środa, 4 lutego 2015

„Religia pokoju” ponownie atakuje


Wczoraj w Nicei islamista zaatakował nożem francuskiego żołnierza. Wojsko zostało rozmieszczone po atakach w Paryżu, jako dodatkowe środki bezpieczeństwa. Do ataku doszło koło godziny 14:00 w okolicach centrum żydowskiego. Mężczyzna zaatakował żołnierz i ranił go w twarz.

Wczoraj też, ISIS opublikowało film, na którym pokazują spalenie żywcem jordańskiego pilota. Filmu nie wkleję, ani nie polinkuję. Poszukajcie jak lubicie oglądać cierpienie. W odpowiedzi, Jordania powiesiła dójkę terrorystów, których wcześniej chciała wymienić na pilota.

O ile możemy przypadek, że Francji zmarginalizować, bo nie było ofiar, żadne media nie chcą mówić o tym, że sprawca był muzułmaninem i za trzy dni wszyscy zapomną, to już drugiego przypadku już nie.

Bo pokazuje to dobitnie, z czym mamy do czynienia. Sam fakt, że muzułmanie zabijają siebie wzajemnie jest wystarczającym świadectwem. Najstraszniejsze jest to, że zarówno jedna jak i druga storna mówią o zabitych, jako o męczennikach. Kto ma rację? Pewnie nikt, ale w świadomości społeczności muzułmańskiej trwa wojna miedzy prawdziwym islamem, a…no właśnie…prawdziwym islamem? Bo obie strony chcą uchodzić za prawdziwy i najbliższy ideałom proroka odłam Islamu. Nie rozstrzygnę niczego w tej sprawie i nie jestem pewny czy da się to rozstrzygnąć. Przerażające jest jednak coś innego.

Większość tych rzeczy dzieje się tuż za przedpokojem Europy. Na przedsionku. Co Europa, jako polityczny podmiot robi z tym fantem? Prawie nic. Poza podążaniem za politycznie poprawną i nastawiona na zyski polityką USA. Umarł król Arabii Saudyjskiej – w try miga leci tam Obama i całuje dupę księcia, w tym samym czasie prowadząc politykę wojny z terroryzmem.

To punkt pierwszy – wojna z terroryzmem. To bzdura! Bo przeciwnikami w tej batalii są muzułmanie, fanatycy i ekstremiści. Dlaczego nie nazwać rzeczy po imieniu? Wojna z radykalnym islamem. Koniec kropka. Mamy konkret, mamy cel i przeciwnika. Nie enigmatyczne pojęcie z podręcznika propagandy. Ale nie możemy tego tak nazwać, bo z jednej strony Arabia Saudyjska dostanie sraczki i przestanie dawać ropę, z drugiej strony możemy urazić kogoś, a przecież to najgorsze, co może się zdarzyć! Nie możemy obrażać uczuć nikogo, bo to nie ładnie.

I tutaj wchodzimy w drugi problem – wielokrotnie już podejmowaną, polityczną poprawność. Nie tylko mediów i polityków, ale nas wszystkich. Bo boimy się nazywać rzeczy po imieniu. Jak ktoś jest bydlakiem, to trzeba mu o tym powiedzieć. Jak morderca czy zamachowiec jest muzułmaninem czy katolikiem, to nie możemy bagatelizować wpływu wyznawanej religii na podejmowane decyzje i akcje. To jest hipokryzja. Jeśli ktoś jest religijny, to dogmaty jego wiary maja wpływ na WSZYSTKIE dziedziny jego życia. Tymczasem nadajemy religii immunitet, zasłaniamy motywy religijne polityką i ideologiami. One też mogą być ważne, ale jeśli akceptujemy, że jakakolwiek ideologia może pchnąć człowieka do zabicia innych ludzi, dlaczego religia zostaje z takiego równania usunięta, dlaczego jest przemilczana. Wykluczamy ją z równania. I to mnie dziwi, zwłaszcza, gdy inteligentne i rozsądne osoby jednym tchem mówią, że ideologia powoduje, że ludzie robią okropne rzeczy, a zapytane o wpływ religii automatycznie ją wykreślają, jako podstawę ideologii. To jest niebezpieczne, bo nie możemy, nie powinniśmy bagatelizować wpływu religii na zachowanie i działania ludzi. Taka postawa powoduje, że pozwalamy na przenikanie wrogich człowiekowi, wolności i często życiu ideologii pod przykrywką Boga i wiary do naszego życia. 

I dopóki mogę, będę głośno mówił o tym, że jeśli atakujesz wolność, prawa człowieka czy mordujesz innych ludzi, to czy motywuje cię spaprana ideologia czy „słowa” Boga-socjopaty jest ważne i powinno być eksponowane. Tylko w ten sposób możemy pokazywać, że coś jest złe, szkodliwe…nie przez przemilczenia czy słowne zabawy.