środa, 6 listopada 2013

Czy ty masz kompleksy Tato?

Dzisiejsze odkrycie przelało szalę goryczy i muszę się na ten temat wypowiedzieć. Sam nie jestem rodzicem i w najbliższym czasie nie planuję rozszerzać swojego intelektualnego imperium o kolejnego wariata.
Nie wiem zatem jak to jest być rodzicem i czy sam nie robiłbym podobnych idiotyzmów, ale skoro myślę to, co myślę na ten temat...chyba nie.
Jeśli jesteś rodzicem i nie przeszkadzają Ci te akcje, albo sam robisz takie rzeczy, to pewnie masz tak samo zryty łeb jak rodzice z przypadków poniżej. To Twoja sprawa jak spierdolisz swoje dziecko i jak szybko zamienisz je w posłusznego pieseczka co się nawet sam nie wysra, albo bardzo szybko powie Ci ono, żebyś spierdalał.

Wszyscy zetknęliśmy się z tak zwanymi konkursami piękności dla dziewczynek. Wymodelowane kosmetykami, lakierami do włosów i chuj wie czym jeszcze małe dziewczynki są wypychane przed publiczność w walce o to, która jest piękniejsza. To jest chore! Te dzieci nie mają pojęcia o tym, w czym biorą udział. Matki tych dziewczynek, a pewnie i ojcowie to jakieś zryte imbecyle. Co takie dziecko wie o byciu piękną, o byciu seksowną. Nic. Przecież w takich konkursach chodzi o zauroczenie publiczności i jury. O pokazanie talentu. O pokazanie, że jest się blisko kanonu piękna. Niech ktoś mi powie jaki jest kanon małej dziewczynki? Duży łeb, krótkie kończyny, pulchne paluchy i wystający pępek. Kurwa, przecież to niedokończeni ludzie.

To jest jeden z najgorszych sposobów na zrujnowanie nie tylko dzieciństwa, ale i też dorastania, dojrzewania i dorosłości. Taka lalunia, wypindrzona przez swoich starych od momentu gdy stanie o własnych siłach na nogi, nic nie wie o zabawie, gdzie płeć nie ma znaczenia. Nic nie wie o dorastaniu do świadomości swojego piękna, seksapilu. To jest morderstwo dla osobowości.


Dlaczego tak się dzieje? Bo matki są starymi grubymi krowami? Bo mamusia była kiedyś miss Wypizdowa Dolnego, ale zaszła w ciążę z jakimś frajerem , urodziła pasożyta i niech chociaż on będzie miss gminy? Co na to ojcowie? Albo to zdominowane przez matrony pizdusie, albo ukryci pedofile, którzy pomagają w malowaniu, pudrowaniu i ubieraniu, a później walą sobie konia oglądając próby do występów. Sorry, ale żaden świadomy i odpowiedzialny rodzic nie zrobiłby czegoś takiego swojej córce. Zdjęcia i filmy z takich pokazów to pierwsze rzeczy, po które sięgają wszelkiej maści dewianci i pedofile. To tak, jakby za darmo dać im materiały, za które normalnie nie dość, że muszą płacić, ale jeszcze są nielegalne. Tymczasem małe dziewczynki, ubrane jak dorosłe kobiety, wychodzą na scenę i emanują seksem. Na ten dziwny i nieporadny sposób, który zapewne powoduje, że Ci zboczeńcy aż jęczą ze szczęścia.

Jednak to, co zobaczyłem i przeczytałem dziś, przeszło moje wszelkie wyobrażenia. Otóż, w tych samych Stanach Amuryki, organizuje się turnieje MMA dla 7 latków. Tak dobrze przeczytaliście. Siedmio letni chłopcy trenują, pakują na siłowni, a później wchodzą do klatki i się napierdalają.

Tłumy się cieszą, rodzice dopingują, kaska leci a dzieciaki biją się po mordach. Ok, może to nie jest aż tak destrukcyjne, może to lepsze niż solówka na górce. Bo są sędziowie, którzy pilnują przestrzegania zasad i żeby się dzieciakom krzywda nie stała. Pozornie. Bo nikt nie wspomina o tym, ze krzywda już się dzieje. Bójkę na podwórku ogląda 10 osób, walkę na ringu tysiąc. Dziecko wracające do domu z poobcieranymi łokciami i rozbitą wargą, być może dostanie opieprz, może klapsa, ale nie przeżywa rozczarowania i porażki. Traumy jakie implikują tym dzieciakom rodzice są zupełnie niepotrzebne i są zwykłym debilizmem.

