czwartek, 10 kwietnia 2014

Dekalog po mojemu

Siadamy i czasem jemy coś, do czego nie jesteśmy przygotowani lub przystosowani. Jeśli nie jadasz, na co dzień kuchni tajskiej, sushi lub maślanki z ogórkiem kiszonym, to pewnie po kwadransie od spożycia odwiedzisz kibelek. Dopóki się nie przyzwyczaisz i przestanie to na Tobie robić wrażenia. Z takiego letargu może wybudzić Cię na przykład informacja, ze związki zawarte w ogórkach i maślance są ze sobą powiązane. Laktoza (w maślance) w wyniku fermentacji tworzy kwas mlekowy (ogórki), który naturalnie występuje też w organizmie (to właśnie „zakwasy”, czyli efekt spalania cukrów w mięśniach podczas wysiłku fizycznego). Czyli dolewamy przysłowiowej oliwy do garnuszka, który stoi w naszym żołądku. Stąd występujące rewelacje łazienkowe. I mimo tego, ze możemy przyzwyczaić do tego organizm, nie jest to dla nas zbyt dobre. Zwłaszcza, jeśli siłą woli opóźniamy efekt w postaci nieodpartej chęci posadzenia tyłka na porcelanowym tronie.

Czemu ma służyć ten opis?

Mianowicie w naszym życiu spotykamy często pewne koncepcje, które na pierwszy rzut oka są głupie albo nam się nie podobają, w miarę jednak jak są ciągle obecne i jesteśmy nimi bombardowani, oswajamy się. Zaczynamy je akceptować na takim dziwnym poziomie podobnym do stwierdzenia „A nich Ci będzie!”. I to mimo tego, że czasem, gdy się nad tymi koncepcjami zastanowimy, to nie możemy ich w stu procentach zaakceptować, ulegamy im.

O czym zatem będę pisał? O zestawie takich koncepcji. O czymś, co zostało nam wmówione, jako podstawa systemu moralnego, a nim nie jest. O czymś, co ma niewiele wspólnego z rzeczywistością, a mimo to wymaga się od nas dziwnego szacunku i nieznającej sprzeciwu akceptacji tych bzdur. Chodzi o biblijny dekalog, dziesięć przykazań. I teraz się z nimi, podobnie jak maślanką i ogórkami rozprawię. Sztuka po sztuce. Na miejsca, gotowi…poszli.

Posługuję się wersją z Biblii według Jakub Wujka, Księga Wyjścia (Genesis 20, 2-17)

1. Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną.
Czyli Boguś nie chce, żebyś wierzył w nic poza nim. Z resztą za złamanie tego przykazania (historyjka z cielcem) Bóg chciał zabić wszystkich Izraelitów, ale Mojżesz go przekabacił i zamiast tego sam rozkazał zabić wszystkich poza potomkami Lewiego. Zatem Bóg nie jest tylko zazdrosny, ale także bardzo ludzki…jakie to typowe…

2. Nie uczynisz sobie obrazu rytego ani żadnej podobizny tego, co jest na niebie w górze i co na ziemi nisko, ani z tych rzeczy, które są w wodach pod ziemią. Nie będziesz się im kłaniał ani służył. Ja jestem Pan, Bóg twój, mocny, zawistny, karzący nieprawość ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia tych, którzy mnie nienawidzą; a czyniący miłosierdzie tysiącom tych, którzy mię miłują i strzegą przykazań moich.
Czyli jak modlisz się do obrazka Dżizasa lub malujesz cokolwiek, co istnieje, to popełniasz grzech. Wejdź do któregokolwiek z kościołów i powiedz czy to przykazanie ma sens? I czy jest respektowane? Bo jeśli jesteś osoba, która mówi, ze najważniejszym moralnym drogowskazem jest biblijne dziesięć przykazań, to zapomnij o byciu malarzem albo rysownikiem. Każdy tworzący malunki rzeczywistości albo wyobrażeń tego, co jest w niebie popełnia ciężki grzech, jakim jest złamanie boskiego przykazania. Mało tego! Twoje dzieci do czwartego pokolenia mają przejebane. Więc katolicki albo chrześcijański artysto-malarzu, nie skazuj swoich dzieci na klątwę Jahwe i albo odrzuć te brednie, albo się nie rozmnażaj…

3. Nie będziesz brał imienia Pana, Boga twego, nadaremno; bo nie będzie miał Pan za niewinnego tego, który by wziął imię Pana, Boga swego, nadaremno.
Jak ma na imię Bóg? Jahwe? A skoro jest w trójcy-jedyny, to także Jezus. Więc nie wolno nam mówić „O Boże”, „O Dżizas” czy „Chryste Panie”. Won bezbożnicy!

