piątek, 4 listopada 2016

ISLAM – czy istnieje recepta?


Ciągle trwa wojna kulturowa i retoryczna wokół islamu, muzułmanów i związanych z tymi zjawiskami, wydarzeniami na świecie. Wojna na Bliskim Wschodzie, kwestie imigracyjne, debata publiczna, terroryzm. Zanim jednak przejdę do aktualnych kwestii, chce przywołać jeden fakt z historii.

Wszyscy słyszeli o kongresie wiedeńskim.

Został zwołany po klęsce Napoleona w Rosji. W jego wyniku, Polska będąca już pod zaborami, utraciła cząstkę niepodległości uzyskaną poprzez powstanie Księstwa Warszawskiego. Ten nowy twór w wyniku kongresu podzielono między Rosję, a Prusy. Tyle z tego co możemy wyczytać z podręczników szkolnych.

Car Rosji – Aleksander I od lat prowadził wojnę z Persją o Kaukaz. Dlatego gdy tylko miał okazję, to próbował namówić sojuszników z Europy do uruchomienia Krucjaty przeciwko światu Islamskiemu. Miał w tym polityczny i terytorialny interes.  Nigdy mu się to nie udało. W XIX wieku Europa była w miejscu, gdzie politycy, władcy i ludzie zrozumieli, że wojny o podłożu religijnym nie są wojnami celowymi i nie mają żadnego sensu.

Ile czasu zajęło Europie zrozumienie tego faktu? I czy zrozumieliśmy? W części politycznej – na pewno tak, bo nikt nie nawołuje z ław parlamentarnych do otwartego konfliktu między katolikami i protestantami. Na poziomie ludzkim – czasem jeszcze zdarzają się przypadki animozji czy otwartych konfliktów lokalnych (patrz Irlandia Północna). Jednak to są incydenty.

Tymczasem mamy zacofanego ideologicznie i świadomościowo potworka, który korzysta z religijnych sentymentów do siania agresji, rozpętywania wojen i szerzenia terroru. Tym potworem jest Islam. I nie rozgraniczam „islamistów” od zwykłych muzułmanów. Zdaję sobie sprawę, że umiarkowani istnieją, asymilują się jak tylko mogą i wspierają dążenia do pokoju w Europie i na świecie. Jednak nawet najbardziej postępowy muzułmanin, jest jednocześnie legitymacją, fasadą i biletem dla ogromnej liczby zwykłych, religijnych faszystów i fanatyków. Z resztą nie wiem czy to możliwe, biorąc pod uwagę, ze sam Koran, Sunny i Szariat mówią jasno – nie ma wiary na pół gwizdka, nie ma interpretacji słów proroka. Dołóżmy do tego Takiję, czyli praktykę kłamania niewiernym dla dobra Islamu i mamy receptę na „umiarkowanych” muzułmanów. Dlatego nie różnicuję. Bo bez umiarkowanych nie byłoby radykałów, bez pięknej kurtyny i aktorów na scenie nie ma burdelu w kulisach.

Islam wchodzi do Europy od lat. Różnymi drogami. Teraz jednak różnice kulturowe są najbardziej widoczne. Zwłaszcza, ze „zachód” rozwija się praktycznie z dnia na dzień – zmieniają się technologie, sposób życia, korzystania z dóbr i za tym idą nieuniknione przemiany światopoglądowe, osobiste. Tymczasem Islam stoi w miejscu zgodnie ze swoją doktryną. I ludzie z mentalnością bliższą wieków średnich wchodzą na podwórko krajów zaawansowanych i nie tylko doznają szoku, ale też odmawiają akceptacji tego co im zostało zaoferowane. To jest podstawowy problem – brak asymilacji. Muzułmanie nie chcą stać się częścią społeczeństw z których przywilejów chcą korzystać. Bez tego – nie ma spokoju i porządku. Bo tworzenie się gett, enklaw i rządzonych przez muzułmanów osiedli czy dzielnic, to prosta droga do konfliktu. A Europa to akceptuje, pozwala na to, przymykając oko po opaską liberalnej multikulturowości. To pierwszy błąd. Bo jeśli przyjeżdżasz do nas ze słabo rozwiniętego kraju afrykańskiego i boisz się wieżowców w centrum miasta, to nie oznacza, że mamy je zasłonić czy zburzyć! To ty się musisz przyzwyczaić, oswoić, nauczyć z tym żyć.

Drugim problemem jest tępiona przeze mnie, polityczna poprawność. Za każdym razem gdy islamiści wysadzą w powietrze jakiś budynek czy zastrzelą kilka osób – to, że są wyznawcami islamu i robią to w imię swojego boga, jest spychane gdzieś do notki redakcyjnej. I pozwalamy, aby islam, który ze swojej natury jest religią agresywnie ekspansywną, jest sprzedawany jako niegroźna religijna fanaberia. Mówimy, że to radykałowie, że to margines, że nie wolno nam w związku z tym atakować całej społeczności. Tylko, że krytykując islam, analizując jego doktryny i nauki, nie atakujemy żadnych społeczności. Pokazujemy potencjalne i często rzeczywiste motywy tych aktów. Jeśli rzeczywiście w świecie islamskim, umiarkowani to większość i nie popierają oni tego typu czynów, to dlaczego nic z tym nie robią? Dlaczego nie widzimy imamów piętnujących kolejne ataki, dlaczego nie oglądamy relacji z obywatelskich zatrzymań radykalnych idiotów, wewnątrz społeczności muzułmańskich? Bo to mit. Umiarkowany muzułmanin to jednorożec srający tęczą. Tak samo prawdziwy. Jednak w swoim strachu przed wyzwoleniem kolejnych ataków, boimy się nazywać rzeczy po imieniu. I nie mówienie o tym nic nie zmienia, tylko daje kolejna zasłonę dymną, czas na to, żeby zaplanować i wykonać kolejny atak. Bo Europa przez zjebaną polityczną poprawność śpi.

