czwartek, 2 stycznia 2014

Najebany woźnica

Wszystkie media, politycy i cały internet grzmi na temat pijanych kierowców.
Zatem i ja coś na ten temat powiem.
Po swojemu.

Przyczyny

Dlaczego mamy z tym aż taki problem w Polsce?

Po pierwsze: piją wszyscy. No prawie. Ale picie było i jest naszą narodową specjalnością i jesteśmy dumni jak słyszymy, że pijemy dużo i dużo wypić możemy. To buduje w naszej świadomości obraz Polaka, który wypija pół litra wódki i jest trzeźwy. No i spróbuj wytłumaczyć takiemu, że nie jest tak świadomy i ogarnięty jak mu się wydaje, że jest. Jak powiedział Mark Twain: "Łatwiej jest kogoś oszukać, niż udowodnić mu, że został oszukany."
Po drugie: pozwalamy na to. Mamy w głowach taką dziwną mentalność, że prawo nie zostaje złamane, dopóki ktoś nas nie złapie, na jego łamaniu. I pozwalamy pijanym siadać za kierownicę, wandalom niszczyć przestrzeń publiczną, bandytom bić niewinnych ludzi i ich okradać. Bo przecież my nie jesteśmy od tego żeby pilnować przestrzegania prawa! Prawo ma nas chronić, nie my mamy dbać o jego przestrzeganie. Od tego jest policja i straż miejska. Pomyślcie tylko. Gdyby wszyscy obywatele w ramach swoich możliwości reagowali na przypadki łamania prawa, zgłaszali takie przypadki i stanowczo się im sprzeciwiali, to wyglądałoby to inaczej. Ale...(zawsze jest jakieś "ale")...tutaj przechodzimy do punktu trzeciego...
Po trzecie: my nie donosimy! Jakoś nam tak się zakodowało w baniach, że jak ktoś łamie prawo i zadzwonimy na policję, to jesteśmy kapusiami i konfidentami. Jak zgłoszę na policję, że widziałem kogoś, kto po pijaku wsiada do samochodu i chce nim odjechać, to narażam się na ostracyzm otoczenia, mocną krytykę najbliższego towarzystwa i konieczność tłumaczenia się z tego. To jest paranoja i absurd! A paranoję to powinien mieć taki wsiadający za kierownicę pijak! Nie powinien mieć pewności, że nikt na 100% nie zadzwoni na policję, bo go widzi.

I to są trzy rzeczy, które nie pozwalają nam poradzić sobie z tym problemem na poziomie organicznym. Na tym powinna się skupić władza, jeśli chce żeby w kraju prawo było przestrzegane. Bo możemy uchwalić milion przepisów i paragrafów, ale jak nie przekonamy ludzi, że są dla nich dobre, potrzebne to zapomnijcie. Człowiek jak widzi, że ktoś łamie to prawo to musi mieć w głowie, że to naruszenie godzi w niego osobiście, naraża jego najbliższych. Bez tego żadne propozycje czy kary nie są wyleczeniem, tylko zaleczeniem...łagodzeniem symptomów, nie wycięciem guza.


Propozycje

Słyszałem dziś przynajmniej trzy propozycje, jedna bardziej durna od drugiej. Po kolei się z nimi rozprawię.

20 lat więzienia - Debilizm rodem z mózgu betonowego politycznego pajaca. Zaostrzenie kar nigdy nie rozwiązało żadnego problemu. Ba, pokuszę się o stwierdzenie, że kary więzienia, jeżeli są długie, to tylko rodzą kolejne problemy. Bo jeśli posiedzisz 20 lat w pierdlu i wyjdziesz, to do czego się będziesz nadawał w społeczeństwie, do czego miałbyś się rehabilitować. Przy dzisiejszej prędkości rozwoju, spontaniczności i tempie zmian, człowiek wyrwany na pięć lat już ma problemy z dostosowaniem się. Co w przypadku osób mających rodziny? Przecież taka kara powoduje nie tylko koszty dla Państwa, ale także dodatkowe problemy w tkance społecznej. Nie twierdzę, że kary więzienia powinny być całkowicie zniesione. Ale proszę Was! Przy dzisiejszym stanie technologii jesteśmy w stanie namierzyć telefon komórkowy z dokładnością do 100 metrów, wiemy co kto i kiedy ogląda w sieci i możemy z prawie 100% trafnością prześledzić prawie każdy jego ruch w przestrzeni społecznej. Czy nie przychodzi Wam na myśl przynajmniej kilka sposobów na odbywanie kar za sporą część przestępstw? Bo mi całe dziesiątki!

