wtorek, 7 kwietnia 2015

Akademicki bełkot KULu

Pewnie część z Was już widziała ten dokument. Dokument, który został opublikowany w placówce akademickiej, finansowanej z pieniędzy budżetowych (w znacznej części). W momencie, gdy KUL zyskał finansowe wsparcie państwa (w 2008 roku), kościół przestał dokładać…jak widać – kaska jest ważniejsza niż krzewienie wiary. Dopóki na nauczaniu tych przedpotopowych mitów da się zarobić – jasne. Jak trzeba dopłacić…słabiutko…
Wracają do samego dokumentu. Nie będę go cytował w całości. Skupię się na najbardziej „wystających” częściach. Całość możecie przeczytać - TUTAJ
Zaczynamy!
A rektor KULu, chyba z konieczności uwiarygodnienia swoich słów lub nadania im wagi, zaczyna od biblii, konkretnie Ewangelii Łukasza:
„Syn Człowieczy musi być wydany w ręce grzeszników i ukrzyżowany, lecz trzeciego dnia zmartwychwstanie” (Łk 24,7)
Od razu zaczynają mi się kołatać w głowie analizy całego tego wydarzenia. Bóg wydaje siebie, na ofiarę samemu sobie, by odpuścić grzechy ludziom, które on im „wrzucił” po to, żeby On nie musiał ich za to karać. Ale tak naprawdę nie składa sam siebie sobie w ofierze, bo potem ożywa i wraca na chatę. Pomijam w tej chwili kwestię idiotyzmu i skrajnie szkodliwej koncepcji ponoszenia odpowiedzialności za cudze „grzechy”. Pewnie to wróci jak bumerang w tym piśmie…
„(…)krzyż Chrystusa. Przypominamy sobie, dlaczego właśnie on jest naszym godłem, znakiem rozpoznawczym oraz źródłem naszej dumy i nadziei.”
Trochę mi to śmierdzi hołdem dla każdego innego godła ideologicznego. Gdyby zamienić „krzyż Chrystusa” na sierp i młot lub swastykę, każdy wyznawca ideologii mógłby się podpisać po takim stwierdzeniem…nic wyjątkowego w oddawaniu takich zasług krzyżykowi z trupkiem nie ma.
„towarzyszymy męce i śmierci naszego Zbawiciela, aby następnie wejść w radosne świętowanie zmartwychwstania (…). Cieszymy się z tego, że Chrystus zmartwychwstał i jest z nami.”
Takie słowa z ust rektora uniwersyteckiego są przerażające. Według tego, nie wolno nam świętować bez uczestnictwa w kaźni, torturach i śmierci. Trochę to oddaje ducha katolickiej ideologii – cierpienie uszlachetnia, jak teraz cię poboli i dostaniesz po dupie – nie rób nic – nagrodę dostaniesz po śmierci…
I ten tekst o tym, że jakaś mityczna postać jest z nami, tu i teraz. Nawet, jeśli Jezus istniał, to umarł kawałek czasu temu i naukowiec, rektor uniwersytetu finansowanego z państwowej, czyli mojej i Twojej kasy, nie powinien chrzanić takich głupot! Jeśli porusza się po sferze metafizycznej to powinien to zaznaczyć, wyraźnie dać znać o tym, że mówi symbolicznie, to przenośnia…ale nic takiego nie znajdziemy. Bo kościół chce żeby wierni brali to dosłownie, jako fakty, rzeczywistość…
„widzimy tryumf Baranka, który wkracza na tron Boga, ma siedem duchów Boga i z ręki Boga bierze księgę. Zastępy niebieskie padają na twarz przed Nim tak samo jak przed Bogiem”
Normalnie XXI wiek, wyższa uczelnia w środkowej Europie…ech…
„krzyż znakiem chwały dla wszystkich wyznawców Jezusa Chrystusa”
Czyli do pochwały cierpienia dołóżmy, z biegu kult narzędzia kaźni…a co!
„Żydzi uznawali, że człowiek powieszony na drzewie jest przeklęty przez Boga. (…)Poganie nazywali ukrzyżowanie karą niewolniczą, a skazańców – wyżerką kruków.”
I podsycamy antysemityzm, podsycamy. Nie można przecież zapomnieć, że wszystkiemu winni są Żydzi, Reptilianie i cykliści…a i hipsterzy z Placu Zbawiciela…tfu, tęcza! I postawienie w jednym praktycznie ciągu Żydów i pogan, jako lżących Jezusa – tak jakby poganie nie byli krzyżowani, tylko sami krzyżowali…zresztą w momencie ukrzyżowania wszyscy byli albo Żydami albo poganami…poza apostołami. Bo jedynie chrześcijanie, a jeszcze lepiej – katolicy są ok, reszta – poganie i bydło!
Do końca pierwszej części pitoli o tym, jak to krzyż, raptem stał się powszechnie używanym symbolem. Tak jakby nigdy wcześniej nie był NIGDZIE używany…ech…
„„Zrąb tożsamości europejskiej jest zbudowany na chrześcijaństwie” (Jan Paweł II, Homilia w czasie Mszy św. odprawionej na placu prze katedrą, Gniezno, 3 czerwca 1997)”
Oczywiście nie może zabraknąć Karolka. I to, co cytuje pan rektor, jest tylko częściowo prawdą. Bo tożsamość europejską do pewnego momentu, butem i mieczem kształtował kościół katolicki…aż przyszło oświecenie i wróciliśmy w znacznej mierze do Grecji i Rzymu, jako kolebek europejskiej tożsamości. Jednym z najbardziej dobitnych dowodów na to, że chrześcijaństwo nie ma prymatu, jest to, że z dekalogu trzy na dziesięć przykazań znajdują się pośrednio lub bezpośrednio w europejskim prawodawstwie. 3/10 to słaby wynik jak na pretensje o wyłącznym kształtowaniu Europy w tym zakresie…zwłaszcza, że akurat przykazania o zabijaniu, kradzieży i kłamstwie istniały długo wcześniej w kulturze ludzkiej. Nawet zanim kasta żądnych władzy kapłanów wymyśliła sobie Jezusa i cały ten cyrk biblijny…
A! Może nie zwróciliście uwagi, ale pan rektor albo ma problem z pisaniem, albo ma asystenta pierdołę…wczytajcie się w powyższy fragment…nie brakuje czegoś?
Oczywiście potem następuje tyrada jak to chrześcijaństwo jest super, bo to ono ogarnęło burdel po greko-rzymskich poganach. Ale to, co potem wypisuje jest po prostu obraźliwe!
„Dokąd takie wyzwolenie prowadzi, możemy już dzisiaj obserwować. Po epoce wielkich, zbrodniczych totalitaryzmów, nastały czasy sceptycyzmu, czasy ludzi, którzy nie wiedzą, w co wierzyć i do czego dążyć. Ponadto obserwujemy odrodzenie różnych form  fanatyzmu i fundamentalizmu, które na naszych oczach uzewnętrzniają się w terroryzmie. Kiedy w aktach terroru giną niewinni ludzie, wszyscy jesteśmy przerażeni. Solidaryzujemy się z ofiarami, nawet jeśli ideowo jest nam do nich bardzo daleko. Przez europejskie miasta przechodzą marsze wsparcia. Można jednak zapytać, czy zlaicyzowana Europa może skutecznie przeciwstawić się rosnącym w siłę fundamentalizmom, które w swej istocie są sprzeczne z ideałami Ewangelii. Czy ma na to dość duchowej siły?”
Po pierwsze – jak chcesz sobie wierzyć w Boga, Jezusa i życie po śmierci – to sobie wierz. Ale nie wmawiaj nikomu, że skoro nie wierzy w to, co ty, to nie wie, w co wierzy i nie ma sensu życia. Gówno o tym wiesz!
Po drugie – ten fanatyzm i fundamentalizm dotyczy także Twojego ukochanego podwórka. Może nie wysadzacie się w powietrze, ale nie jesteście w swoich akcjach od tego daleko. Gdyby nie laicyzacja w Europie, do dziś palilibyście ludzi na stosach na podstawie pomówień ciemnego ludu i organizowalibyście krucjaty przeciwko „niewiernym”. I tak, będę zawsz wyciągał Inkwizycję i Krucjaty przeciwko kościołowi. „To było dawno” – powiecie? To przestańcie mi machać Jezusem przed nosem…on jest starszy niż te okropieństwa. Chcecie się licytować na przedawnienia? Przedawnijcie swojego bożka, to odejdziemy od tematu!
Po trzecie – katolicyzm nie jest alternatywą dla wolności od terroryzmu. Jak pisałem kilkukrotnie – nie leczymy raka poprzez zaszczepienie kolejnego nowotworu! Tylko laicyzacja powstrzyma religijnych fanatyków. Nie ważne czy chrześcijańskich czy islamskich. Jeden pies, tylko ten katolicki ma kaganiec i smycz…w postaci świeckich państw, z którymi musi się liczyć. Inaczej – bez różnicy!
Po czwarte – co to jest „duchowa siła”? Jak ma to pomóc w walce z fanatykami, którzy uzbrojeni w maczety i bomby zabijają niewinne osoby? Proponujesz modlitwę zamiast walki…powodzenia. Ale nie mieszaj nas do tego podejścia…umrzesz ze złożonymi rękoma w modłach…
Na koniec…bo nie będę komentował peanów na rzecz instytucji KULu.

