wtorek, 22 lipca 2014

Anonimowi Alkoholicy to sekta!

Nie atakujcie mnie od razu! Przeczytajcie w spokoju jak uzasadniam tę tezę i wtedy możemy porozmawiać. 

Bo mam poważne dowody na to, że AA to nic innego jak zorganizowany wokół uzależnienia kult niewidzialnego bóstwa.

Zacznijmy od kilku faktów. AA zostało założone w 1935 roku przez Billa Wilsona i Dr Boba Smitha w Ohio, USA. Obydwaj byli alkoholikami i nie mieli łatwego życia.

Billa odwiedził stary kompan od kieliszka Ebby, który od dwóch miesięcy nie pił i przypisywał ten sukces znalezieniu religii. Bill gardził zorganizowaną religią, ale kumpel nakręcał go, żeby znalazł jakiegoś Boga "we własnym rozumieniu". Wkrótce po tym wylądował w szpitalu i dostał delirki pod wpływem, której zobaczył światło i stwierdził, że to Bóg. W konsekwencji stracił ochotę na picie. Postanowił szerzyć tę formę religijnego oddania, jako walkę z uzależnieniem.

Smith z powodu picia musiał rzucić studia. W poszukiwaniu sposobu na rzucenie picia zapisał się do Grup Oksfordzkich (organizacja chrześcijańska propagująca całkowite oddanie się pod „kontrolę Bożą”). Tam spotkał się z Billem, który szukał kogoś do rozmowy na temat alkoholizmu, żeby powstrzymać swoją chęć picia.

Po tym spotkaniu, które było owocne dla nich, postanowili szerzyć tę metodę wśród innych alkoholików. I tak w dużym skrócie powstała organizacja Anonimowych Alkoholików.

Dziś AA to organizacja posiadająca ponad sto tysięcy grup, w co najmniej 170 krajach (w 63 funkcjonują autonomiczne biura służby krajowej) z ponad dwoma milionami członków.

Organizacja wywodzi się bezpośrednio z Grup Oksfordzkich i obydwaj założyciele nie ukrywają, że program 12 kroków został ułożony przy pomocy ideologii tych grup oraz Biblii.

Podstawą „terapii” 12 kroków jest oddanie się od kontrolę wyższe sile/Bogu i jest on fundamentem tej metody.

Poniżej pokażę Wam, dlaczego uważam, że 12 kroków AA jest po prostu nie akceptowalne dla ateisty i dlaczego nazywam je formą sekciarstwa.


Dwanaście Kroków AA


1. Przyznaliśmy, że jesteśmy bezsilni wobec alkoholu, że przestaliśmy kierować własnym życiem
.
Możemy przyznać się przed sobą, że mamy problem z alkoholem, ale to, co robią AA w pierwszym kroku to odarcie człowieka z decyzyjności. Jest to dobrowolna forma oddania się w czyjeś ręce, oddanie kontroli.

2. Uwierzyliśmy, że Siła Większa od nas samych może przywrócić nam zdrowie.

Zaczynamy indoktrynację. Zamiast szukać siły w nas i w naszym otoczeniu, przyjaciołach i bliskich, szukamy czegoś niematerialnego i ponadnaturalnego. I to coś (jeszcze nienazwane) ma nas uzdrowić…pewnie przy pomocy cudu.

3. Postanowiliśmy powierzyć naszą wolę i nasze życie opiece Boga, jakkolwiek Go pojmujemy.

Ja bym całkowicie wykasował słowa po przecinku, bo są łagodzeniem tematu. Musimy oddać się pod całkowitą kontrolę bóstwa. I tyle!

4. Zrobiliśmy gruntowny i odważny obrachunek moralny.

Oczywiście w tym kroku kierujemy się moralnością ściśle określoną. Bo przecież według naszej moralności, na poziomie osobistym, picie nie było niemoralne. Było niepożądane, być może powodowało problemy nam i innym, ale nie uważaliśmy tego, jako rzecz niemoralną. Dlatego musieliśmy w kroku 3 odrzucić naszą wolę i osobiste przekonania i przyjąć kodeks moralny, jaki proponuje grupa – czyli pochodzący od Boga.

