poniedziałek, 9 lutego 2015

Głos Ateisty: Trzy tematy

O czym by tu dziś…dobra. Pisałem już o tym jakiś czas temu, ale po ostatnich komentarzach i dyskusjach widzę, że tłumaczenia nigdy za wiele. Chodzi o trzy kwestie. Poglądy, krytykę i ciągle ciążącą, co poniektórym, rzeczową dyskusję. Jedziemy!
Poglądy
Mówi się, że poglądy się ma. Żeby to była, chociaż w części prawda… W rzeczywistości znakomita większość jest swoimi poglądami. I rodzi to poważny problem zarówno dla ich posiadaczy jak i potencjalnych dyskutantów czy krytyków. To jest trochę tak jak z idolem. Masz idola. I jak ktoś go zaczyna krytykować, wygłaszać niepochlebną opinię, czujecie się osobiście dotknięci i stajecie w pozycji obronnej. Ta pozycja często dość szybko ewoluuje do postawy agresywnej. I zaczyna się jatka! Zawsze się zastanawiałem – dlaczego? Czemu to służy?
Jeśli się zastanowimy, to poglądy nie wymagają, ani obrony, ani tym bardziej agresywnego kontrataku. Wiecie, dlaczego? Bo nie są podatne na fizyczne uszkodzenie. Problem nie leży w zagrożeniu samych poglądów. Bo mogę jechać po każdym typie poglądów i im, jako konstruktom myślowym czy ideologicznym nic nie będzie. Problem leży w tym, że zamiast mieć poglądy, stajemy się nimi. To błąd, który często powoduje, że nie potrafimy prowadzić dyskusji, rozważać argumentów czy poddawać swoich poglądów jakiejkolwiek analizie. Atakowanie naszych poglądów, w naszych oczach staje się atakiem nas. A nie jest tym. Jest krytyką poglądów.
Poglądy w pewnym sensie definiują nasze postrzeganie rzeczywistości. To fakt. Ale są tylko okularami, przez które patrzymy na świat. Jednak traktujemy je jak trwałem implanty, podczas gdy powinniśmy zdać sobie sprawę, ze nimi nie są. Nie powinny być tak traktowane. Jeśli zostaniemy przy metaforze okularów, to poglądy będą okularami, które dziś leżą nam dobrze na nosie i mamy poczucie, że dzięki nim widzimy świat lepiej, ostrzej, prawdziwiej.  Im dłużej nosimy te okulary, tym bardziej stają się częścią nas. Zdejmujemy je bardzo rzadko, albo wcale. W pewnym momencie pojawia się ktoś, kto mówi nam, że wyglądamy w tych okularach jak kretyni, że nie są to dobre jakościowo okulary i według niego inny model i typ szkieł jest lepszy, bo ni takie noszą. Zadajcie sobie pytanie. Czy jeśli mówilibyśmy rzeczywiście o okularach (zakładamy, że typ wady wzroku nie ma znaczenia), to spróbowalibyście przymierzyć te szkiełka? Sprawdzić czy rzeczywiście wyglądalibyście w nich lepiej i widzielibyście otaczający Was świat wyraźniej? Pewnie przynajmniej połowa z Was by spróbowała. Jeśli nie od razu, to pewnie po chwili zastanowienia. Gdy wrócimy do poglądów…sprawa się komplikuje. Mimo tego, że wszyscy mówimy – „mam poglądy”.
Według mnie, jeśli ktokolwiek chce rozmawiać o poglądach, powinien nauczyć się ściągać swoje okulary. Umieć spojrzeć na nie z boku. Bo jeśli nie potrafisz oddzielić siebie od swoich poglądów, to nie zaczynaj nawet dyskusji na ten temat. Jedyne, do czego doprowadzisz to konflikt i ataki personalne…a kto wie, czy nie mordobicie.
Jeśli natomiast trafisz na opornego rozmówcę, który będzie chciał rozmawiać, ale będzie miał z tym problem, po prostu mu powiedz – „Jeśli mówię o Twoich poglądach, to mówię o nich właśnie. Nie o Tobie, nie o ludziach, którzy je z Tobą podzielają. Mówię o pomyśle, idei, koncepcji. Nie twierdzę, że moja ocena tych poglądów odnosi się do Ciebie. Mówię o poglądzie, nie o człowieku, który go wyznaje.”. To czasem pomaga…często nie. Bo nauczenie siebie oddzielania siebie od swoich poglądów nie jest łatwe…a co dopiero kogoś, kto pierwszy raz od Was słyszy, że to możliwe…
Krytyka
Najważniejszą prawdą dotyczącą krytyki jest następujące zdanie – Każdy ma prawo do krytyki o wszystko tej krytyce podlega. I na tym mógłbym zamknąć temat…
Nie ma rzeczy niepodlegających krytyce. Ważne jest jednak, żeby zrozumieć, że dotyczy to także nas i naszych poglądów, wierzeń czy działań. Jakiekolwiek ograniczenie prawa do krytyki oznacza, że ograniczmy także swoje możliwości. Bo jeśli, na przykład, osoba wierząca powie nam, że nie możemy krytykować jej religii, to automatycznie zakłada sobie kaganiec na krytykę naszych poglądów. Ktoś, kto mówi, że jego poglądów nie wolno krytykować i przy tym krytykuje cudze poglądy jest zwykłym hipokrytą. I to nie dotyczy tylko religii. Nie ważne czy dyskutujemy o filozofii, ideologii, światopoglądzie czy sposobie prania majtek. Nie można wyłączyć czegoś z krytyki bez założenia sobie samemu identycznego kagańca.
I ostatni temat…