„Zarówno w Święta Wielkanocne, jak i przez cały rok musimy zadawać sobie te pytania: czy Europa, Zachód, nasza cywilizacja mogą istnieć bez krzyża? dokąd nas prowadzi dystansowanie się i odrywanie od najgłębszego fundamentu naszej kultury?”
 Najgłębsza to była ciemność, w jaką kościół wepchnął Europe na długie wieki. I nie pitolcie mi o tym jak to kościół stymulował postęp, bo to banialuki. Cofnął całą Europę o stulecia dokonań kultury śródziemnomorskiej. Chrześcijanie spalili bibliotekę aleksandryjską, a pisma antycznych filozofów było zakazane. Jeżeli cenionym fundamentem ma być ten zaprowadzony ogniem i mieczem, cenzurą i przedkładaniem myślenia magicznego nad badanie rzeczywistości – to ja dziękuję, wychodzę. Czy kilkanaście wieków rządów kościoła to taki wielki rozwój kulturowy i społeczny? Technologiczny? Proste porównanie – 1000 lat rządów kościoła versus dwieście lat bez kościoła…gdzie jesteśmy? Dziękuję za uwagę!
Jedno, co mnie pozytywnie zaskoczyło w tym liście, to to, że nie prosił o kasę! W całym szeregu minusów i bełkotu jeden plusik…mały i nieznaczący…chyba dostanie za to baty, od swojego pryncypała z watykańskiego nadania…

Mam nadzieję, ze Was nie zanudziłem…trzymajcie się!