5. Wyznaliśmy Bogu, sobie i drugiemu człowiekowi istotę naszych błędów.

Spowiednika, jako formę psychicznej pomocy rozumiem. Bo zawsze wysłowienie swoich problemów, wypowiedzenie ich, pomaga. Tylko, po co w tym wszystkim Bóg?

6. Staliśmy się całkowicie gotowi, aby Bóg uwolnił nas od wszystkich wad charakteru.

Ten krok wbija nas winę i powoduje, że wpędzamy się w jeszcze większą zależność od niesprecyzowanego bytu nadnaturalnego.

7. Zwróciliśmy się do Niego w pokorze, aby usunął nasze braki.

Dalsze zniewolenie. Bóg ma usunąć nasze braki – dlaczego nie możemy sami nad nimi pracować?

8. Zrobiliśmy listę osób, które skrzywdziliśmy i staliśmy się gotowi zadośćuczynić im wszystkim.

Ten krok jest OK i w moim odczuciu osoby niepijące też czasem powinny takie coś robić. I nie musimy do tego mieszać Boga

9. Zadośćuczyniliśmy osobiście wszystkim, wobec których było to możliwe, z wyjątkiem tych przypadków, gdy zraniłoby to ich lub innych.

To nie powinien być wyjątek tylko zasada – zadośćuczyniliśmy wszystkim, którym naszym zadośćuczynienie nie wyrządziłoby dalszej szkody. Wyjątek powoduje, że muszą się pojawić kryteria. Kto je nadaje? Skąd przychodzą?

10. Prowadziliśmy nadal obrachunek moralny, z miejsca przyznając się do popełnianych błędów.

Co to daje? Nie powinienem przyznawać się do błędów i na tym poprzestawać! Powinienem je określać/diagnozować i zapobiegać. Sama afirmacja błędów nie daje niczego! Powoduje jedynie dalsze wbijanie się w poczucie winy i służalczość wobec siły, której dajemy moc naprawienia nas – czyli w tym przypadku Bogu.

11. Dążyliśmy poprzez modlitwę i medytację do coraz doskonalszej więzi z Bogiem, jakkolwiek Go pojmujemy, prosząc jedynie o poznanie Jego woli wobec nas, oraz o siłę do jej spełnienia.

Czysto religijny bełkot! Znowu wywalamy słowa „jakkolwiek Go pojmujemy”, bo są tylko odwróceniem uwagi od problemu tej „terapii”. Żaden Bóg nie da nam odpowiedzi na nasze problemy. Jeśli mamy czekać i modlić się o wskazówki od Boga, na to jak prowadzić nasze życie wolne od nałogu, to nie robimy nic innego jak oddajemy swoje życie pod kontrolę systemowi religijnemu.

12. Przebudzeni duchowo w rezultacie tych Kroków, staraliśmy się nieść posłanie innym alkoholikom i stosować te zasady we wszystkich naszych poczynaniach.

I obowiązkowa ewangelizacja. Bo jak pokazał sam założyciel – problem nie znika! Jest tłumiony tymi zabiegami i ciągła ewangelizacja jest formą zapobiegania nawrotom.

Zatem organizacja, która jest rzekomo świecka i ma pomagać w leczeniu uzależnienia jest, w moim odczuciu, sektą wciągającą w system religijny.


Bo jeśli przyjrzymy się mechanizmowi 12 kroków to przypomina on typowe kroki uzależniania się od kultów religijnych:
  •  Bombardowanie wsparciem i miłością
  • Odarcie z tożsamości i woli
  • Uzależnienie od grupy/guru
  • Oddanie całkowite ideom grupy

I to tylko w dużym skrócie.

Co jest w tym wszystkim najgorsze? Najgorsze jest to, że lekarze, ludzie wykształceni, którzy powinni dbać o zdrowie pacjenta zalecają AA, jako rozwiązanie problemu alkoholowego. Podczas gdy „lekarstwem” na alkoholizm w ujęciu AA jest…BÓG!