Dyskusja
To chyba największy problem. I szeroki jak stąd w cholerę i jeszcze kawałek. Jest jednak kilka rzeczy, które są fundamentalne i bardzo często łamane.
Jak często dopisujecie do wypowiedzi motywy? Chodzi o to, że ktoś coś powiedział i zastanawiacie się, dlaczego to powiedział. To błąd. Zawsze. Bo jeśli rozmawiamy o czymś, to odnośmy się do tego, co zostało wypowiedziane, nie do intencji, charakteru czy motywów autora. Takie wycieczki często kończą się wymianą nic niewnoszących do dyskusji przytyków i osobistych wycieczek. To jest pokłosie naszego systemu edukacji, które za interpretację uważa domniemanie, „co autor miał na myśli”, a krytycznego myślenia nie uczy w ogóle.
Czy oceniacie autora po jego wypowiedzi? Powiedział coś według Was głupiego i nazywacie go głupkiem? To poważny błąd, który także prowadzi jedynie do problemów. Każdy z nas w życiu powiedział lub zrobił coś głupiego. Zdarza nam się opowiedzieć rasistowski dowcip lub powiedzieć coś, co może zostać uznane za rasistowskie. Czy to oznacza, że jesteśmy głupkami lub rasistami? Nie. Oznacza to, że czasem wszyscy robimy coś głupiego. Pamiętajcie o tym.
Czy dopisujecie do wypowiedzi coś, co według Was jest ściśle związane z tematem wypowiedzi? Pewnie się zdarza. To też jest błąd. Bo dla Was żółty kocyk będzie nierozerwalnie związany z Waszym ukochanym pieskiem, dla kogoś może się kojarzyć z nieszczęśliwym dzieciństwem. Unikajcie projekcji Waszych skojarzeń na przedmiot dyskusji. Jak piszę o satanizmie, to nie zakładajcie, że piszę o tym, co Wy kojarzycie pod tym pojęciem. Zapytajcie mnie o to.
No właśnie. Pytania. To podstawa dobrej komunikacji. Coś jest niejasne – pytacie. Coś jest nieprecyzyjne – pytacie. Czegoś nie rozumiecie – pytacie…bez założeń, projekcji, odczytywania motywów czy cech rozmówcy. Po co zgadywać i robić z siebie ignoranta jak macie kogoś wirtualnie albo fizycznie przed sobą i wystarczy zadać pytanie.

Mam propozycję!

Jeśli macie jakieś problemy związane z rozmawianiem z wierzącymi lub ogólnie z prowadzeniem dyskusji – atakujcie. Piszcie na reasonspawn.blog@gmail.com

Na tyle na ile będę mógł – pomogę, doradzę albo skieruję do źródeł, jakie pomogą Wam rozprawić się z delikwentami. Jestem otwarty, więc strzelajcie! :)