środa, 21 czerwca 2017

Polak – Katolik – Cebulak



Polak – Katolik – Cebulak

Przyznam, że świadomie i z premedytacją zdecydowałem się na taki prowokacyjny tytuł. Do napisania tego wpisu, natchneły mnei własne obserwacje odnośnie tego, jak wygląda mentalność „prawdziwych polaków”.

Na początek trochę statystyki od naszego rodzimego GUSu. Dane które teraz zaprezentuję pochodzą z drugiej edycji Badania spójności społecznej, które zostało przeprowadzone w I połowie 2015 roku na próbie 14 tysięcy osób. Niestety nie podano, z jakich regionów Polski one pochodzą, co osobiście uważam za informację – wbrew pozorom – bardzo istotną, gdyż wiadomym jest, że inną religijność będą wykazywać kolejno stereotypowy Warszawiak czy Góral z dziada pradziada.


Mamy tutaj przedstawione dane odnośnie tego, z jakim wyznaniem respondenci się identyfikują.
Jakby ktoś byłby zainteresowany całym badanie, to zapraszam pod
ten link.



Tak więc mamy prawie 93% katolików, więc któryś z księży czy polityków mógłby w tym momencie powiedzieć, że “dziękuje, koniec tematu”. Otóż – nic bardziej mylnego. Statystyka jest jak prostytutka – dostajesz dokładnie to za co zapłaciłeś. Z tych 92.8% wyznawców Kościoła Rzymskokatolickiego, większość to tzw. “lemingi”, czyli osoby które są liczone jako wierni danego wyznania z powodów chociażby geograficznych. Każda z tych osób z pewnością by powiedziała coś w stylu: “Jestem katolikiem, bo moi rodzice są katolikami, oni zaś bo moi dziadkowie, ci bo pradziadkowie nimi byli itp.itd.etc”. Nie zauważają przy tym, że gdyby urodzili się na Ukrainie, z identycznego powodu byliby prawosławnymi, w Grecji grekokatolikami, w USA zielonoświątkowcami, czy innymi mormonami, nie mówiąc już o krajach azjatyckich.

W czym tkwi problem?

Jak wspomniałem, problemem jest podejście Polaków. Duża część z nich nawet nie zastanawia się nad swoją wiarą. Z własnych doświadczeń wiem, że przeciętnego Polaka-Katolika, na temat jego religii mógłby przegadać dowolny świadomy ateista (nie mylić z gimbo-ateistami, to materiał na inną historię). Mało który z tzw. “Prawdziwych Polaków” wie, że dogmat o niepokalanym poczęciu Maryi, wbrew pozorom, nie stwierdza, iż Maryja urodziła Jezusa jako dziewica, tylko, że ona sama urodziła się bez grzechu i nie była nim nigdy skalana.

Jest jeszcze jedna niepozorna kwestia. W naszym kraju nie mamy tak naprawdę Kościoła Rzymskokatolickiego, lecz Polski Narodowy Kościół Cebulo-Katolicki (“Cebulo” bo nazwanie go “Polsko-katolickim” mogłoby obrazić Starokatolików). Wystarczy spojrzeć na to, co się dzieje w polskim kościele po śmierci Wojtyły oraz jakim kultem jednostki jest on otaczany aż do dzisiaj. Tylko czekać na uruchomienie jakiejś stacji telewizyjnej pokroju “Jan Paweł II TV”, nadawanej w 4k i 60 klatkach na sekundę.

Przytoczona wcześniej zawyżona liczba katolików nad Wisłą – jak się domyślacie – spowodowana jest w dużej mierze chrztem niemowląt oraz “turbociśnieniem” jakie względem tego aktu ma stereotypowy Janusz z Grażyną, chociaż, wbrew pozorom, nie tylko oni. Sam znam kilka osób, które deklarują się jako antyklerykałowie, a duża część z nich postanowiła ochrzcić swoje dziecko, a jeśli go nie mieli, zgodziło się być chrzestnym. Jest na to słowo: Hipokryzja. Uprzedzając ewentualne zarzuty: odmówiłbym własnemu bratu, (Ba! Gdy urodziło mu się dziecko to nawet mnie o to nie prosił, bo wie, że jestem antyreligijny). Więc kuriozalnie, nawet chrzest niemowląt nie jest problemem samym w sobie, co podejście naszych rodaków.

Czy da się coś z tym zrobić?

Nie da się ukryć, że wiele wody w Wiśle upłynie, nim się zmieni takie podejście. Kiedyś myślałem, że problem rozwiąże się sam, jeśli wprowadzi się w Polsce tzw. podatek od wiary, który już funkcjonuje w Niemczech od dłuższego czasu. Przekonanie to, umacniał we mnie fakt, że wśród pracujących za zachodnią granicą Polaków, duża część z nich twierdzi….że jest ateistami (sic!). Jednak jak zauważył Niepoprawny na jednym ze swoich Live’ów, u nas by się to nie skończyło na potulnym “no cóż, trudno, tak bywa”. Bardziej prawdopodobne, że wprowadzono by zasadę “kto nie płaci ten frajer” = jak katolik nie opłacałby tego podatku, to nie mógłby liczyć na ślub kościelny itp. (pomijając, że takie sakramenty i tak byłyby osobno płatne, jak to ma miejsce obecnie).

Zasadniczym problemem jest jednak, co kilkukrotnie wspominałem, podejście Polaków, którzy nawet jak są teoretycznie antyklerykałami, to i tak decydują się na chrzest czy ślub kościelny bo “o ku*wa, co ludzie powiedzą?”. Dochodzi do tego, fasadowe podejście do religii, uważając błędnie, że religia i narodowość idą w parze jak w Starożytnych Imperiach, gdzie jak urodziłeś się w Rzymie, to czciłeś Jowisza, w Grecji Zeusa, zaś w Egipcie Ammu-Ra. Nie było tam do pomyślenia, by Grek utożsamiał śmierć z Anubisem a Egipcjanin wojnę z Aresem czy Marsem. Niemal identyczne podejście jest wśród przytoczonych wcześniej “lemingów” – skoro jesteś Polakiem to jesteś katolikiem. Do takich ludzi nie dociera, że w XIX wieku, Kościół Katolicki potępił polskie działania niepodległościowe, jako “niezgodne z wolą Boga”, a znienawidzona przez nich Masoneria była jednym z większych, jeśli nie największym skupiskiem polskich patriotów.
Niepozorną kwestią są też Święta Bożego Narodzenia, czy Wielkanoc. Tutaj nawet nie chodzi o wiarę. Dla wielu ludzi jest to okazja żeby spotkać się ze znajomi. Wiem, że samo w sobie nie jest to niczym złym. Jednak po co pseudo-religijna otoczka tam, gdzie nie jest ona potrzebna?

Przysłowiową wisienką na torcie, która (IMHO) idealnie podsumuje tp, gdzie leży problem w Polskim Narodowym Kościele Cebulo-Katolickim są “szopki” jakie ludzie robią przy okazji Pierwszej Komunii. Ostatnio czytałem, że któryś z rodziców, swojej córce na tę okazję wynajął Hammera przerobionego na limuzynę. Amator, ja bym kupił niewolników którzy by ją zanieśli na lektyce…