Trzecią kwestią, troszkę draśniętą już w poprzednim akapicie, to fakt, że nadal funkcjonujemy w przekonaniu, że człowieka kształtują poglądy, a nie odwrotnie. Dlatego boimy się nazwać idiotę, idiotą. Jeśli jakaś koncepcja, idea jest toksyczna, wroga i powoduje ogromne w społeczeństwie, to powinna być bezpośrednio i bezpardonowo atakowana, wyśmiewana i spychana na margines rynku idei. Nie może podlegać ochronie ze względu na „uczucia” bliżej nieokreślonej grupy. Dlatego wszyscy, którzy atakują ludzi ze względu na fakt, że krytycznie odnoszą się do założeń islamu, że wywodzą przyczyn obecnego stanu rzeczy z religii czy nazywają krytykę islamofobią lub rasizmem, po prostu są niedorozwinięci. I nie ma nic złego w strachu przed islamem, bo ten stanowi zagrożenie dla wszystkich. No chyba, że liczycie się z przejściem na wiarę Mahometa… Krytyka islamu nie ma podłoża rasowego, nie ma nawet podłoża osobowego. Jest krytyką idei, a powiązanie jej z działaniami ludzi, którzy z imieniem proroka i boga na ustach wysadzają się w powietrze lub strzelają do niewinnych ludzi jest jak najbardziej zasadne.

Oczywiście istnieje grupa kretynów, którzy myślą, że rzucanie boczkiem w meczety czy samych muzułmanów to rozwiązanie problemu. Nie czytali sunny, nie znają Koranu, nie wiedzą nic, tylko czytają debilizmy w sieci.

Są imbecyle, którzy myślą, że można powstrzymać islam inną religią. Ze religia ustanowiona przez uduchowionego hipisa z lewicowymi poglądami wygra z kultem agresywnego wodza wojennego, który bezlitośnie obcinał głowy swoim przeciwnikom i zlecał zabójstwa poetów z niego drwiących. To jakby postawić grupę mnichów buddyjskich naprzeciw dywizji pancernej. Może i by dali radę, ale patrząc na to skąd przychodzą, sytuacja jest raczej jasna. I nie porównujcie proszę krucjat do obecnej sytuacji. Bo to jak porównanie tablicy kredowej z tabletem.

Konkluzja? Pewnie, i to wyciągnięta z gardła. Według mnie, jedynym rozwiązaniem problemu z Islamem jest – ZOSTAWCIE ICH SAMYCH SOBIE! Nie wyciągajcie ręki, nie pchajcie kasy, nie angażujcie się w konflikty. Oni musza się zaszczekać wewnętrznie aż zrozumieją, że to walka bez końca, bez sensu i o marchewkę, której nie ma. Tak doszliśmy jako zachód do momentu gdy nikt nie prowadzi wojen w imię religii. Tymczasem dajemy im zewnętrznego wroga, kogoś kto mimo różnic wewnątrz samego islamu, daje im siłę na to by się jednoczyć. Przyjmujemy ich w konsekwencji do siebie, wstrzykując sobie truciznę, z nadzieją, że rozejdzie się po kościach…ale takie będzie. I nie mówię o deportacjach na tle religijnym, narodowościowym, czy jakichkolwiek agresywnych działaniach. Po prostu – albo stajesz się częścią społeczeństwa i działasz dla jego dobra, albo Cię nie ma. Chcesz się izolować – rób to tam, gdzie jest to akceptowane. U nas tego nie ma. Miękka polityka względem uchodźców musi zostać zaostrzona. Przyjmiemy Cię, ale mamy swoje warunki. Nie akceptujesz? Trudno, wracaj do domu.

Gdyby odciąć te wszystkie pojebane kraje, które przyjęły islam jako religie narodową, same sobie, to najpierw by się troszkę wytrzebili wzajemnie wokół różnic w doktrynach. Potem może by się troszkę ogarnęli. Na koniec powiedzieliby – ten islam to jednak nie jest fajny, bo nas hamuje, nie daje oddechu i świat na nas dziwnie patrzy. Może jednak Mahomet był kretynem i nie musimy go tak dosłownie słuchać? Powywalajmy cześć głupot z tych książeczek i włączmy jakąś fajną muzę.

Tylko, ze teraz już mleko rozlane i jedyne co nam zostało, to próby przekonania tych co już tu są, żeby się integrowali. To jedyna droga. Izolacja ich wzmacnia. A cala sytuacja z uchodźcami powoduje dodatkowo animozje miedzy Europejczykami…i to już jest smutne. Żeby terroryzm osiągał swoje cele do tego stopnia, że Brytyjczyk atakuje Polaka, bo ten zgodnie z prawem i uczciwie pracuje na wyspach. To sentymenty obudzone całą sytuacją i nie powinny mieć miejsca…ale nie są powiązywane w analizach, nie są poruszane, bo kogoś mogłyby urazić…jebana polityczna poprawność i szmatława miękka fujara polityków europejskich…nie wiadomo czy śmiać się czy płakać…