4. Pamiętaj, abyś dzień sobotni święcił. Sześć dni robić będziesz i będziesz wykonywał wszystkie roboty twoje; ale dnia siódmego sabat Pana, Boga twego, jest: nie będziesz wykonywał weń żadnej roboty, ty i syn twój, i córka twoja, sługa twój i służebnica twoja, bydlę twoje i gość, który jest między bramami twymi. Przez sześć dni bowiem czynił Pan niebo i ziemię, i morze, i wszystko, co w nich jest, a odpoczął dnia siódmego; i dlatego pobłogosławił Pan dniowi sobotniemu i poświęcił go.
Czyli kurwa sobota ma być wolna, nie niedziela matoły! No dobra, przesunęliśmy kalendarz, bo niedziela z pierwszego dnia tygodnia stała się ostatnim i dlatego tak to działa. Ale jak w niedzielę ktokolwiek pracuje to grzeszy śmiertelnie, bo Bóg w swojej wszechmocy i wszechsile, tak się zmachał po sześciu dniach roboty, że musiał odpocząć. Czyli okazuje człowiekowi w tym jednym przypadku zrozumienie i wyrozumiałość. W dość jednak specyficzny sposób, bo w Księdze Liczb (15:32-36), Bóg nakazuje ukamienować gościa za zbieranie opału w szabat. A co? Jak Ci, kurwa, każę odpoczywać, to leżysz i odpoczywasz, a nie szlajasz się i zbierasz patyki, bo Ci zimno…

5. Czcij ojca twego i matkę twoją, abyś długo żył na ziemi, którą Pan, Bóg twój, da tobie.
Czyli nie ważne, że Twój ojciec jest gwałcącym Cię degeneratem, a Twoja matka mówi Ci, że żałuje, że nie miała planów medycznych z aborcją w pakiecie, jak Cię nosiła w brzuchu. Nie ważne! Masz się im kłaniać w pas i całować stopy. Nawet jak po dwudziestu latach spotkasz swoją matkę, która Cię zostawiła na śmietniku i tylko dzięki przypadkowi żyjesz – na kolana przed rodzicielką! Nawet, jeśli Twoje poczęcie było wynikiem bestialskiego gwałtu na Twojej matce, masz szanować i czcić swojego ojca…kimkolwiek by on nie był! A mi się wydawało, że na bycie autorytetem i idolem to trzeba sobie zasłużyć…nie trzeba, dekalog nakazuje być fanem swoich starych! Czy ma jakaś niewiasta ochotę na produkcję fanów i wyznawców? Ja chętnie rozpocznę masową produkcję i oczywiście oleje temat po seksie, bo przecież nic nie muszę robić…

6. Nie będziesz zabijał.
Możemy się zgodzić, że to dobre przykazanie. Mam tylko jedno zastrzeżenie. Bóg, ani Izraelici nie mają problemu z mordowaniem zarówno swoich ludzi (patrz komentarz przy 1 przykazaniu) jak i innych. Tego problemu nie mają też wyznawcy żadnej religii wywodzącej się pośrednio lub bezpośrednio z Biblii. Zatem albo to przykazanie nie tyczy się wszystkich, tylko jest wybiórcze i negocjowalne, albo ktoś je nagminnie łamie,. Tak czy inaczej nie jest w takim wypadku uniwersalne, skoro sami jego adresaci kilka chwil później je łamią za przyzwoleniem Boga. Aaaa….no tak, Bóg może powiedzieć, że teraz jest ok zabijać setki kobiet i dzieci, ale na własną rękę to nie bardzo. Szkoda, że nie słyszeliśmy tego jak naziści z napisami „Gott mit uns” na paskach szli na Polskę. Ale Hitler miał przecież układ z Watykanem i pewnie się z Bogusiem dogadali za pośrednictwem Papy.

7. Nie będziesz cudzołożył.
Według definicji chodzi o stosunek z kimś, kto już jest przypisany do innego łoża, czyli cudzej żony czy męża. Oczywiście w swojej wojnie z seksualnością ta definicja została przez patriarchalnych kastratów rozszerzona na wszystkie stosunki odbywające się bez wcześniejszej ingerencji religii w intymne sprawy dwojga ludzi. Co w przypadku, gdy żona i mąż maja osobne łóżka? Nie włażę nikomu do łoża? Co w przypadku, gdy żona nie ma łóżka, tylko zapraszam ją do siebie. I czy młode dzieci mają swoje łóżka? Bo praktyka w kościele pokazuje, ze odpowiedź na postawione kwestie tez jest mocno dyskusyjna, a na pewno podlega interpretacji i negocjacjom.

