niedziela, 16 października 2016

Łowca Spisków #1 - GMO


Przy okazji podpisania umowy CETA, obudził się potworek, którym straszy się wszystkich - dzieci, konsumentów, rolników i przedsiębiorców. Chodzi o genetycznie modyfikowaną żywność. Podobno, jak pozwolimy na jej dystrybucję, sprzedaż i konsumpcję, to będziemy chorować, rynki upadną, a wielkie korporacje wygrają cały świat. Coś w tym jest, ale to w jaki sposób sprzedawany jest sam koncept GMO jest karygodny i nie dziwne, że wiele osób wkłada te rewelacje do koszyka teorii spiskowych i nie wnika, albo odrzuca jako brednie bez krytycznego spojrzenia.  A spojrzeć trzeba co najmniej na dwie kwestie.

Krzyżówki i modyfikacje



Czy wiecie, że popularna cytryna, nie występuje w naturze. Nigdzie nie rośnie dziko! Nawet w Chinach, skąd pochodzi, nie jest uprawiana. To dlatego, że jest to krzyżówka cytronu (Citrus medica L.) i limonki (Citrus aurantifolia). A kalafior? Toż to mutant kapusty głowiastej albo brokułu.

Dlaczego  o tym piszę? Bo codziennie pochłaniamy genetycznie zmienione rośliny. Samego pomidora zwyczajnego jest 12 odmian, które w znakomitej większości są wynikiem krzyżowana gatunku, w celu poprawienia walorów smakowych lub zmiany jego odporności, na przykład, na warunki klimatyczne.

Czym jest obecna technologia genetycznego modyfikowania? To krzyżowanie gatunków na poziomie genomu. Znajdujemy w jakiejś roślinie walor albo odporność i zamiast metodami prób i błędów próbować je skrzyżować, sięgamy do źródła (DNA) i podpinamy nowy program (gen lub sekwencję genów). Dzięki temu roślina rośnie szybciej, większa, jest odporna na szkodniki lub choroby. Może tez być smaczniejsza, bardziej odżywcza. I często dzięki modyfikacji - tańsza w uprawie.
Tutaj nie ma żadnej magii ani spisku - udoskonaliliśmy to, co od wieków ludzie robili w swoich ogródkach.

Nauka i korporacje



Druga stroną medalu jest to, że tych zmian dokonują naukowcy, w znakomitej większość na usługach wielkich korporacji. Samo w sobie nie jest to złe. Wiele odkryć ma miejsce podczas prywatnie finansowanych badań naukowych - w laboratoriach wielkich firm farmaceutycznych, kompleksach produkcji chemicznej czy sektorze prywatnym obejmującym technologie atomowe.  Karygodne natomiast jest to, że pozwala się korporacjom na patentowanie zmodyfikowanych genomów roślinnych. Tutaj leży cały klucz do oburzenia i to słusznego.
Opatentowane ziarno podlega ochronie prawnej i jeśli jakaś roślina, spontanicznie, zasieje się na polu kogoś nie związanego umową z właścicielem ziarna, oznacza to kłopoty. Używanie bowiem jakiegokolwiek zastrzeżonego dobra bez zgody właściciela jest karane. I w ten sposób podporządkowuje sie produkcję żywności wielkim firmom, które mogą kontrolować kto, gdzie i ile zasieje. Dodatkowo, często ziarno jest reglamentowane i zabrania się siania nie zakupionego ziarna. Czyli jak farmer/rolnik uprawia kukurydzę, to nie może odłożyć 10% uprawy na ziarno - musi sprzedać wszystko i na kolejny sezon kupić ziarno od producenta. To też jest chore i zaburza naturalny rozwój sektora rolniczego. Tylko, że same rośliny nie są szkodliwe dla ludzi, nie powodują chorób, ani nie stanowią zagrożenia dla ludzi.

Po części to rozumiem. Jeśli firma wydała kilka lub kilkaset milionów dolarów na badania i stworzyła doskonalszą odmianę, która potencjalnie podniesie jakość i ilość upraw, to musi mieć prawo do sprzedaży w celu bilansowania wydatków. Tylko, że bilansowanie się kończy, firma kompensuje wydatki na badania i zaczyna tylko zarabiać. Na takim zasobie jak żywność, powinien pojawić się regulator, który mówi - "Nie możecie już reglamentować i karać rolników za używanie waszego ziarna. Dostaliście zwrot kosztów i zarobiliście parę baniek. Możecie dalej handlować ziarnem, ale mówimy o podstawowym dobrze ludzkości i nie możecie karać nikogo za to, że użyje ziarna z roślin czy, że komuś się przez przypadek zasiało z pola obok."

To oraz całkowity, globalny zakaz patentowania genomów rozwiązałoby problem i zdjęło z samej żywności modyfikowanej łatkę zła wcielonego.

Łowca - werdykt


W zakresie samej żywności - niewinny. Modyfikowana żywność jest z nami od kilkuset lat i sama w sobie nie stanowi zagrożenia.

W zakresie udziału w GMO korporacji i patentów - winny jak cholera. Patentowanie i wymuszanie kontraktowania upraw na wyłączność, to zabójstwo dla rolników i zaburzanie naturalnej kultywacji. 

Strzelam zatem GMO w kolano i patrzę jak się wykrwawia. Poczekam, może ktoś się obudzi i poprawi ten system. Jak na razie wina jest i kara musi być. Ale nie zabijam. Może oburzenie teoretyków spiskowych i powszechny strach, zmusi w końcu kogoś do podjęcia odpowiednich kroków - niech krwawi i jęczy...

PS. Otwieram ten cykl, ale znowu - nie deklaruje regularności, bo tematy bywają obszerne i wymagają sporych nakładów pracy. Więc postaram sie to robić co jakiś czas i jak wejdzie mi to w krew, to moze za jakiś czas ogłoszę regularność. Na razie - od sprawy, do sprawy :)