poniedziałek, 23 lutego 2015

Głos Ateisty: Sens Życia

Temat rzeka. Jednak trzeba się nim zająć w możliwie sprawny sposób, bo jest jednym z podstawowych zarzutów, jakie są wciskane ateistom jako cecha. Słyszymy go niemal codziennie - „Ateiści nie mają sensu życia, nie mają po co żyć”.

Jak się rozprawić z takim zarzutem? Powiem Wam, jak ja bym do niego podszedł. Swoją drogę wybierzecie sami :)

Pierwszą sprawa jest ustalenie, zapytanie osoby stawiającej zarzut, czy wie, co jest sensem życia. I nie kupujcie żadnej odpowiedzi, bo nad tematem głowią się tęgie mózgi od tysięcy lat i nadal nie ma jednej odpowiedzi. I raczej nie będzie. Jednak najczęstszą odpowiedzią będzie, w przypadku wierzących, że sensem życia jest jak najlepsze służenie Bogu, postępowanie zgodnie z przykazaniami i bożym planem. Wszystkie trzy albo osobno. Wiec rozprawmy się z nimi.

Na czym polega taka „służba bogu”? Bo Bóg z założenia nie powinien mieć takich potrzeb. Czego nie może albo nie chce zrobić Bóg, a co możesz zrobić dla niego Ty, skoro jest to sensem Twojego życia? Czy to nie podważa jego istoty? I skąd znasz intencje Boga? Bo chyba nie kształtujesz ich sam. Wtedy znaczyłoby, że sam nadajesz sobie sens zasłaniając się wyimaginowanym życzeniem nadnaturalnego bytu. A przecież nadawanie sobie samemu sensu życia jest domeną nihilistów i dekadentów…

Jeśli według Ciebie, sensem życia jest postępowanie zgodnie z przykazaniami, to oznacza, że Twoje życie jest kierowane przez określony i zamknięty zestaw reguł. Czy wyznacza to cel życia, sens? Raczej słabo. Zwłaszcza, jeżeli weźmiemy pod uwagę, że dekalog nie jest uniwersalnym systemem wartości. Jest stronniczy, relatywny i wypełniony zasadami, które w żaden sposób nie gwarantują ani moralnego, ani dobrego i zgodnego z innymi ludźmi życia. Dekalog, poza dwoma przykazaniami - o nie zabijaniu i nie kłamaniu, nie wnosi niczego do moralności, relacji międzyludzkich czy niuansów ludzkiego zachowania. Zwłaszcza jak spojrzymy na ewolucję społeczeństw. Dlatego dekalog może zostać uznany przez kogoś, jako zestaw zasad. Ktoś może próbować żyć według jego wskazań, ale reguły postępowań nie stanowią sensu życia. Mogą pokazywać drogę...ale nie cel. Przynajmniej na mój rozum…

Wisienka na torcie – boski plan. Jeżeli Twoim sensem w życiu jest realizacja boskiego planu, to może zaczniesz wykonywać mój plan. Wiesz o nim tyle samo. Rożnica polega na tym, że mój plan możesz poznać, wystarczy zapytać. Boski plan jest z zasady niepoznawalny, „transcendentno-immanentny” i nie do objęcia ludzkim rozumem. Więc jeśli sensem Twojego życia jest niewiadoma, to trochę tak jakbyś go nie miał. Żyjesz bo żyjesz i masz nadzieję, że mimo wolnej woli, jednak robisz coś, czego chce Bóg. Bo wiedzieć nie możesz.

Wiecie jak ja postrzegam rzeczywistość tego enigmatycznego sensu życia? Nadajemy go sobie sami! Nie ważne czy uznajemy, że sensem naszego życia jest wiara, Bóg, dekalog, religia, czy cokolwiek innego. To jest nasz wybór, nasza decyzja. I to, że osoby wierzące nie podejmują trudu zdefiniowania własnych celów, własnego sensu życia, tylko przyjmują gotowe wzorce, nie powoduje, że te wzorce są lepsze czy bardziej wartościowe. Mogę nawet powiedzieć, z pełną odpowiedzialnością, że są gorsze, wtórne, nawet uwłaczające ludzkiemu rozumowi. Bo zastanówmy się – czy jesteś autonomiczną, samodzielnie myśląca istotą jeśli przyjmujesz, jako jedną z największych wartości życiowych, coś uprzednio przygotowanego, skrojonego i zdefiniowanego. Zwłaszcza jak robisz to bezkrytycznie, ślepo, bez zadawania pytań.

A co powinno być sensem życia ateisty? To zależy od tego, czego Ty chcesz! Co jest dla Ciebie ważne, do czego dążysz, co chcesz osiągnąć? Jeśli w tym wszystkim uwzględniasz innych, dbasz o nie wyrządzanie krzywdy ludziom dookoła siebie – jesteś na sto procent wyżej, przynajmniej o jeden poziom, niż niektórzy wierzący. Bo lepiej szukać i starać się ten sens uchwycić, zbudować, niż bezkrytycznie akceptować zasady i cele kogoś innego.


Miłego wieczoru!