czwartek, 17 listopada 2016

Ogarnijcie się, bo nie pogadamy

Obserwuję sieć, komentarze, portale społecznościowe, fora dyskusyjne. I rzadko albo w ogóle nie udzielam się w pseudo dyskusjach, bo po prostu jest to bez sensu. Nie potrafimy rozmawiać, o dyskusji czy debacie nie wspominając. Dziewięćdziesiąt procent wypowiedzi jest albo z dupy, albo zupełnie nie odnosi się do tematu albo są atakami personalnymi na autora lub innych komentujących. W ten sposób nigdy nie osiągniecie niczego – ani zrozumienia tematu, ani głębszego wglądu w intencje autora. Po prostu mordujecie narzędzia, które mogą służyć edukacji czy chociażby wymianie poglądów. Gdy wchodzę w artykuł czy post na konkretny temat i widzę tysięczny komentarz o tym, ze Tusk to zdrajca, Polską rządzi żydokomuna, wklejki debilnych tekstów politycznych czy składające się z epitetów etykietowanie i atakowanie wszystkich dookoła, to zbiera mi się na wymioty.


Winię za to głównie nasz system edukacji. Bo nie mamy w Polsce tradycji ani klubów dyskusyjnych, ani podstawowych zajęć z logiki czy retoryki. I wchodzi do sieci masa idiotów, którzy próbują rozmawiać, dzielić się wrażeniami, ale jedyny kontakt z debatą czy wystąpieniem publicznym to wyklepanie wiersza na pamięć, czy wkucie na blachę interpretacji utworu literackiego z bryka. Winię tez samych internautów. Bo ja nie miałem w szkole logiki czy retoryki, a jednak potrafiłem sięgnąć do źródeł i zbadać na czym polegają debaty, czym jest logika wypowiedzi, jakie są błędy logiczne i dlaczego trzeba ich unikać, jak negocjuje się konsensus.

Wiem, to dużo pracy i informacji do przyswojenia. Tylko, że większość nawet do końca nie czyta i nie ogląda tego co komentuje. To jest najgorsze. Lenistwo jest zmorą sieci. Ja czasem napiszę dłuższy tekst, publikuję go i jak widzę średni czas odsłony – 10 sekund, to od razu mam przed oczami idiotów, którzy wchodzą bo kliknęli odruchowo obrazek, zobaczyli, że to za długie i wyszli ze strony. Albo wrzucam film na YT. I na 700 odtworzeń, średni czas oglądania to niecałe 10% zawartości. Co mam myśleć? Zwłaszcza gdy pojawia się komentarz krytyczny albo atakujący. Że mam do czynienia z kretynem, który jest zbyt leniwy, żeby chociażby zapoznać się z moim stanowiskiem. Bo jakoś tak sobie niektórzy poukładali w głowach, że jak znajdę cos żeby się przyjebać, to już nie muszę oglądać czy czytać dalej. Że nie trzeba spojrzeć na kilka rzeczy, które autor zrobił czy napisał, żeby w zgodzie z prawdą nakleić mu etykietkę czy go zaklasyfikować. Oczywiście jeśli tego potrzebujecie. Bo to też świadczy o Was, że jesteście pustakami. Ja staram się zawsze argumentować przeciwko wypowiedzi, przeciwko argumentowi, tezie, pomysłowi. Autor jest tylko nośnikiem, źródłem idei, pomysłu. Nie napierdalasz w telewizor czy komputer jak przeczytasz lub zobaczysz coś co Ci się nie podoba. Jednak w sieci, jak autor napisze coś z czym się nie zgadzasz – od razu szykujesz wiaderko z szambem. Tylko pamiętaj, że istnieje duża szansa, że autor wie gdzie ten chlebek jest pieczony. I możesz trafić na kogoś, kto w kwadrans prześledzi Twoją aktywność on-line, trafi na Twojego FB czy inny profil, wyciągnie co trzeba i w ciągu następnego kwadransa, będziesz zbierał łzy z kołnierzyka. Bo anonimowość w sieci jest złudzeniem.

Uwierzcie mi, że znaleźć informacje o kimkolwiek jest niezwykle łatwo. Można wyszukać zdjęciem, prześledzić łańcuszek znajomych, powiązania kont, ba, można sprawdzić styl pisania. I nie ukryjecie się przed sprawnym researcherem. Trzeba być naprawdę biegłym w meandrowaniu po necie, żeby się ukryć skutecznie. Zawodowe trolle to wiedzą i umieją to robić. Hakerzy to wiedzą i potrafią się ukrywać. Mądrzy ludzie wiedza, ze to iluzja i nie szukają okazji do ataków. Gimbaza myśli, że jak założy konto na fałszywego maila i wciśnie obraźliwy komentarz czy czysto trollujący wpis, to nikt nie dowie się, że to on. Błąd. I to poważny, bo mogący doprowadzić do niezłego bigosu.
Zatem próba – jak macie zamiar wchodzić w dyskusję, polemizować czy wyrażać obiekcje – odnoście się do tego co jest napisane, krytykujcie to co przeczytaliście. Jeśli robicie coś innego, wasza wola, ale nie dziwcie się potem, że ktoś po Was pojedzie, albo niechcący traficie na „celebryckie” grupy profesjonalnych trolli i dostaniecie na FB i wszędzie gdzie się da mnóstwo propozycji seksualnych czy nagle pół Internetu zacznie do Was wysyłać prośby o zaprzestanie robienia czegoś, czego nigdy nie zrobiliście.  

Nie mam bólu dupy o trolli, bo oni robią swoje i umiem ich rozpoznawać. Nie mam bólu dupy jak pod moimi treściami jakiś ćwierćmózg wrzuci ad hominem i jak Korwin, uważa, że mnie pozamiatał. Brawo dla Ciebie, pokazałeś swoją biedę intelektualną.
Dlatego, jeśli macie możliwość – uczcie swoje dzieci i uczulajcie znajomych, na temat tego jak rozmawiać, czym jest debata i dlaczego nie warto pisać do kogoś „ty chuju” jak nie zgadzasz się z nim na jakiś temat.


A jak nie dociera, nie działa, to możemy zrobić edukację szokiem. Zrobimy specjalną stronę, gdzie będziemy edukować takich opornych, odnośnie tego jak anonimowi w sieci są, co można zrobić z tym, co udostępniają publicznie w sieci i jak dużo ryzykują. Bo ukryci za pozorną anonimowością, myślą, że im wszystko wolno. Na kozaka zawsze się znajdzie lepszy kozak i jak ich zdjęcie z cudownie obraźliwym komentarzem wyląduje na wiocha.pl czy innym celebryckim portalu, to może skumają… albo zaczną karierę w tej niedocenianej i niszowej sferze sławy i rozgłosu. Dla każdego według potrzeb 😊

PS. To nie koniec na dziś, będzie jeszcze jeden wpis na tematy religijne. Ale to niespodzianka więc czekajcie...chociaż znowu nie taka niespodzianka...ale będzie ostro i niecenzuralnie. Lojalnie ostrzegam 😁