sobota, 3 stycznia 2015

Religijny kibol

A Ty, jakie barwy klubowe przyjąłeś?
Mam jasno sprecyzowane poglądy na wszelką religie. I większość z Was o tym wie. Uważam, że religie są obecnie jednym z największych hamulców rozwoju człowieka i jedną z najpoważniejszych przyczyn krzywdy ludzkiej na świecie. I za ten stan rzeczy winię same systemy religijne, funkcjonariuszy tych religii, ale także wszystkich, którzy kupują religie, jako pomysł. Nie mówię wyłącznie o fanatykach czy ekstremistach. Mówię także o zwykłym Kowalskim. I mój sposób myślenia jest prosty, ale spróbuję to przełożyć na poza religijny przykład, żebyście zobaczyli, że rozdzielenie „wiernych” od kościoła, w ocenie religii jest błędem. Nie powinniśmy nigdy mówić – „religia jest zła, ale nie wszyscy ludzie ją wyznający lub z nią sympatyzujący są temu winni”. I zaraz stanie się jasne, mam nadzieję, dlaczego tak sądzę.
Czym byłby dziś sport bez kibiców? Czy ktokolwiek pokazywałby w telewizji mecze piłki nożnej gdyby nie fakt, ze miliony ludzi na całym świecie chce go oglądać? Wyobraźcie sobie sytuacje klubu piłkarskiego, który nagle zaczyna tracić kibiców. Przestają przychodzić na mecze, nie kupują gadżetów klubowych. Ale to dopiero początek! Nie ma kibiców na meczach – sens tracą reklamy na trybunach. Klub traci sponsorów, a nowi na pusty stadion nie przyjdą. I klub upada.
Widzicie ten mechanizm? Duże luby mają dużo kibiców, pełne stadiony podczas rozgrywek, ekipy oddanych fanów jeżdżących na mecze wyjazdowe i oczywiście, grupy fanatyków, którzy nie do końca pokojowymi sposobami walczą o dominację swojego klubu.
Zastanówmy się czy klub mógłby tolerować fanatyków gdyby nie masa zwykłych kibiców i oddanych fanów? Nie! Bo jeśli jedynymi fanami są rozrabiający chuligani, to klub tak czy inaczej straci sponsorów ze względu na konotacje z przemocą. Dlatego jedynym środowiskiem gdzie fanatycy i chuligani mają względny immunitet jest masa zwykłych kibiców, w której w razie, czego mogą się ukryć, gdy spotkają ich nieprzyjemności ze strony na przykład policji.
Pozostając przy przykładzie klubu piłkarskiego. Kto czerpie zyski z pozycji klubu, z ilości jego fanów, ich zaangażowania, a także często kontrowersji, które powodują fanatycy? Oczywiście właściciel klubu!
Widzicie tę analogię? Religie są jak kluby piłkarskie – bez „kibiców” nie istnieją! Nikt nie bierz epod uwagę w rozmowach religii bez dużej ilości „kibiców”. A w dużej grupie kibiców nie tylko mogą się schronić ekstremiści, ale oni także w takich grupach powstają! Nikt nie przychodzi z ulicy i nie staje się od razu fanatykiem, „ultrasem”. Musi udowodnić swoje oddanie, lojalność i zaangażowanie.
Dlatego nie mogę powiedzieć, że zwykły Kowalski, katolik chodzący raz w miesiącu do kościoła nie jest niczemu winny. JEST! Bo wspiera, popiera i sympatyzuje z organizacją, jest jej kibicem. Kilkanaście milionów takich jak on powoduje, że kościół ma wpływy w Polsce na sprawy, do których w ogóle nie powinien mieć dostępu.
Zapytam Was jeszcze w inny sposób. Czy bylibyście w stanie zaakceptować w swoim otoczeniu kogoś, kto co prawda sam nie robi nic okrutnego i obrzydliwego, ale sympatyzuje z ludźmi, którzy robią takie rzeczy? Na przykład „kibica” gwałcicieli. Sam nie gwałci, ale uważa i głośno o tym mówi, że gwałty są potrzebne, bo odgrywają swoją rolę w społeczeństwie…i milion innych głupich powodów. Czy utrzymywalibyście z kimś takim kontakt? A z sympatykiem gwałcenia dzieci lub mordowania szczeniaczków? Zapewne nie. Wiec zastanówcie się teraz:
Sympatyzując z kościołem katolickim wspierasz, jako „kibic” – instytucjonalnie chronioną pedofilię, oszustwa finansowe, blokowanie badań naukowych, bigoterię względem ludzi o innej orientacji seksualnej. O tym, że legitymizujesz przeszłe czyny kościoła nie wspomnę. Dla mnie, jak ktoś mówi – „Jestem katolikiem”, oznacza mniej więcej – „Jestem fanem drużyny, która gwałci swoich najmłodszych kibiców, defrauduje pieniądze i w przeszłości przyczyniła się do śmierci milionów ludzi.”. Brzmi fajnie, nie?
I to samo można odnieść do każdej religii.
Jeśli sympatyzujesz z Islamem – jesteś fanem drużyny, która morduje fanów innych drużyn lub własnych fanów, którzy nieco inaczej podchodzą do kibicowania, poniża i krzywdzi kobiety, zabrania edukacji i ogólnie chce, żeby wszyscy kibicowali tylko im pod karą śmierci.
Jeśli sympatyzujesz z ewangelikami – jesteś fanem zespołu, który nawołuje do zabijania homoseksualistów, podkłada ładunki wybuchowe pod kliniki aborcyjne, a poza tym sami wewnątrz nie mają żadnej spójnej wizji, kogo tak naprawdę atakować, więc atakują wszystkich.
I można tak ciągnąć w nieskończoność…znaczy dopóki nie wyczerpią się religie lub znajdzie się religia bez „winy”.
I tutaj wchodzimy na główny zarzut.
Jeśli system religijny lub wiarę można wykorzystać do czynienia krzywdy innym ludziom – to nie jest to system dobry. I jeśli sympatyzujesz z takim systemem, to Twoja moralność jest wątpliwa. Nie tylko, dlatego, że jesteś fanem koncepcji, która służy czynieniu krzywdy, ale także, dlatego, że poprzez swoje poparcie powodujesz, że ta idea istnieje, trwa i ma się dobrze.
Drugorzędne w tym przypadku są tak zwane „dobre akcje” danej religii. Wiecie, dlaczego? Bo wszystko, co dobrego robią religie można zrobić bez angażowania systemu wierzeń czy instytucji religijnych. Problemem jest to, że żeby dokonać tego zła, którego dokonują religie, są one podstawowym składnikiem i motywatorem dla tych czynów. Jak mawiał Steven Weinberg - "Z religią i bez niej dobrzy ludzie zachowują się dobrze, a źli – źle; ale żeby dobry człowiek czynił zło – do tego potrzeba religii.".
Nie wiem czy dotrze ten tekst do kogokolwiek z fanów klubów religijnych. Mam nadzieję, że tak. I że chociaż rozważą fakt, że przynależność do takiej ekipy nie jest najlepszym z możliwych wyborów…i tak naprawdę świadczy o nich nie najlepiej…

PS. Trollowisko będzie wieczorkiem ;)