czwartek, 10 listopada 2016

Marsz Niepodległości – organizacyjna gimbaza

Na stronie na FB Marszu Niepodległości pojawił się wpis, który pokazuje, z kim tak naprawdę mamy do czynienia, jeśli chodzi o organizatorów tego spędu.


Tym samy wytrącając sobie z rąk wszystkie argumenty, którymi posługiwano się w konflikcie z Facebookiem.


Okazuje się, że tym całym zamieszaniem zarządzają jakieś szczyle, które nie potrafią rozpoznać kiedy i jak należy reagować na opozycyjne wartości czy treści. Poszli dokładnie w tym kierunku jaki krytykowali. To trochę tak, jakby ktoś dał im po łapkach, a oni w zemście dają po łapkach komuś innemu, dokładnie z tych samych powodów.

Nie wiem, co ma na celu taka postawa. Bo jedyne co spowodowała u mnie to śmiech. I potwierdziły się moje oceny, że narodowcy i nacjonaliści nie mają w ogóle zmysłu samokrytycznego. Są tak zapyziali w poczuciu, że „racja jest po ich stronie”, że nie widzą jak posługują się nie tylko narzędziami, ale także retoryką, którą z całej siły i wszystkimi zasobami atakują.

To samo dotyczy ich tekstów o cenzurze i kontroli wypowiedzi, które przykrywają fasadą „wolności słowa”. Chcą zabić prawo, które pozwala im samym głosić chore i szkodliwe poglądy. Czy to już samobój? Dla tych, którzy w wyniku blokad na FB zaczęli patrzeć na te organizacje bardziej przychylnym okiem, to strzał w kolano i powrót do punktu wyjścia. Wszystko co ugrali, na byciu „ofiarą cenzury” właśnie stracili.

W ogóle interesujący jest fakt, że coraz wyraźniej widzimy, że zaczynamy funkcjonować w „kulturze ofiar”. „Na ofiary” najlepiej się zyskuje zwolenników, walczy o swoje i o uwagę mediów. To trend, który obserwujemy w świecie zachodnim od jakiegoś czasu. Ale o tym napiszę w osobnym wpisie, żeby nie mieszać…