czwartek, 6 października 2016

Inteligenckie ISIS

O ISIS pisałem jakiś czas temu na poprzednim blogu. I nie będę po raz kolejny Wam opowiadał,
o co chodzi. Przeczytajcie sami skąd się wzięło Państwo Islamskie.

Wracam do tematu w związku z nowymi informacjami, jakie dziś stały się przyczynkiem do artykułu na stronie Polskiego Radia. Chodzi o fakt, że spory odsetek rekrutów ISIS z lat 2013-14 to absolwenci szkół wyższych. I powiem Wam tak - wcale się nie dziwię. Dlaczego? Po kolei.

System edukacji

Jest kulawy jak stary, zapijaczony pirat. I nie doczekał się od kilkuset lat porządnej reformy. Tkwimy z edukacją w wiekach średnich. Bo edukacja nie powinna polegać na zapamiętywaniu wersów książek i wkuwaniu regułek, definicji czy dat. Ciągle uczymy dzieci i młodzież nie jak tylko co myśleć. Czyli warunkujemy młodych ludzi do akceptowania faktów i ideologii, a nie do tego by je kwestionować, oceniać i kreować. I pojawia się ktoś, z ofertą konkurencyjnej myśli, egzotycznego mistycyzmu i "bycia kimś" w ramach tajnej i hermetycznej wspólnoty. Nic dziwnego, że nie nauczeni krytycznej analizy i kwestionowania rzeczywistości studenci łykają taką ideologię jako szansę, okazję na spróbowanie czegoś nowego, innego i ciekawego. Po latach wkuwania na pamięć podręczników akademickich, ktoś przychodzi i daje im prezent, myśl alternatywną. Ewangeliści ISIS dobrze wiedza co robią wchodząc w europejskie, czy zachodnie struktury edukacyjne. Bo nasza edukacja mówi jedno, a każe robić drugie - myślcie samodzielnie, bo macie do tego prawo, ale najpierw wkujcie trzysta stron tej książki, bo będzie kolokwium. I to naprawdę moze być i często jest bardzo frustrujące. Z tej frustracji rodzi sie podatność na manipulację i chęć wyrwania się z ułudy wolności. Nikt ewangelizując Islam nie powie, że jest to kolejne wiezienie. Tak jak nawracając na jakąkolwiek religię, nie opowiada się pierwszego dnia o piekle i karach za grzechy.

Szanse, perspektywy

Co takiego oferuje nam dziś kultura zachodnia? Jaka jest szansa na zostanie kolejnym Zuckenbergiem, Gatesem, Jobsem czy Elonem Muskiem? Promil? Setna część promila? To nie tajemnica, że nawet mając doskonały pomysł, trzeba mieć niesamowitego farta, żeby coś osiągnąć. Bo rynek idei, to nadal kulejący element naszej kultury. Nikt nie płaci za pomysły. I nie chrzańcie mi o start-upach. Mogę mieć zajebisty pomysł i nawet jak uderzę do jakiegoś inkubatora, żeby go rozwinąć, to albo wchodzę z prototypem, albo muszę jebnąć robotę i się temu poświęcić, żeby mieć chociaż szansę na cokolwiek, poza czkawką gdy ktoś go weźmie, zrobi po swojemu i zarobi na tym kasę. Nie ma trzeciej drogi, bo nikt nie zainwestuje w koncepcję na papierze czy w głowie. Ta bańka została za bardzo nadmuchana jakiś czas temu, pękła i nikt już nie sięga po tę mieszankę mydlin. Mimo tego, że potencjał jest i był.

Co zostaje? Korpo, harówka albo bezrobocie. I integracja z tłumem. ISIS oferuje coś innego, bycie kimś ważnym, kluczowym, kształtującym rzeczywistość, nowy świat i nowy porządek. I to może być atrakcyjne w czasach,gdy magister filozofii przewraca kotlety w restauracji z dwoma złotymi łukami.


Dlatego ISIS, mimo tego, że powoli słabnie, nie powinno być lekceważone. Zwłaszcza gdy słabnie. Bo ludzie zanęceni do ISIS mogą dość szybko przeskoczyć do działającej w Syrii Dżabat Fatah al-Szam czy innych, odradzających się komórek al-Kaidy. Dopóki nie zadbamy o to, żeby nasza kultura i edukacja mogła być atrakcyjna dla młodych ludzi, będziemy obserwowali odrodzenie radykalizmów. Nie tylko spod sztandaru półksiężyca. Bo jeśli człowiek po studiach ma do wyboru zostanie korposzczurem, lemingiem lub burgerowym, to wybierze narzędzia, które pozwolą mu na kreowanie świata wokół siebie, zamiast wpięcie w tryby maszyny, ktora nie produkuje nic, nic nie zmienia i nie ma żadnego celu. A tym narzędziem coraz częściej staje się kałasznikow i pas szahida.