piątek, 9 stycznia 2015

Głos Ateisty: Utopione koszty

Pewnie czasem zastanawiacie się, dlaczego mimo dyskusji, przedstawienia argumentów, a czasem nawet wyrażenia pełnej zgody z Waszym stanowiskiem, osoby wierzące nadal pozostają w swoich postawach. Czasem rozmawiacie z kimś i on wyraźnie mówi – „masz rację, kurde to głupie, jaki ja byłem łatwowierny”. Po czym spotykacie go jakiś czas później i nadal tkwi on w tym samym miejscu. Dziwne, prawda?
Otóż w ekonomii jest takie pojęcie jak błąd utopionych kosztów. Polega ono na tym, że jeżeli ktoś inwestuje w dane przedsięwzięcie, to ma przekonanie, że jeśli okazuje się ono nietrafne, to wycofanie się z tej inwestycji oznacza stratę tych zasobów. I to jest prawda. Wszystko, co zostało już zainwestowane przepadło. Tym bardziej nie powinniśmy nadal inwestować w ten projekt. Tymczasem wiele osób nadal ładuje zasoby w to przedsięwzięcie.
Wynika to z tego, że bardzo trudno nam się pogodzić ze stratą. Z drugiej strony, będziemy się oszukiwać, że może jednak na tym zarobimy…albo przynajmniej zminimalizujemy sobie dotychczasowe straty. To jest trochę tak jak z hazardzistą w kasynie. Zaczyna grę z nadzieją na główną wygraną, jackpota. Po jakimś czasie i utopieniu kilkuset złotych, myśli chociażby o odkuciu się i dalej wrzuca pieniądze. Nawet na sam koniec gry liczy, chociaż na to, że ciutkę wyciągnie z maszyny. Niestety, jak to mówią „House always wins”…
To całkowicie nieracjonalne. Strata powinna prowadzić do wycofania się z inwestycji. Zwłaszcza, gdy przedstawione zostają dowody na to, że projekt nie ma szans na powodzenie, nie da się z niego wyciągnąć żadnych korzyści.
Wchodząc z świat religii, mechanizm jest podobny. Ludzie inwestują czas i zasoby w nadziei na spełnienie się obietnic, jakie systemy wierzeń składają. Skonfrontowani z rzeczową argumentacją, że obietnice nie mają pokrycia z rzeczywistością, nie ma dowodów na ich spełnianie ani na żadne zwroty z inwestycji, osoba religijna stoi przed dylematem typowym dla hazardzisty. Czy wycofać się z gry, godząc się na to, że to, co już straciłem, to straciłem i tyle. Idziemy dalej. Czy też zainwestować jeszcze trochę, bo może jednak rzeczywistość i dowody da się przechylić w naszą stronę, chociaż tak, żeby coś zyskać.
To, dlatego tak trudno jest osobom religijnym porzucić swoją wiarę. Zainwestowali już tyle, że wydaje im się, ze porzucenie tej inwestycji będzie stratą, podczas gdy ta stratą już się stało. Kontynuowanie inwestycji wydaje im się racjonalne, jest tymczasem całkowicie nieracjonalne.
Może łatwiej będzie Wam, dzięki temu, zrozumieć niektórych wierzących podczas rozmów. Może uda Wam się przekonać ich o tym, że to, co robią jest rozpoznanym błędem i wynika z nieracjonalnego błędu utopionych kosztów. Nie wiem. Mam jedynie nadzieję, że to, co piszę jakoś Wam się przyda…nie tylko w świecie idei i poglądów, ale może także w codziennym życiu J


PS. Wieczorkiem Biblia…jeszcze nie wiem czy dziś zamkniemy Księgę Kapłańską, bo chciałbym ją podsumować budując swoisty kodeks praw…więc może dziś skończymy komentarze, a za tydzień zabawimy się w prawodawców i zbudujemy kodeks praw według Bogusia;) Zobaczmy J