środa, 22 kwietnia 2015

STOP! …a nie można inaczej?

Przyszedł czas na samokrytykę i rachunek wykonanych prac. Na wszystkich on przychodzi i chyba najlepiej, jak sami go zrobimy, niż inni nas ocenią, wycenią, zważą i sprzedadzą. I dlatego postanowiłem spojrzeć na swoje teksty i to, co robię krytycznym okiem. Wymaga to pewnego wysiłku…ale wnioski mam nietęgie…
Negatyw
Od prawie samego początku, w znakomitej większości swoich tekstów, jadę po negatywach. Powód jest prosty – postawa ateistyczna nie niesie za sobą żadnych konkretnych propozycji ideowych czy światopoglądowych. Dlatego też, nie za bardzo jest, jak wnosić pozytywną treść na samym ateizmie. I to jest pierwsze przewinienie, nie tylko moje.
Ludzie, którzy nazywają siebie ateistami zbyt dużo czasu i energii poświęcają na krytykę tez przeciwnych. Jedziemy po religiach, religiantach, piętnujemy i szydzimy z tradycji religijnych, zabobonów i mitów. I to jest potrzebne…ale…co za dużo, to nie zdrowo. Na wszystkie chyba religie wylano już każdą możliwą ilość pomyj. Zasłużyły sobie na to – w to nie wątpię. Tylko czy na tym powinna się skupiać aktywność środowisk ateistycznych? Moim zdaniem nie. Jeśli w ogóle chcemy mówić o czymś takim jak „środowisko ateistyczne”.
Potrzebna jest równowaga. Niezbędna! I w tym kierunku powinniśmy iść. Ja też:)
Nie w kierunku coraz większego nacisku na krytykę religii, ale w kierunku pokazywania pozytywnych wartości wynikających z jej odrzucenia, zanegowania. Zastanawiam się tylko czy to się uda…bo łatwiej jest pisać o negatywach, krytykować coś, komentować, niż pisać o pozytywach. Trudność polega na tym, że pozytyw wymaga kreacji, do negatywu wystarczy negacja.
Krytyka
Bo tak naprawdę, mam trochę dość. Mam dość wściekania się na religię, wylewania rzygowin na wypowiedzi propagandystów kościelnych i ich popleczników. Robi to cała cholerna sieć po bezbożnej stronie dyskusji. Co można powiedzieć, zrobić więcej. Wszystkie argumenty filozoficzne lepiej lub gorzej uwalone; dogmaty i katechizmy wyśmiane; wizje rzeczywistości religijnej odrzucone przy pomocy nauki. Co można więcej zrobić?
Na pewno nie jest tym dolewanie kolejnej kupy do tego szamba! Ta kloaka już wystarczająco śmierdzi. Kolejne gówienko nie robi wielkiej różnicy…nawet jak je rozsmarujemy na ścianach kibla nad dziurą…
I mam odczucie, że dalej idąc jedynie drogą krytyki, wpadamy w retorykę dokładnie taką, z jaką rzekomo walczymy! Biegun jest odwrotny, ale narzędzia zaczynają być bliźniaczo podobne…
Wnioski
Wystawiam, więc sobie rachunek…jestem Wam dużo winny! Bardzo dużo. Nie wiem ile czasu, słów i wpisów zajmie zbilansowanie tego długu, ale chcę to zrobić. Chodzę z tym w głowie od jakiejś chwili i chyba klamka wreszcie zapadła.
Nie twierdze, że nie popełnię już tekstów krytycznych czy prześmiewczych. Co to, to nie. Ale będę się ograniczał w krytycyzmie. Potrzebujemy więcej pozytywów, więcej nadziei i alternatyw po stornie barykady, którą wybraliśmy. Wszyscy wiemy, ze nawet najlepiej przygotowana twierdza, jeśli skupia się tylko na obronie – upada. Ważne są morale, zaopatrzenie, całe zaplecze. A powoli zaczyna mi go w Internecie brakować. Skupiliśmy się w znakomitej większości na krytyce i negatywach religii…aż do wyrzygu. I to chcę zmienić w swoim pisaniu!
Nie oznacza to zawieszenia czy zaprzestania komentowania Księgi Mormona, Biblii czy Koranu. Te cykle chcę dowieźć do końca. Chcę też zgodnie z planem wejść w kilka takich akcji (chociażby Szariat). Ale z całych sił chcę przechylenia treści na jasną stronę ateizmu i wynikających z nich wniosków, refleksji czy pomysłów. Bo podobno to my jesteśmy ta dobrą stroną, tą, która chce lepszego życia dla innych, lepszego społeczeństwa i więcej wolności dla ludzi…a tego się nie osiąga poprzez ciągłe plucie na przeciwnika…czasem trzeba machnąć na niego ręką i odwrócić się z uśmiechem do ludzi za naszymi plecami.

Zatem…rewolucji nie będzie…ale ewolucja…jak najbardziej. Czego sobie i Wam życzę:)