piątek, 13 lutego 2015

Chapel Hill – mord w imię ateizmu?

We wtorek, w Chapel Hill w Karolinie Północnej, USA, 46 letni Craig Stephen Hicks zastrzelił trzyosobową rodzinę. Oddał się w ręce policji i zostały postawione trzy zarzuty morderstwa pierwszego stopnia (czyli morderstwo z premedytacją). Można powiedzieć – zwykły dzień w USA…ale niestety wszystko się pokiełbasiło i rozgorzała, moim zdaniem nieco bezsensowna dyskusja. Już tłumaczę, o co chodzi.
Zamordowana rodzina to muzułmanie. Zabójca to zdeklarowany ateista lub nawet antyteista. Widzicie gdzie idzie ta dysputa. Dokładnie. Otóż cały szereg mediów od razu wskoczyło na konia „ideologicznie” motywowanego zabójstwa. I to jest po prostu bujda i polityczna machlojka.
Załóżmy, że Hicks nie był porywczym kolesiem z dostępem do broni i nie miał utarczek z tą rodziną wcześniej. Pomimo tego, że taki był, a z tą rodziną już trzykrotnie miał spięcia o miejsce parkingowe (jak czytamy na stronie newsobserver.com). Dokonuje tych zabójstw. Śledczy dowiadują się, że jest…nie wiem…komunistą, prawicowcem, buddystą. To nie ma znaczenia, bo zabójstwa są popełniane codziennie, najczęściej z powodów osobistych, nie ideologicznych. W tym konkretnym przypadku mamy dwie możliwości w odniesieniu do warstwy ideologicznej – albo ateizm odegrał rolę w tym czynie, albo nie miał nic wspólnego z działaniem tego człowieka. O tym, że był człowiekiem porywczym, już wiemy. Wiemy też, że miał ze sobą broń i z ofiarami miał historię nieprzyjemnych konfrontacji o błahostkę. Musimy postawić sobie pytania, bez którego nie rozstrzygniemy czy jego ateizm miał tutaj znaczenie – Czy wiedział o tym, że ofiary były religijne? Czy miało to dla niego znaczenie? Czy miał on podobne utarczki z innymi ludźmi o podobne kwestie? I czytając materiały na temat tej sprawy można odpowiedzieć odpowiednio – Tak, wiedział, że te osoby są religijne. Nie, nie miało to znaczenia. Miał całe mnóstwo utarczek z innymi ludźmi o miejsca parkingowe i inne kwestie w swoim sąsiedztwie. I dochodzimy do sedna. Nawet, jeśli jego antyteistyczne poglądy pchnęły go do zaatakowania tych ludzi, to nie możemy nazwać tego zbrodnią nienawiści (hate crime), tak jak próbują to malować media. Hate crime to morderstwo inspirowane wyłącznie poglądami, bigoterią, szowinizmem. Nie można podciągać całości motywacji do jednego z jej elementów! To bzdura. To tak jakbym zabił kogoś, bo przez cale życie się nade mną znęcał i tuz przed śmiercią powiedział coś złego na moje poglądy. Czy to poprawne, że skupiamy się na jednym elemencie tej układanki i uznajemy, że została rozwiązana? NIE! Bo przyczyną zabójstwa nie jest to, że opluł moje poglądy…to też, ale decydująca rolę odgrywają inne czynniki.
W przypadku Hicksa, jego antyteizm mógł być czynnikiem składowym jego czynu, ale nie był decydujący. To, co robią w tej sprawie media jest parodią. Zwłaszcza, gdy oceniany jest cały ruch ateistyczny na podstawie działań jednego człowieka. A to robi na przykład NewRepublic.com. To oczywista manipulacja, zwłaszcza biorąc pod uwagę miałkość argumentów.
I nawet, jeśli założymy, że Hicksem kierowała nienawiść do religii, a awantury o parking były tylko przykrywka i pretekstem do konfliktu. Co z tego? Czy możemy na tej podstawie piętnować cały ateizm? Nie wiem, jak to się mieści w głowach ludzi, którzy na każdym kroku krzyczą o tym, że nie można oceniać całego Islamu po działaniu niewielkiej liczby ekstremistów, a fanatycy katoliccy nie reprezentują katolicyzmu. Typowy podwójny standard liberalnych troglodytów i prawicowych jęczybuł.
Jest jeszcze jedna kwestia. Wyobraźmy sobie taką sytuacje w Polsce. Jestem ateistą i mam kłótnię z sąsiadami o miejsce parkingowe. Co zrobię jak emocje sięgną zenitu? Nie mam broni, nie dam rady pobić ani zrobić krzywdy trzem osobom…i herkules dupa…czyli co…najwyżej dojdzie do uszkodzenia mienia, bójki z uszkodzeniem ciała. I to tez jest problem – powszechny dostęp do broni. Oczywiście znajdujemy utaj też potężne pokłady hipokryzji, bo zwolennicy prawa do posiadania broni krzyczą – „to nie pistolety zabijają ludzi, tylko ludzie zabijają ludzi”, ale w tym przypadku, ci sami ludzie mówią, że „to nie osoba, tylko ateizm”. Nie jest przypadkiem, że większość świrów od broni to zwolennicy konserwatyzmu i republikanów…i grają do swojej bramki przy pomocy wszystkich narzędzi…

Musze jednak powiedzieć też kilka gorzkich słów. Każda idea przesunięta do granicy może stać się ideologia prowadząca do bigoterii i w konsekwencji do przemocy. Ateizm nie jest wyjątkiem. Jest cała masa ludzi, którzy nie traktują ateizmu, jako postawy wobec jednej propozycji filozoficzno-intelektualnej. Traktują ateizm jak ideologię. I robią z niego swoją broń, radykalizują się. Trzeba być bardzo ostrożnym, żeby nie wpaść w ten cykl. Powinniśmy się uczyć na takich sprawach tego, że nasze postawy mogą zostać wykorzystane przeciwko nam…zwłaszcza jak zrobimy coś głupiego albo podyktowanego emocjami. I szkodzimy nie tylko sobie w takich sytuacjach…szkodzimy też innym. Zwłaszcza, jeśli podzielają nasze poglądy. Pamiętajmy, że to, co czujemy, często staje się tym, co myślimy, to, co myślimy, często zaczynamy wygłaszać…a jak to, o czym rozmawiamy zaczynamy wcielać w życie, to zaczyna się robić niebezpiecznie. Dopóki nasza walka opiera się na dyskusji i wymianie argumentów – nie ma zagrożenia. Ale jak jedna ze stron sięga po kij, żeby wbić drugiej do głowy swoje poglądy – to jest granica, której przekraczać nie powinniśmy. Zarówno, jako agresorzy, ale też, jako strona prowokująca…czasem lepiej sobie odpuścić, niż sprowokować kogoś do podjęcia agresywnych i zupełnie niepotrzebnych działań.