poniedziałek, 10 lutego 2014

Mały strach ma wielkie oczy




Dziś chcę wrócić do tematu strachu. Bardzo mnie ten temat porusza i chcę się z Wami podzielić moimi przemyśleniami.
Nie chce pisać o wielkim strachu – strachu przed niepewna przyszłością, lękiem przed śmiercią. To innym razem. Teraz chcę się podzielić swoją refleksją na tematy małych codziennych strachów. To one powodują, że przez cały czas żyjemy w napięciu i jesteśmy nerwowi.

To ukłucie lęku

Budzicie się rano równo z budzikiem. Jakie są Wasze pierwsze myśli? „Jak super! Kolejny dzień pełny niespodzianek, wyzwań i radości” czy tez może „Kurwa, muszę się spinać, bo się spóźnię”. To drugie zdanie chyba jest częstsze. I oznacza to, że od samego przebudzenia się boicie! I nastrajacie się tym lękiem na cały dzień. Wychodzicie z domu i się boicie, że Wam ucieknie autobus. Wchodzicie do autobusu i od razu zaczynacie się bać ze nie zdołacie wysiąść jak będzie tłok. Albo jak się zaczytacie to przegapicie przystanek. Nie lepiej jest jak jedziecie własnym samochodem. Będzie korek!? Samochód się zepsuje!?
Nie dziwcie się, więc że przychodzicie do pracy i czujecie się z tego powodu źle. I to nie ważne czy to jest akurat poniedziałek, czy piątek. Po prostu pobudziliście się strachem do działania i macie zejście.

A co jak mi nie wyjdzie?

Zaczynacie pracować. Macie zadania do wykonania. Jeśli wykonujecie pracę umysłową to zapewne macie jakieś powtarzalne czynności, które robicie codziennie plus kilka zadań ad hoc. Robicie to wszystko z poczuciem, że coś spieprzycie. Ok, to czasem pomaga się skoncentrować i uniknąć błędów. Ale dokładacie do tego jeszcze coś – lęk przed wpadką. Takie irracjonalne odczucie, że ni ważne jak dobrze i szybko zrobicie swoją robotę, to i tak ktoś znajdzie jakiś błąd i Was za to (w najlepszym wypadku) opierdzieli. I tak cały dzień. Wychodzisz na lunch i boisz się, że nie zdążysz w regulaminowym czasie. Wychodzisz na papierosa i boisz się, że w międzyczasie przyjdzie szef a Ciebie nie będzie przy biurku. Ba! Wychodzisz pracy i wbijasz sobie lek, że o czymś zapomniałeś/zapomniałaś.

A co w domu?

Zapierdzielasz do domu na złamanie karku. Nie ważne czy masz do ugotowania obiad czy po prostu jedziesz odpocząć. Boisz się, że nie zdążysz, nie będzie czasu na odpoczynek. Nie zdążysz obejrzeć serialu/filmu. I tak do samego wieczora, gdy kładziesz się spać z przerażeniem, że nie wstaniesz rano, budzik Cię nie obudzi. I na pewno coś w pracy będzie nie tak i to coś poważnego, bo jak byłaby to głupota, to by zadzwonili.

Zastanów się…

Dlaczego tak jest? Dlaczego nie potrafimy się pozytywnie nakręcić na cały dzień, tylko musimy wbijać sobie te lęki, żeby funkcjonować przez cały dzień? Mam odpowiedź…
Bo tak jest łatwiej. I tak nas nauczono funkcjonować. Wszystko, od wychowania i edukacji zaczynając, na modelu konsumpcyjnym kończąc, opiera się na strachu.
Oceny muszą być dobre, bo nie zdasz i będzie łomot. Nie możesz przychodzić późno ze szkoły, bo rodzice będą źli. Nie wolno Ci się źle zachowywać, bo przynosisz wstyd i pokazujesz, że jesteś nie dobry i nie warty uwagi. Wszystko wzmacniane karą.

