środa, 14 stycznia 2015

Głos Ateisty: Wiara

Mieliśmy mówić o tym jak to inni wiedzą o nas więcej niż my sami, ale to odłożymy. Dziś pogadam chwilę o wierze…
Kolejną rzeczą, którą słyszymy prawie zawsze w rozmowach z wierzącymi w Boga, jest zdanie „ateiści w nic nie wierzą”. Możemy się spierać nad znaczeniem słów, definicjami. Tylko, że to tak naprawdę nic nie zmienia, bo dotrzeć powinniśmy z konkretem, nie teoretycznymi akrobacjami.
Weźmy więc hipotetycznego Kowalskiego. W co wierzy Kowalski? Zobaczmy…
  • Wierzy w Boga.
  • Wierzy, że jego żona go nie zdradza.
  • Wierzy, że jeśli będzie dużo pracował to osiągnie sukces.
  • Wierzy, że jego drużyna wygra kolejny mecz.
  • Wierzy, że uda mu się zdążyć na czas na spotkanie.
  • Wierzy, że na kolejnej imprezie nie nachla się jak ostatnio i będzie trzymał fason.
  • Wierzy, że jego dzieci skończą szkołę i znajdą dobrą pracę.
  • Wierzy, ze znajdzie sens w życiu.

Jeśli Kowalski stanie się ateistą, niezależnie od powodów, musi zrezygnować tylko z pierwszej deklaracji. Pozostałe kwestie nie są w żaden sposób związane z jego wiarą w Boga. Oczywiście jego porzucenie wiary w Boga może mieć i zapewne będzie miało wpływ na sposób, w jaki radzi sobie z pozostałymi problemami. Ale nie oznacza to, że musi zrezygnować z „wiary” jako pojęcia szerokiego.
Bo jeśli się przyjrzymy temu zestawowi, to „wystaje” jedna rzecz. Poza wiarą w Boga, pozostałe kwestie są mniej lub bardziej zależne od jego działań i są sprawdzalne. Można je w jakimś stopniu poddawać badaniu prawdopodobieństwa i prawdy. Kowalski może wynająć detektywa żeby sprawdzić wierność zony; może tak zaplanować dzień, żeby się nie spóźnić; może nie pić na imprezie; może pilnować swoje dzieci aby pilnie się uczyły. Nie ma w stu procentach kontroli nad tym jaki będzie wynik tych działań. Ale może na nie wpływać własnymi akcjami i szacować jak daleko musi się posunąć jego wiara w powodzenie tych kwestii. I dochodzimy do sedna.
Wiara nie jest jedynie zarezerwowana dla zjawisk nie mających żadnego poparcia w rzeczywistości (videBóg). Wiara wchodzi w nasze postrzeganie i interakcję z rzeczywistością, gdy czegoś nie wiemy. Jeśli brakuje nam informacji do podjęcia decyzji, często i tak je podejmujemy, mimo tego, że czasem sporą część założeń musimy przyjąć „na wiarę”. Ja na przykład wierzę, że ten tekst Wam się spodoba i będziecie go komentować, udostępniać. Robię co mogę, żeby tak było, ale mogę jedynie wierzyć w powodzenie tego wpisu, bo nie mam na to wpływu. Więc mówimy o wierze w sytuacji gdy brakuje nam informacji lub, gdy nie mamy pełnej kontroli nad wydarzeniami, ale chcemy coś osiągnąć. To na codziennym poziomie.
Jeśli wejdziemy na poziom wyżej, to mamy deklarację – „wierzymy, że życie ma sens”. Co to oznacza? Oznacza to, że będziemy tego sensu poszukiwać, będziemy się nad nim zastanawiać. Chcemy żeby był obecny, ale go jeszcze nie znaleźliśmy. Z czasem może się okazać, że sensem życia jest poszukiwanie jego sensu. Albo, że sensem Twojego życia jest pozostawienie trwałego znaku dla potomnych. Nie wiem. Wierzę, że każdy może taki sens znaleźć. Widzicie. To nie jest kwestia samej wiary jako pojęcia czy stanu świadomości. To jest kwestia tego w co wierzymy, jaki mamy wpływ na to, żeby wiarę zamienić w pewność lub wiedzę. Nie ma nic złego, ani sprzecznego z ateizmem w pokładaniu wiary w ludziach, działaniach czy ideach. Po prostu jako ateista nie robisz tego względem Boga czy bogów.
Nie ma chyba ateisty, który nie wierzyłby w nic. Nie ważne czy mówimy o wielkich sprawach czy o takich zwykłych, codziennych zagadkach. To naturalne i w moim odczuciu, ten naturalny mechanizm brania części rzeczy na wiarę by szybciej podejmować ważne, ale i błahe decyzje, został wykorzystany przez systemy religijne do zaszczepienia w nas dodatkowego, dużego czynnika, który wypacza ten mechanizm, psuje go i kieruje na tory, gdzie traci on swoją wartość jako pomoc w codziennym życiu. Staje się przeszkodą, bo zamiast za wiarą iść do wiedzy, ta wiara nas zatrzymuje mówiąc – „mamy wszystkie odpowiedzi – STOP!”. To jest bardzo szkodliwe, toksyczne wykorzystanie skłonności ludzi do wiary.

Inną kwestią jest to, że gdy wejdziemy w pozycję sceptyka czy racjonalisty, to zawsze będziemy dążyć, żeby wierzyć w maksymalną ilość rzeczy prawdziwych, a jak najmniejszą fałszywych. Swoją drogą, dobrze byłoby taką postawę przyjąć i jej uczyć wszystkich, od najmłodszych lat…ale to marzenia, które nie prędko się spełnią…