środa, 9 listopada 2016

Wybory USA 2016

Obserwuję sytuację od piątej rano. O 8:38 Google pokazało sondaże jednoznacznie wskazujące że Trump wygrał wybory. Dziesięć minut później CNN pokazało 288 głosów elektorskich dla Trumpa, przy czterech stanach niezliczonych. Przy 215 glosach dla Clinton, nawet zwycięstwo w tych stanach nie da jej zwycięstwa. Donald Trump, zgodnie z sondażami zostanie prezydentem Stanów Zjednoczonych.

Ale kogo to obchodzi?


Moglibyście zapytać. I pewnie wielu z Was będzie miało rację. Ja jednak wiem, że w wymiarze społecznym, kulturowym to jednak ma znaczenie. Wybory te pokazały zmęczenie ludzi układami politycznymi. Pokazało też, że polityczna poprawność się wypala i wygrać może bezpośredniość i autentyczność, nawet jeśli wbija kilka szpilek w kontrowersyjne i wrażliwe tyłki.

W szerszym obrazie, wybór Trumpa może mieć też konsekwencje polityczne. Także międzynarodowe.

W USA, Trump ma po swojej stronie republikańską większość w Senacie i Izbie Reprezentantów (wybory odbywały się w tym samym czasie). Musi też obsadzić brakujących sędziów Sądu Najwyższego. Wszyscy, którzy wiedzą jaką siłę w USA ma Sąd Najwyższy, muszą przyznać, że punkt startu dla Donalda jest dość sprzyjający. Zwłaszcza, że Obama mogąc zapełnić wolne krzesło w Sądzie Najwyższym, zdecydował się tego nie robić.

Wpływ na politykę zagraniczną ciężko jeszcze ocenić, ale na pewno będzie się działo, bo Trump ma dość specyficzne spojrzenie na gospodarkę i relacje z innymi krajami. Mówi się o renegocjacjach NAFTy, o zwiększeniu ceł na handel z Meksykiem czy Chinami. Pewne jest jedno – że Trump będzie chciał podnieść amerykańską gospodarkę na piedestał, nawet kosztem relacji politycznych.

Jednak to przypuszczenia wynikające z kampanii, a wszyscy wiemy, że kampanie są teatrem wobec działań i rzeczywistości powyborczej.

Ten wynik, może mieć też wpływ na nastroje społeczne w krajach rozwiniętych. Może dać wiatr w skrzydła wszelkim ruchom antyestablishmentowym i to nie zawsze jest dobre. Bo populiści i radykałowie jadą na tym wózku.

Gdyby wygrała Hilary Clinton, zachowane zostałoby status quo, które obserwujemy od lat. Obama miał przynieść zmianę, zostało po staremu. Dlatego osobiście uważam, że podstawowym błędem demokratów w USA, było postawienie jej przeciwko Trumpowi. Większe szanse miałby z nim Bernie Sanders, ale to mleko się już rozlało.

Z nowym prezydentem będzie na pewno sporo zabawy. Bo Trump nie owija w bawełnę i nie jest politycznie poprawny. I na pewno nie da się zapędzić w kozi róg przez republikanów. Chyba, że sprawdzą się przewidywania części teoretyków spiskowych i większością w Senacie i Izbie Reprezentantów dokonany zostanie impeachment i na stanowisku wyląduje unurzany w samym jądrze partii wiceprezydent. Oczywiście jeśli Trump nie ugnie karku przed partią która go niosła w kampanii.

Możemy się spodziewać na pewno sporej liczby komentarzy. Na bank będzie dużo okazji do tego, żeby o Trumpie, jako prezydencie mówić. Bo może jako biznesmen osiągnął sporo, ale nie należy do elity intelektualnej. Jest sprawnym inwestorem i ma dobrych doradców. Jako polityk, głowa państwa, dostarczy nam wielu powodów do śmiechu i komentarzy. Także tych niewybrednych.

Czas pokaże, nie chcę niczego wyrokować. Natomiast liczyłem trochę na jego zwycięstwo, bo o ile Obama miał być nową jakością, to Trump będzie nią raczej na pewno. Poczekamy zobaczymy. Ja się cieszę że wygrał, bo mogę patrzeć na to z boku i o ile nie rozwali NATO, to możemy spać spokojnie i śmiać się z jego dokonań.

Przy okazji tych wyborów w kilku stanach przeprowadzono referenda. Między innymi w sprawie płac minimalnych, przepisów o dostęp do broni i legalizacji marihuany rekreacyjnej. Kolorado przyjęło przepis o eutanazji. W Kalifornii, Newadzie, Maine i Massachusets marihuana została zalegalizowana. Więc teraz będzie można zapalić skręta w kasynie w Las Vegas. Arizona legalizację odrzuciła, ale jest otoczona ze wszystkich storn przez stany które pozwalają na palenie zioła, więc to kwestia czasu zanim ten fakt wpłynie na ponowne rozpatrzenie tej propozycji. Zatem nawet popierający Clinton palacze skrętów mają swoje małe zwycięstwo.

I powiecie teraz znowu – co to nas obchodzi? Co mają do nas Stany Zjednoczone i to co się tam dzieje. Ja odpowiem – już dawno nie żyjemy w izolacji, zawsze zmiany w dużym państwie, zwłaszcza gdy jest naszym sojusznikiem i partnerem w wielu sprawach – maja wpływ. Wiemy, że PiS stara się zamykać nasz kraj, izolować od „złych wpływów”. Ale to się nie uda i musimy brać pod uwagę sytuację na świecie, jeśli chcemy mówić czy prognozować o przyszłości naszego kraju. Poza tym, korzystamy z wielu wytworów kultury amerykańskiej. A wybory w USA zawsze mają wpływ na tę kulturę. Zignorowanie tego oznacza że nie będziemy rozumieć tego co amerykańscy artyści, muzycy czy aktorzy chcą dzięki swojej sztuce przekazać. A bez tego – nie odbieramy kultury w pełni. Motywacje są jednak ważne.