradnij, nie zabijaj, nie kłam) plus siedem reguł, które są opresyjne – bezkrytyczne oddanie autorytetom, kontrola myśli i emocji, nieprzystające reguły o charakterze jedynie rytualnym. Dołóżcie do tego resztę zasad kościelnych z obdarciem ich z Boga i okazuje się, że mamy do czynienia z systemem, który mógłby śmiało stawać w szranki z każdym systemem totalitarnym. Znajdziecie tam pełno szowinizmu, ksenofobii, okrucieństwa i zwykłej żądzy kontrolowania innych. Dorzucam do tego wszystkie reguły wynikające z Biblii (Jezus nigdy nie zakwestionował, ani nie anulował żadnego przepisu ze Starego Testamentu) – pochwała niewolnictwa, niższy status kobiet, zabijanie za pracę w święta i dziesiątki innych, przestarzałych i okrutnych przepisów. Takie pragmatyczne podejście do treści religijnych i pism „świętych” pokazuje, do czego prowadzi wiara w Boga, którego reprezentują te materiały. I do czego są wykorzystywane przez rzekomych pośredników między Wami, a tym konkretnym Bogiem. I ten Bóg może Wam po prostu moralnie nie odpowiadać. Odmawiacie oddawania mu czci. Tak jak Wasi rodzice odmówili czczenia setek innych bogów!



Nie powiem Wam, która z tych opcji jest najlepsza. To musicie wyczuć. Możecie też je mieszać i dawkować. Chodzi o pewną wrażliwość, z którą musicie podejść.
I właśnie tym, jutro zamkniemy ten krótki cykl…