Czy ktokolwiek z Was chciałby, żeby lekarz przepisał Wam modlitwę i różaniec na bóle krzyża albo zaburzenie tożsamości? Chyba nie. Dlaczego zatem bezkrytycznie akceptujemy techniki AA, jako zasadne, podczas gdy są formą zakamuflowanego kultu religijnego pasożytującego na uzależnieniu. Bo spójrzcie na dwanaście tradycji, koncepcje sponsoringu i całą organizację i jej dogmatyzm z wydawnictwami, zastrzeżonymi znakami towarowymi, stornami internetowymi, biurami. To jest przemysł.

W wielu przypadkach alkoholikowi wystarczy pomoc psychologa lub dobry kopniak w dupę. Podczas gdy AA wszystkich stygmatyzuje, jako chorego. „Wielka Księga AA” definiuje „umiarkowanie pijących”, jako formę „ostro pijących”. To jest patologiczne i stygmatyzujące. Ale służy celom grupy.

Nie kwestionuję niczego dobrego, co ta organizacja zrobiła dla wielu ludzi. Bo na pewno setki, tysiące lub miliony z nich wyszły z alkoholizmu dzięki uczestnictwu w tej społeczności. Z cała pewnością jednak AA nie jest czymś dla ateisty czy agnostyka, bo uzależnia zerwanie z nałogiem od zawierzenia się Bogu. I nie dajmy się zwieść tymi hasłami o dobrowolności pojmowania „boga”. Bo, co chyba udowodniłem, nie jest to prawda.


Na koniec chcę przedstawić Wam humanistyczną, sekularną wersję 12 kroków, którą zaproponował psycholog behawioralny B.F Skinner na łamach czasopisma „The Humanist”:
  1. Akceptuję fakt, że wszystkie wysiłki, by przestać pić, zawiodły.
  2. Akceptuję fakt, że muszę zwrócić się o pomoc do innych.
  3.  Zwracam się o wsparcie do innych ludzi, w szczególności do tych, którzy mieli ten sam problem.
  4.  Zrobiłem listę wszystkich sytuacji i okoliczności, w których piję alkohol.
  5. Poprosiłem wszystkich moich przyjaciół i znajomych, aby pomogli mi unikać tych sytuacji.
  6. Jestem gotowy zaakceptować ich pomoc.
  7. Szczerze wierzę, że mi pomogą.
  8.  Zrobiłem listę wszystkich ludzi, których skrzywdziłem i którym chcę to zadośćuczynić.
  9. Zrobię wszystko, co w mojej mocy, aby im zadośćuczynić, w taki sposób, aby nie wyrządzić im żadnej krzywdy.
  10. Będę ciągle robił takie listy i redagował je, jeśli będzie taka konieczność.
  11. Szczerze doceniam to, co przyjaciele dla mnie zrobili i zrobią.
  12. Jestem gotowy zawsze pomóc w tym problemie innym, którzy o tę pomoc poproszą.


Nie lepiej? Moim zdaniem dużo lepiej i bardziej uniwersalnie.

I przypomnę wszystkim. Sam miałem poważny problem z alkoholem. Serio! (poczytajcie TUTU )
I nie potrzebowałem żadnego Boga czy innej bajki, żeby pozbyć się alkoholu z życia. Całkowicie! Czasem wracam do tego tematu, bo chcę uświadamiać ludzi, że alkohol nie jest przyjacielem człowieka i nie rozwiązuje żadnych problemów, ale każdy ma swój rozum i swoje życie. Nie mam potrzeby ewangelizacji czy narzucania woli lub metod. Jestem jednak zawsze otwarty do wsparcia kogoś, kto o takie wsparcie poprosi. I nie potrzeba do tego światowej organizacji, spisanych dogmatów czy metod. Wystarczy druga osoba, która wie o czym mówi i pomoc przyjaciół, rodziny. Bez tego całego abrakadabra jakie oferuje w pakiecie AA.

Ale oczywiście dla kogoś Bóg podany instytucjonalnie może być lepszym lekarstwem niż psychologia, faktyczna pomoc lub wsparcie najbliższych.

Ale dla każdego, co mu pasuje.


Teraz czekam na hejty J