niedziela, 1 grudnia 2013

Moja muzyka: Klasycznie, Rockowo, Zanim żem się urodził



W tej części chcę się skupić na muzyce sprzed 1980 roku. Muzykę z tego okresu odkryłem dopiero po pewnym czasie muzycznej edukacji i dość późno zacząłem doceniać. 

Zatem jedziemy!

The Doors - The Doors [1967; DCC Compact Classics]

Dla mnie numer jeden przełomu lat 60-tych i 70-tych. Nie tylko debiut, ale cała ich twórczość.
Mroczne, psychodeliczne teksty Morrisona i świetna muzyka pozostałej trójki.
Po odkryciu ich muzyki, a następnie wszystkiego co jest z nimi związane zakochałem się w tej kapeli i cenię ją bardzo do dziś.
Słucham jej pasjami w każdej sytuacji i nie schodzi z mojej playlisty ulubionych.
Dziewięćdziesiąt procent tekstów mam wryte głęboko w pamięć, co chyba świadczy o tym, że byłem dość zafiksowany przez dłuższy czas na penetrowaniu znaczeń i głębi tej muzyki.
Gdybym miał stworzyć swój Top 5, to The Doors znaleźliby sie w tej grupie.






Led Zeppelin - Led Zeppelin I-IV [1969-1971; Atlantic]

Do Zeppelinów przekonałem się dość późno. Nawet po The Doors. Dziś słucham ich pasjami i przeważnie od razu całej sagi LZ I-IV.
Czad, atmosfera i milion emocji.
Lektura obowiązkowa dla wszystkich fanów każdej odmiany rocka i metalu.
Wstyd nie znać i ja też się wstydzę, że tak późno ich doceniłem..liczy się jednak, że to zrobiłem.













Iron Butterfly - In-A-Gadda-Da-Vida [1968; Atco]

Apoteoza psychodelii i transowej atmosfery. Nie znalazłem do dziś kapeli, która potrafi w tak elektryzujący sposób zawładnąć wyobraźnią.
Tytułowy utwór ma 17 minut i powiem szczerze, że nie włączam go bez przygotowania się do tego. 
Nie wiem na czym to polega, ale prawie za każdym razem odlatuję jak go słucham.
Jak szukacie wyjątkowych wrażeń to ta płyta jest idealna.












The Mahavishnu Orchestra - The Inner Mounting Flame [1971; Columbia Records]

To niech będzie dla Was niespodzianka. Jak ktoś nie słuchał to natychmiast znaleźć i posłuchać. Tylko nie zniechęcać się i przebrnąć, bo warto.

Ja słucham tej płyty z nieustającym zachwytem i chociaż kolejne płyty już mnie tak nie biorą, to ta jest bardzo dobra.

Jestem ciekawy co sądzicie o tym albumie, więc podzielcie się wrażeniami.











Jimi Hendrix Experience - Are You Experienced [1967; Reprise]

Nieśmiertelny wirtuoz psychodelicznej gitary...do dziś na jego riffy reaguje dreszczami.
Przedstawiać nie trzeba, polecać chyba też nie.

Zwracam Wam szczególną uwagę na nagrania występów na żywo. Mimo, że nie są najlepszej jakości, to tam tak naprawdę słychać jego geniusz.














Teraz sięgniemy nieco głębiej w przeszłość i pewnie Was trochę zaskoczę :)






Ferenc Liszt [1811-1886]

Jeden z kompozytorów, którego utworów w dowolnych wykonaniach mogę słuchać całymi godzinami. Śmiało mogę powiedzieć, że Liszt był jednym z pierwszych prawdziwych eksperymentatorów muzyki fortepianowej.
Uwielbiam jego Walc Mefista, zwłaszcza numer 1. Natomiast Totentanz zawsze przyprawia mnie o szybsze bicie serca!
Z resztą polecam całą jego twórczość, bo w mojej opinii jest fascynująca.

Jak nie znacie jego biografii to też warto poczytać, bo Liszt, mimo węgierskiego pochodzenia, był aktywnym propagatorem kultury polskiej i przyjaźnił się z Chopinem, Mickiewiczem i Słowackim.







Richard Wagner [1813-1883]

Całkowicie pomijam jego poglądy polityczne, społeczne czy preferencje osobiste. Dla mnie liczy się siła jego muzyki. A ta jest niezaprzeczalna.
Jak mawiają teoretycy historii muzyki, bez wagnerowskiego podejścia do orkiestracji nie mogłyby zaistnieć takie gatunki jak heavy-metal czy rock.
Można z tym dyskutować, ale nikt nie dyskutuje z tym,  że jego muzyka miała i ma niebagatelny wpływ na całą muzykę od XIX wieku do dziś.

Jednak, żeby go w ten sposób słuchać trzeba zapomnieć o polityce i zagłębić się w jego kompozycje własnymi emocjami.









Fryderyk Chopin [1810-1849]

Oczywiscie, że lubię Szopena.
Najbardziej jego Nokturny, chociaż łapie się na tym, że emocjonalnie działają na mnie prawie wszystkie jego kompozycje.

Lektura obowiązkowa jeśli ktoś szuka emocji w muzyce.















Czyli jeśli chodzi o klasykę, to raczej jestem fanem epoki romantyzmu i mógłbym do powyższej listy swobodnie dorzucić Griega, Berlioza, Dvořáka, Czajkowskiego czy Brahmsa.
Jednak tylko tych trzech kompozytorów cenię i znam większość kompozycji.

Tym chcę zamknąć tę listę.
W kolejnej odsłonie pokażę Wam kolejny fragment moich inspiracji.

Do następnego razu :)