środa, 15 października 2014

Morderczy kult Jezusa

Słyszeliście o Kościele Wszechmogącego Boga? Jeśli nie to żałujcie, bo to doskonały przykład tego, do jakiej skrajności można doprowadzić wiarę i religię.


28 maja w prowincjonalnym McDonaldzie w Chinach, członkowie chrześcijańskiego Kościoła Wszechmogącego Boga, pobili na śmierć jedną z osób w restauracji, ponieważ odmówiła podania im swojego numeru telefonu podczas próby wciągnięcia jej do sekty. „Po prostu mogłeś powiedzieć, że to była zła osoba. Ona była demonem, złym duchem. Musieliśmy ją zabić.” – to słowa jednego z oskarżonych.

Kościół Wszechmogącego Boga to sekta chrześcijańska głosząca doktrynę trzech etapów planu bożego. Erę Prawa (Orka), Erę Zbawienia (Siew) i Erę Królestwa (Żniwa), którym odpowiednio przypisują Stary Testament, Nowy i czasy obecne. Jeśli wejdziemy w detale tej doktryny, to głównym zadaniem ostatniej, obecnej ery jest sąd i oczyszczenie z grzechu. Od takiego podejścia nie daleka droga do realnej i brutalnej radykalizacji.

Kościół powstał w latach dziewięćdziesiątych wokół dwóch osób – kobiety Yang Xiangbin i mężczyzny Ziao Weishan. Yang była zdiagnozowana, jako osoba po złamaniu nerwowym i z lekką chorobą psychiczną. Spotkała Zhao i on dostał objawienia, że Yang jest „żeńskim Jezusem”, który powrócił, aby sądzić ludzi przed końcem świata. Zaczął budować wokół tego kult i ściągać do niego kolejnych ludzi. Do włączenia do sekty używa się brutalności, seksu, porwań. Osoby, które wchodzą w kult znikają nawet na sześć miesięcy i przez ten czas przechodzą brutalne pranie mózgu. Nawet do tego stopnia, że każe im się zabijać własne dzieci.


Sekta produkuje filmy, które instruują jak rozpoznać diabła (Wielkiego Czerwonego Smoka) oraz mówią, między innymi, co członkowie mają robić, gdy rząd ich złapie – „Nawet, gdy pobiją mnie na śmierć, moja dusza jest w rękach Boga”.


Jeśli chcecie wejść w detale i znacie język angielski, to możecie wejść na stronę Sekty lub na jej kanał na YouTube.

Możemy dyskutować nad tym, czy polityka Chin wobec organizacji religijnych jest poprawna, zgodna z prawami człowieka i standardami demokracji. Oczywiście. Znamy przypadki więzienia czy torturowania członków różnych religii przez chińskie służby.

Nie jest to łatwa sytuacja. Z jednej strony mamy chiński rząd, często agresywnie przeciwny jakimkolwiek formom religii; z drugiej strony mamy niebezpieczny i morderczy kult, który nie boi się mordować ludzi przy świadkach w restauracji, w ciągu dnia. Nie zdiagnozuję tego i nie wystawię właściwej drogi dla tego typu problemów.

Chcę jednak zwrócić uwagę na jedną, ważną rzecz.

Oderwijmy same doktryny od politycznej rzeczywistości, w jakiej się narodziły…

Problem leży w tym, że jak pisałem już kilka razy, chrześcijaństwo nie jest moralnie pozytywną religią. Nigdy nią nie było. I przypadki zgodnego, co do treści, odczytywania słów i przesłania Jezusa i możliwość ich przełożenia na język agresywnego prozelityzmu, opresji i zwykłego niszczenia jednostki ludzkiej jest tego świadectwem.

Każdy, kto broni chrześcijaństwa, jako doktryny moralnej czy dobrej dla ludzkości, powinien zostać skonfrontowany z ekstremalnymi odmianami chrześcijaństwa. Radykałowie i fanatycy też wierzą w Jezusa, też czytają Ewangelie. Najciekawsze jest to, że w konfrontacji z radykalistami, tak zwani umiarkowani zaczynają się wić, unikać wzięcia odpowiedzialności za wzmacnianie i ochronę fanatyków. Zarówno w chrześcijaństwie jak i islamie.

I nie mówcie, że to wyjątek, szczególny przypadek wynikający z sytuacji w Chinach…jeśli mogę naukami Chrystusa uzasadnić pobicie kogoś na śmierć, to nie są to wartości, jakimi powinniśmy kierować się w życiu. Nawet jak bardzo się nagimnastykujemy z interpretacją….albo zwłaszcza jak musimy się gimnastykować…