poniedziałek, 2 marca 2015

Głos Ateisty: ...a co z innymi?

Ilekroć zaczynamy mówić głośno o tym, jaką krzywdę w Polsce społeczeństwu robi kościół katolicki, albo jak patologiczna jest jego hierarchia, prawie automatycznie odpalają się rakiety z hasłami - „Dlaczego nie zaatakujesz Islamu/Buddyzmu/Judaizmu… ?”, „Co Ci zrobił kościół, uczep się innych religii!”…

Jak sobie radzić z takimi tekstami i zarzutami?

Wyobraźmy sobie Indianina z dorzecza Amazonki, zero kontaktu z cywilizacją zachodnią, religią zachodu itd. I ten Indianin nagle zaczyna krytykować wierzenia Aborygenów. Gdzieś coś usłyszał, nie wie gdzie Ci cali Aborygeni są i mieszkają, ale uważa ich religię za jedno wielkie gówno i robi z tego kampanię we wiosce. Brzmi absurdalnie? Bo takie miało być.

Dlatego właśnie ateiści, antyklerykałowie czy antyteiści z danego kraju swoją uwagę skupiają głównie na religii dominującej w ich kraju. Bo to ona ich dotyka, z nią się borykają, mają najwięcej kontaktu i niejednokrotnie – to za jej pomocą są naruszane lub ograniczane ich prawa. Dlatego ateista na bliskim wschodzie będzie raczej krytykował judaizm czy islam, ateista w Indiach hinduizm, buddyzm, a europejczyk – chrześcijaństwo. I to jest naturalne.

Inną zupełnie kwestią jest to, że z reguły osoby, próbujące strzelać takim argumentem, nie przyglądają się konkretnemu przypadkowi ateisty, krytykującemu, tylko skupiają się na ocenie jednej wypowiedzi. Domagają się, rzekomo, równej krytyki wszystkich religii. Tak naprawdę, chodzi im o urwanie jakiejkolwiek krytyki. Dlatego chcą rozszerzenia kontekstu na poziomie ogólności, bo wiedzą, że jak wejdą w detale to polegną. Stąd, zamiast odnosić się do konkretnych zarzutów, padają kwestie – „a co Islam/Judaizm/etc., jest lepszy?”. I powinna nam się zapalać czerwona lampka. I ściągamy delikwenta..do brzegu, do brzegu…

Przede wszystkim – nie da się prowadzić rozmowy na dany temat bez ograniczenia jej zakresu. Każdy kto kiedykolwiek, w szkole, czy na studiach pisał esej lub coś grubszego, ten wie. Zakres trzeba zamykać, bo albo popłyniesz i się skończy notą - „nie na temat”, albo nigdy ni skończycie pisać. Nie mogę przy krytyce kościoła katolickiego brać pod uwagę wszystkich odłamów chrześcijaństwa i porównywać go z każdą możliwa religijną świecie. Bo z tekstu na kilkaset słów robi się bilans krytyczno-historyczny wszystkiego – czyli o niczym.



Dlatego nie dajcie się wciągać w ogólnikowe odwracanie uwagi od tego, o czym piszecie, czy mówicie. Macie kwestie i ja wyrażacie, dyskutujecie w tym temacie. Zaproście takiego mąciwodę do osobnego wątku czy osobnej dyskusji na temat, który on próbuje Wam wcisnąć. Założę się, że w ośmiu przypadkach na dziesięć do takiej rozmowy nie dojdzie, bo to nie jest ich cel...ich celem jest odwrócenie uwagi od tematu. Zresztą widzimy to często w sytuacjach gdy krytykowana jest jakakolwiek religia – inne staja w ich obronie...wiec nie chodzi tutaj o postawienie przeciwwagi, ale o ucięcie krytyki. I o tym pamiętajmy.