Konfiskata samochodu - Czyli skok na kasę. Tylko kto miałby decydować czy zabieramy czy nie? Co z tym samochodem robimy? Kto dostaje kasę z ewentualnego spieniężenia takiego auta? Co w przypadku gdy samochód nie jest własnością prowadzącego? A jeśli jest to auto służbowe? Lub jeśli jest współwłasnością małżeńską. Co dostanie żona, która nawet nie wiedziała, że mąż pojechał na piwko i wracał po drinku? Jeśli jakiekolwiek rozwiązanie powoduje więcej problemów niż rozwiązuje, to jest po prostu głupim rozwiązaniem...

Alkomat w samochodzie - OK, pomysł nie nowy. Z tym, że ja już widzę całkiem nową branżę dla fachowców od elektroniki. Tysiące punktów "naprawy" alkomatów, serwisy odpalające samochody z ominięciem alkomatu w przypadku awarii. Nie mówiąc już o tym, że istnieje cała gałąź w internecie, która się nazywa life-hacking i tam w kilka tygodni znajdziemy dziesiątki sposobów, jak bez ingerowania w urządzenie złamać zabezpieczenie. Pomysł zatem dobry i powinien zostać wdrożony, ale raczej indywidualnie lub w samochodach służbowych, narzucony przez pracodawcę. Jeśli narzuci się go ogólnie obowiązującym prawem, to najpierw będziemy mieli przekręty i problemy z dostawcami usług i urządzeń (przetargi, oferty itd.) później z atestowaniem, zabezpieczeniami i kontrolą urządzeń. A jak odpalę samochód bez dmuchnięcia to co? Automatycznie na policję system wyśle informację o tym czyj to samochód i gdzie jest? Jeśli tak, to już mamy problem z prywatnością i sposobem na logistyczne obsłużenie takiego procesu. Jeśli nie, to bez sensu...


Moja wizja kary

Nie jest idealna, ale moim zdaniem jest logiczna.
Jeśli zostaniesz chociaż raz złapany na prowadzeniu pojazdu dopuszczonego do ruchu drogowego po wpływem alkoholu - dożywotnio tracisz prawo do prowadzenia pojazdów. Wszystkich. Koniec kropka.
Podczas zdobywania uprawnień powinieneś zostać o tym wyraźnie i dobitnie poinformowany. Nie ma taryfy ulgowej. Przekroczyłeś dopuszczalny limit alko - zapomnij o prawku.
Niezależnie od okoliczności, statusu społecznego czy materialnego. Gwarantuję, że ilość osób siadających za kółko po kilku głębszych od razu spadnie.

Jeśli spowodujesz wypadek, ktoś zostanie ranny, zginie, jesteś sądzony jak za spowodowanie obrażeń przy pomocy niebezpiecznego narzędzia albo morderstwo. Walnąłeś w słup - uszkodzenie mienia. Rozumiecie o co mi chodzi.

Idziesz siedzieć jak za zwykłe przestępstwo. I już.

Upraszczamy system. Powodujemy, że jest minimalnie podatny na interpretację, naginanie.

Może to nie jest rozwiązanie idealne.
Bo żadne nie jest, jeśli nie jest oparte na rozwiązaniu przyczyn powstania tego problemu.
Ale jakoś żaden polityk sie nie nachylił nad przyczynami.

Bo polityka jest jak farmaceutyka.
Nie chodzi o wyleczenie. Bo jak wszystkich wyleczymy to kto kupi leki?


Czekam na propozycje i pytania od Was. 

Co zrobić, żebym napisał coś na temat, który Was interesuje znajdziecie TUTAJ.