8. Nie będziesz kradzieży czynił.
Wiemy, że to przykazanie też w swojej generalnej wymowie ma dobre podstawy i jest OK. Tylko czy nie mamy tutaj ponownie z podwójnym standardem? Swoistą mentalnością Kalego. Bo według definicji, kradzież to zabór cudzej rzeczy w celu przywłaszczenia. Jeśli jest coś, co nie należy do Ciebie i Ty to bierzesz jak swoje, to oznacza to kradzież. Oczywiście nie będziemy się spierać, czy w doktrynie religijnej ziemia należy do Boga i dlatego kapłani mają do niej większa władze niż zwykli śmiertelnicy. To rozważania na poziom osobnego tekstu. Natomiast zastanawia mnie czy na poziomie podstawowym, bez wchodzenia w zawiłości prawne, jeśli coś jest moją własnością i ktoś mówi – to było moje zanim Ty to miałeś – oddawaj, to czy ja jestem ofiarą czy sprawcą kradzieży? O ile w obecnych przepisach jasno jest wskazane, że nie można ukraść nieruchomości, to na poziomie dekalogowym, czyli pierwotnym, to, co robi kościół z częścią ziemi i budynków to zwykłą kradzież. Bo jeśli ja nieumyślnie i bez bezpośredniego zamiaru stałem się właścicielem czegokolwiek, a następnie ktoś umyślnie i z zamiarem przywłaszczenia mi to zabiera, to on kradnie, a ja jestem okradziony. Poza tym umówmy się,z ę kradzież w wykonaniu praworządnych chrześcijan to żadne przestępstwo czy grzech…spowiedź i dalej na złodziejski szlak.

9. Nie będziesz mówił fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu twemu.
Czyli, nie kłam. Jakoś ani kościół ani wierni nie mają z tym problemu. Pomówienia, półprawdy i zakłamania są na porządku dziennym. Znowu sięgnijmy do definicji.

Kłamstwo – wypowiedź zawierająca informacje niezgodne z przekonaniem o stanie faktycznym. Kłamca przekazuje informacje niezgodne z jego przekonaniem o rzeczywistości z intencją, by zostały one wzięte za prawdziwe. Kłamstwem mogą być także wypowiedzi zgodne z rzeczywistym stanem rzeczy, o ile autor przekazu nie ma świadomości tego faktu.

Sama definicja pokazuje gdzie rzekomi pośrednicy słowa bożego po prostu osrywają to przykazanie. Dalsze komentowanie jest zbędne.

10. Nie będziesz pożądał domu bliźniego twego, ani będziesz pragnął żony jego, ani sługi, ani służebnicy, ani wołu, ani osła, ani żadnej rzeczy, która jego jest.
Zakaz pożądania. Chyba najbardziej bzdurny i nieludzki przykaz. Pomijając już kwestię, że pożądanie rzeczy sąsiada jest jedną z cech napędzających ekonomię (chrześcijańscy i żydowscy ekonomiści oraz marketingowcy już palą się w piekle), to sam zakaz pożądania jest po prostu – kontrolą myśli. Nie wolno CI pomyśleć, że czegoś chcesz, co widzisz u innych. To, dlatego masturbacja jest zakazana. Bo myślisz jak to byś przeleciał kogoś innego, pożądasz. Czyli w ogóle najlepiej jakbyś cały dzień się modlił…ale, ale…jak się modlisz to przeważnie po to żeby coś zyskać. Na przykład zbawienie, którego dostąpili (rzekomo) inni. Czyli pożądasz czegoś, co mają inni. Znaczy przynajmniej uważasz, że to dostali. Czyli sama chęć pójścia do nieba jest formą pożądania tego, czego dostąpili inni,. Zatem sama koncepcja dążenia do pójścia do raju jest złamaniem ostatniego przykazania. Ha!

Może w niektórych przypadkach przerysowałem, ale i tak uważam, że moja interpretacja i komentarze do dziesięciorga przykazań jest lepsza niż literalne słuchanie samozwańczych pasterzy. Nie stawiajcie się w pozycji zwierząt rzeźnych, gdy tak naprawdę jesteście karmieni tylko po to, zęby Was na kiełbasę przerobić…czy to odpustową, czy to wyborczą. Jedyny wniosek, jaki chce żebyście wynieśli z tej lektury, to to, ze sami powinniście podejmować decyzje odnośnie swojego życia. A jedyną poprawną postawą, aby żyć jak chcecie jest kwestionowanie wszystkich z góry narzuconych reguł i zasad. A przynajmniej je skonfrontować z własnym rozumem i rozsądkiem.

Mi to ćwiczenie zajęło godzinę, Wam może zająć mniej lub więcej czasu, ale i tak to lepsze niż obejrzenie kolejnego odcinka „brazyliady smoleńskiej” czy klikanie na ziemniory na FB. W ten sposób nie tylko wyzwalacie się spod pasterskiego kija, ale także lepiej poznajecie siebie…a to polecam wszystkim niezależnie od poglądów czy wyznawanych wartości lub religii…


Tymczasem…Amen!