Najdroższe czasy antenowe dla reklam to okolice wieczornych wiadomości. Dlaczego? Bo wiadomości mają nas przestraszyć, pokazać ze jest źle i jak dalej tak będzie to będzie jeszcze gorzej. Zauważcie ze siadając do serwisu wiadomości wieczornych od razu się zastanawiacie, co się zrypało. I na koniec ciągu tragizmu jedna pozytywna informacja, lekkie rozluźnienie. Ale jesteście już zmiękczeni adrenaliną i teraz reklama, która Was atakuje ma podwójne albo nawet mocniejsze działanie. I nie gadajcie, że reklamy na Was nie działają. Bo działają na wszystkich. Nie zawsze powodują, ze coś kupisz, masz wybór. Ale jak po reklamie rozpoznajesz w sklepie markę i wiesz, do czego służy dany produkt, to znaczy, że reklama spełniła swoja rolę. Dziś reklama nie ma sprzedawać, tylko dawać złudzenie wyboru i budować świadomość marki. 

Najlepiej coś zaproponować człowiekowi, który nie myśli racjonalnie i o tym nie wie.

Pokazują to bardzo dobrze niektóre filmy. Gdy ktoś jest przestraszony to godzi się na wszystko i zaakceptuje większość propozycji byle tylko zmienić swoją sytuację. Nie dziwcie się, zatem, że po informacji, że znowu wybuchł pożar i zginęło 200 osób widzicie reklamę napoju gazowanego doskonale gaszącego pragnienie. To nie jest konspiracja, spisek. To najprostszy z mechanizmów i uwierzcie mi, że nadawcy wiadomości codziennie rozmawiają z kupcami czasu reklamowego o tym jak ułożyć wiadomości, żeby jak najlepiej sprzedać produkt. To jest gra o Wasz strach i Waszą kasę. Zapytajcie kogokolwiek czy ważna jest kolejność newsów przy układaniu kolejności bloku reklamowego. Ja nie będę prorokował, bo może się mylę. Ale widzę tutaj pewien schemat.
Ok, zabrzmiało to jak teoria spiskowa i może trochę mijam się z faktami, wyolbrzymiam – nie twierdze, że wiem i znam wszystko...

Widzę jednak wyraźną tendencję w mediach do grania na strachu i strachem. I my to kupujemy, wpędzamy samych siebie w te stany i gorączkowo przeskakujemy z jednego leku w drugi, w ten sposób przechodząc dzień po dniu…

Recepta?

Ja mam swoją i każdy powinien spróbować sam. Najważniejsze to wstać rano i się nie spieszyć. Dlatego ja jakiś czas temu zacząłem wstawać godzinę wcześniej. Nie spieszę się, nie denerwuję. Dwadzieścia minut przed wyjściem z domu jestem już gotowy i robię sobie prasówkę, oglądam jakiś filmik na YT i jak dochodzi 10 minut do odjazdu autobusu, to spokojnie na niego wychodzę, wsiadam, kilka minut czekam w środku i jadę bez napinki do pracy.

Uwierzcie mi, poświęcam jakąś godzinę snu i dzięki temu mam spokojniejszy i bardziej pozytywny dzień. Nie nakręcam się lękiem, tylko spokojnie wchodzę na swoją codzienną drogę. Nie mam potem w pracy zjazdu po stresie podróży, wprost przeciwnie, rozkoszuje się podróżą i jest ona dla mnie relaksem. No chyba, że mnie ktoś wkurzy, ale to inna historia.

Staram się ograniczać lęki w życiu. Zaczynam od tych małych, niepotrzebnych. Bo co się tak naprawdę stanie, gdy wyjdziesz 10 minut później z domu niż zwykle? Co się stanie jak się spóźnisz kwadrans do pracy? Serio? Pewnie nie wiele. Co się stanie jak zamiast gnać jak wariat spokojnie dojedziesz do domu? Bez nerwów i strachu zrobisz, co musisz? Na pewno nic, a większość domowników będzie Ci wdzięczna.

Bo wszyscy dookoła myślą, że Ty przynosisz ze sobą stres z pracy…nic bardziej mylnego. Ty go wynosisz rano swoim narzuconym lekiem i przynosisz go z powrotem. Bo strach jest jak heroina. Przyzwyczajasz się i staje się niezbędny, a zejścia są okrutnie bolesne i trudne…jednak można go zostawić, odrzucić. Bo według mnie lepiej żyć z ciekawością przyszłości niż w strachu przed nią. Ale o tym napisze innym razem…