wtorek, 24 lutego 2015

Obrażanie religii i wolność słowa


W niedzielę 22 lutego na stronie salon.com pojawił się bardzo ciekawy artykułautorstwa Jeffrey'a Taylera o tytule „Musimy bardziej obrażać religię: Islam, Chrześcijaństwo i nasza tolerancja na antyczne mity, szkodliwe pomysły”. W artykule tym, autor przytacza rozmowę poprzez Skype, z liderką Femenu z Francji, Inną Shevchenko. Przytoczę Wam kilka ciekawych wypowiedzi Inny, bo są naprawdę warte uwagi. Potem, oczywiście, przedstawię Wam swoją opinię na poruszany temat :)

Inna Shevchenko:

„...nie możemy zaczynać od auto-cenzury, bo skończymy z iluzją wolności słowa. Jeżeli mamy wolność słowa tylko do momentu, gdy skrzywdźmy czyjeś uczucia, to nie jest wolność. 'Masz wolność słowa, ale nie obrażaj' – mówią mi ludzie. Ci, którzy tak mówią chcą jedynie zniszczyć naszą wolność. Jeśli temu ulegniemy, gramy w ich grę. To mnie obraża.”
„Najpierw była wojna idei, teraz jest to prawdziwa wojna z ludźmi ginącymi dla tych idei. Nie ma już czegoś takiego jak 'bezpieczna Europa'”
„Teraz jesteśmy albo oni albo my. I ja chcę, żebyśmy wygrali.”

Według mnie, to bardzo ważne słowa. Mimo tego, że wielokrotnie wypowiadane przez jednostki, powinny stać się publicznym głosem wszystkich, którzy cenią sobie wolność słowa. I nie uważam, że ton jest zbytnim wyolbrzymieniem, zwłaszcza w nazwaniu tego wojną. Bo to jest wojna. Nawet jeśli tego nie odczuwamy, to na pewno odczuli to ludzie w redakcji Charlie Hebdo, uczestnicy i ofiary strzelaniny w Kopenhadze czy wszyscy pozostali, którzy stali się ofiarami „obrazy uczuć”.

Dziś okazało się, że ograniczenia „klauzuli sumienia” lekarzy są zgodne z Konstytucją. Jedną z podstaw takiej decyzji był brak definicji pojęcia „sumienie” (o szczegółach możecie przeczytać TUTAJ).

Czy nie nadszedł czas, żeby zapytać Trybunał Konstytucyjny o definicję zlepku „uczucia religijne” z artykułu 196 KK? Czy nie nadszedł czas, żeby w obronie deklarowanej w Konstytucji swobody wypowiedzi, opinii i wolności słowa, pozbyć się tego koszmarnego przepisu, który blokuje rzeczową dyskusję na tematy religijne. Przepis ten nie tylko jest w wielu przypadków tamą dla rzeczowej, akademickiej dyskusji nad wiarą, religią i dogmatami. Jest także narzędziem służącym do cenzurowania satyry, prasy, internetu, mediów. Jest przepisem ograniczającym wolność słowa!

Ile zostało nam czasu, by nie podzielić losu zachodniej Europy, gdzie ludzie są zabijani, bo odważyli się wyrazić krytykę wobec obiektu kultu? I nie widać, żeby receptą na te zjawiska była jakakolwiek inna opcja religijna. W tej wojnie nie możemy liczyć na to, że na przykład kościół katolicki stanie po stronie kogoś obrażającego Mahometa. Zapomnijcie. Jedynym wyjściem jest laicyzacja. Nie sekularyzacja, który w swoim odniesieniu do roli religii w społeczeństwie jest dość liberalna. Ale właśnie laicyzacja – zepchnięcie religii do poziomu folkloru, niegroźnego dziwactwa. A pierwszym krokiem do tego, musi być eliminacja wszystkich zagwarantowanych prawem przywilejów religijnych. Zwolnienia z podatków, specjalne ulgi i bonusy, ochrona obiektów kultu prawami o obrazie uczuć religijnych i bluźnierstwach. Bez tego poddajemy się bez bicia każdemu fanatykowi, który ma prawną ochronę swoich „uczuć”, zapewniamy mu finansowanie i cały szereg innych narzędzi, które mogą zostać wykorzystane przeciwko nam.

Musimy się nauczyć jednego. Jeżeli pozwolimy by strach przed atakami zamykał nam usta w krytycznym mówieniu o religiach - dajemy wygrać tym, którzy ten klimat wprowadzają. W tej kwestii nie powinno być żadnego kompromisu. Żadnego!

Powinniśmy zawsze i wszędzie wyśmiewać religię. Nie ludzi wierzących, tylko pomysły jakie te systemy za sobą ciągną. Wyśmiewać, obrażać i piętnować. Konkretnie, rzeczowo i merytorycznie...jeśli znajdą się ku temu wystarczające powody. A tych nie brakuje w żadnej religii. Trzeba tylko obudzić się z intelektualnego marazmu i zacząć samodzielnie myśleć.




PS tak wiem, że artykuł przyjął formę manifestu..i dobrze! Jak możecie do roześlijcie to wszędzie..może chociaż jedna osoba złapie o co chodzi...Dzięki!