poniedziałek, 9 marca 2015

Siedem grzechów głównych kościoła

Nie wiem czy trafię, ale uznałem, że spróbuję wymienić największe grzechy współczesnego kościoła katolickiego. Oczywiście „grzechy” w rozumieniu akcji czy postaw przeciwko ludziom, pchające nasze społeczeństwo w kierunku teokracji i państwa tarzającego się w zabobonie i ignorancji. Spróbujmy zatem!


1. Odmawianie i gwałcenie praw dzieci.

Jak można nazwać inaczej fakt, że kościół bez żadnych skrupułów wciela w swoje szeregi nieświadome dzieci, wciska je w maszynę indoktrynacyjną i wykorzystuje je jak maszynki do wyciskania pieniędzy z rodziców. Tych samych rodziców, który pod presją społeczną, wypaczoną formą „tradycji” i źle rozumianego „obowiązku”, których autorem i wyłącznym twórcą jest watykański gang, oddają na tacy prawa swoich dzieci. Plują na ich godność, wolność i rozum. Nie wiem czy rodzice zdają sobie sprawę, jaką krzywdę robią dzieciakom, oddając je w ręce instytucji, która nie uczy niczego poza tym jak być niewolnikiem na usługach wymyślonego dla ich korzyści bożka.
O molestowaniach i gwałtach na dzieciach nawet nie wspominając. Bo te są po prostu konsekwencją tego, że dajemy dzieci pod opiekę tej instytucji, Pokładając w niej i jej funkcjonariuszach niezasłużone zaufanie i zbyt duży margines tolerancji dla pospolitych przestępstw, oszustw i manipulacji.


2. Tłumienie seksualności i blokowanie edukacji seksualnej.

Tak! Obwinię za to kościół. Bo jest winny! Nie ma żadnych poza religijnych przesłanek do tego, żeby nie nauczać prawdy o naszych ciałach, seksualności czy zachowaniach i zwyczajach seksualnych. Te wszystkie wrzaski hierarchów, że edukacja seksualna najmłodszych prowadzi do demoralizacji jest wołaniem parkowego gwałciciela, żeby nie zdradzano jego kryjówki. Nie widzę innych powodów. Najstraszniejsze w tym jest to, że cały szereg RODZICÓW popiera brak edukacji w tym zakresie dla sowich dzieci. Często nawet nie zapoznają się z podręcznikami, tylko wtórują klechom i ich posłańcom we wrzasku przeciwko edukacji. Jeszcze jak by mieli kompetencje i wolę sami nauczyć tego dzieci...a wiemy jak jest…


3. Blokowanie i plucie na naukę i edukację.



Bo jak coś jest niezgodne z naukami kościoła, to nie powinno być nauczane. To problem od setek lat. Kościół puszcza czasem oko, żeby nie stracić wiernych, którzy jednak trochę myślą, ale tak naprawdę 90% odkryć naukowych to problem dogmatyczny...zwłaszcza w dziedzinie biologii (ewolucja, neurobiologia) czy fizyki (astrofizyki). I może sobie papież puszczać oko w sprawie ewolucji, stawiać obserwatoria watykańskie. Na poziomie teologicznym i dogmatycznym ma problem z nauką i doły kościelne tego nie ukrywają. I potem słyszymy od intelektualnych kretynów, że ziemia ma sześć tysięcy lat, 93% małpy to nie małpa i cały czas brakuje jakiegoś ogniwa (bóg zapchajdziura); że oni wiedzą, co było przed wielkim wybuchem i zapewne mają też wiedzę, co będzie potem; albo, że mają absolutną i jedyną prawdziwą wiedzę kiedy człowiek zaczyna być człowiekiem i blokują badania komórek macierzystych...przykłady można mnożyć…

4. Odmawianie praw kobietom

To ciągle aktualny temat! Przestanie nim być, jak zakonnice przestana być dziurami dla biskupów (przykład tutaj), kościół dopuści równouprawnienie w swojej hierarchii i przestanie promować „tradycyjne” role w tak zwanej rodzinie. Dopóki to się nie stanie – kościół jest mizoginiczną instytucją, odmawiającą kobietom ich praw do pełnego uczestnictwa w kościele na równych prawach. Dlatego dziwię się, że mimo tego kobiety murem stoją za tymi pasibrzuchami i ich bajeczkami. Mimo całej siły psychicznej jaką kobiety niewątpliwie mają, dają się podejść taktykom i zabiegom, które już dawno zostały obnażone i są wiedzą powszechną.


5. Hamowanie rozwoju społecznego.

Kościół stoi w opozycji do rozwoju cywilizacyjnego, w tym rozwoju społeczeństwa. Zwłaszcza gdy mówimy o rozwoju, który niesie za sobą tolerancję dla różnorodności, rasy czy poglądów. Tego kościół nie chce, bo wtedy musiałby dywersyfikować swoje taktyki...a to oznacza zmianę, przed która kościół drży, jak mały chłopiec przed pasem. Jeśli kościół musiałby dostosowywać swoje przesłanie, by zaspokajać duchowe potrzeby różnorodnej pod każdym względem kongregacji – kto by się wtedy angażował w politykę, czy walkę z edukacją? Zabrakłoby głów do myślenia o tym.


6. Polityka.

Kościół nie opuszcza roli, która od XVII wieku mu się zaczęła wymykać. Nie potrafi zrozumieć i zaakceptować, że czasy gdy władca bez zgody papieża był nikim minęły i nie wrócą. Ze wypracowaliśmy o wiele bardziej uniwersalne reguły i prawa niż nakazy jednego z setek, jeśli nie tysięcy bogów. Jak mówi sam Dalajlama:

Żadna religijnie umotywowana odpowiedź na konkretny problem nigdy nie będzie odpowiedzią uniwersalną, a zatem będzie niewłaściwa. To czego nam dziś potrzeba, to nieodwołującej się do religii etyki, którą będą mogli zaakceptować zarówno wierzący, jak i świeccy etycy.

I te mądre słowa można odnieść do większości miejsc, gdzie nadal kościół wpiernicza swoje nauki.


7. Kultywowanie prymatu człowieka nad naturą.

To chyba jedno z największych, współcześnie zagrożeń idących z dogmatów kościoła. Bo kościół stoi na stanowisku, że człowiek jest korona stworzenia, stoi ponad naturą i ma przypisaną rolę władcy i zarządcy. Dlatego żyjąc z takim systemem wartości, łatwo jest ignorować degradację środowiska, srać odpadami do oceanów i zabijać w okrutny sposób zwierzęta i innych ludzi...w końcu religia an to pozwala...ba! Jest tego legitymizacją. Dorzućmy do tego pomysł, ze życie doczesne jest gówno warte i celem jest życie po śmierci – tracimy wszelkie powody, by dbać o otaczające nas środowisko. Po co? Przecież to wszystko marność! Po śmierci jest prawdziwe życie! Więc nie musimy się przejmować. Dodaj gazu!!!


To moja lista. Zapewne można do niej dodać jeszcze kilka, ale uznałem, że liczba siedem będzie wymowna i „magiczna” :)
A Wy, co macie do zarzucenia kościołowi? Dajcie znać!!!