Jak można zmuszać dziecko, żeby trenowało, pakowało na siłowni i później wypycha się je na ring przed publiczność niczym wytresowanego pieska.

Czy ci ojcowie nie zdają sobie sprawy jak wielka traumą dla nich są porażki? Nie potrafią tego przełożyć na swoje dzieci wyobraźni, ocenić czy to jest OK, tylko muszą wpierdalać je w te same bagno. Czy naprawdę chcą wytresować swoje dziecko, żeby każdą sprzeczkę w szkole czy na podwórku traktowało jak zawody, w których za wszelką cenę muszą wygrać? Żeby każda bójka kończyła się połamanymi żebrami i obitymi twarzami. Komu to jest potrzebne? Bo na pewno nie tym dzieciakom.

Dochodzę już do sedna. Wkurwiają mnie rodzice, którzy za wszelką cenę chcą, żeby ich dzieci poszły ich śladami, naprawiły ich błędy i sprawiły, żeby oni czuli się dumni. Hej, mamo i tato, odpierdol się od swojego dziecka! Ono nie jest Tobą i oby nigdy nie było! Musi popełniać błędy, uczyć się i rosnąć. Ale po swojemu, bo jest osobnym człowiekiem. To, że utrzymujesz dziecko, nie daje Ci prawa do traktowania go jak narzędzia do naprawiania własnego zjebanego życia. Dziecko nie jest lekiem na Twoje kompleksy i na pewno nie jest kontynuacją Ciebie.

Uwielbiam w tej kwestii Georga Carlina, który powiedział (parafrazuję): Jeśli chcesz, żeby Twoje dziecko było szczęśliwe, to zostaw je, kurwa, w spokoju.
Ten dzisiejszy trend do wysyłania dzieci na milion kursów, zajęć dodatkowych i innych form aktywności jest marnowaniem pieniędzy i zabijaniem dzieciństwa. Żaden talent nie urodził się pod przymusem. Żaden kurs, na który wysyłasz dziecko nie jest dla niego pasją albo zabawą - to koleje lekcje, jak w szkole - idzie bo mu rodzice każą. Poza tym - kto powiedział, że to Ty musisz znaleźć w swoim dziecku talent? Może powinno samo je odkryć, poeksperymentować i dopiero przyjść do Was i powiedzieć - "Mamo, chcę grać na flecie", albo, "Mamo, chcę zostać baleriną". Jak ma siedem lat, to pewnie co tydzień będzie zmieniało zdanie, ale to nie upoważnia Cię do zamykania mu drogi do poszukiwań. Nie implikuje to też z Twojej strony wydatków, jeśli dobrze się zastanowisz, poszukasz - poświęcisz swojemu dziecku czas! Przecież w internecie można dziś znaleźć wszystko - od video-kursu malowania dupą, po przewodniki jak zostać autostopowiczem na Antarktydzie.
Spójrz na siebie! Czy cokolwiek co umiesz robić i kochałeś w dzieciństwie było spowodowane chodzeniem na jakieś kursy, treningi? Wątpię. Obudziła się w Tobie ciekawość, poszukałeś tego, dowiedziałeś się o co chodzi i zacząłeś to robić. Jak to było to coś, to dziś jesteś w tym bardzo dobry i nie były potrzebne żadne szkolenia. Dlaczego uważasz, że Twoje dziecko nie ma do tego prawa. Pozbawiasz je tego wypełniając jego kalendarz po samą szyję. Dlaczego? Bo sam nie masz czasu na dziecko, nigdy go nie miałeś. Nie powinieneś być rodzicem!

Poświęć swojemu dziecku trochę czasu i daj jemu czas. Może sam się czegoś nauczysz, zamiast wyręczać się chujowymi kursami za setki złotych.

Oczywiście chuj wiem o wychowaniu i o dzieciach, więc proszę się nie bulwersować, to są moje opinie i nie musicie się z nimi zgadzać ani przejmować. Tradycyjnie chciałbym tylko, żeby coś Was ukłuło w bok i żebyście temu swojemu dzieciakowi dali spokój. Zwłaszcza spokój od Waszych oczekiwań.