środa, 23 listopada 2016

Ciemna strona pornobiznesu

Jenna Jameson
Jakiś czas temu, jedna z byłych gwiazd porno, Shelley Lubben opowiedziała mediom o tym, jak wygląda biznes porno od środka. O tym, że biznes porno nie jest piękny i cukierkowy wiemy
wszyscy (chyba?). Oczywiste są też wszystkie złe strony tego biznesu – przede wszystkim przedmiotowe traktowanie i wykorzystywanie kobiet, ale też często związane z tą gałęzią „rozrywki” narkotyki, handel ludźmi i inne ciemne sprawki. Pozwolę sobie przetłumaczyć i pokazać, co na ten temat mówi ktoś ze środka, a potem dorzucę swoją refleksję. To jedziemy.

  • Kobiety często są oszukiwane i zmuszane do brania udziału w scenach i aktywnościach, których nie chcą robić. W sytuacji, gdy na planie, w prywatnych posiadłościach, pojawiają się dwie dwudziestoletnie dziewczyny otoczone grupa czasem dużo starszych mężczyzn, pojawiają się naciski. Dziewczyny są zmuszane do zachowań seksualnych, na które nie mają ochoty. Kuszone większą publicznością i pieniędzmi, ostatecznie się zgadzają, ale nie przebiega to jak typowe negocjacje. Raczej jak wymuszenie z gratyfikacją, która nie do końca jest pożądana.
  • Często kobiety są wabione do tego biznesu przynętami. Kasą, przywilejami, sława. Potem okazuje się, że kasa jest mała, przywilejów nie ma a Manager okazuje się zwykłym alfonsem z problemami z opanowaniem agresji. Często dochodzi do uszkodzeń ciała podczas kręcenia scen i jest to powszechne w tym przemyśle.
  • Kliniki dla gwiazd porno to żart. Mimo tego, ze wymagane jest badanie na obecność chorób wenerycznych, często są to badania niskiej jakości, wiarygodności. Jedne z najczęściej wykorzystywanych klinik prowadza byłe gwiazdy porno z doktoratami z seksuologii. Zakładają białe kitle i udają lekarzy medycyny.
  • Często dziewczynom się grozi, jeśli nie chcą czegoś robić na planie. Shelley grożono wysłaniem filmów do rodziny, zniszczeniem reputacji, zablokowaniem możliwości kariery i krzywda fizyczną. To niczym zwykłe sutenerstwo, tyle, że rejestrowane i montowane w piękne obrazki.


Te zarzuty nie są błahe. Mimo tego, ze Shelley nie podaje żadnych danych, czy wprost nie oskarża nikogo, to są świadectwa, które potwierdzają, czym biznes porno rzeczywiście jest. Zwłaszcza, jeśli mówimy o małych wytwórniach i początkujących „gwiazdach”. Jenna Jameson, w swojej autobiografii także wspomina o takich przypadkach, ale wybiela wszystko, bo została gwiazdą z tysiącami dolarów za scenę i spora władza nad własną karierą. Dziś sama jest producentem filmów dla dorosłych i zapewne dba o to, żeby u niej w firmie nie dochodziło do takich zdarzeń.

Oczywiście podobne przypadki mają miejsce i będą miały miejsce, bo biznes porno to potężna machina, która ciągle potrzebuje świeżej krwi, nowych dziewczyn i coraz ostrzejszych materiałów. Bo ludzie się opatrzyli w zwykłych scenach, i szukają nowych dreszczyków. Możemy swobodnie założyć, że klasyczna pornografia jest w odwrocie. Staje się niszą. Dominują filmy w stylu hardcore, gdzie większość barier jest przekraczana. Nie wspominając o ciemnych strefach tego biznesu, czyli filmach z udziałem zwierząt czy nieletnich.

Ja z pornografią zetknąłem się dość dawno i dość dawno odkryłem jedno zasadnicze prawo, które musi przyswoić każdy, kto chce w zdrowy sposób reagować i oglądać tego typu produkcje. To prawo brzmi – pornografia jest jak reklama seksu. Reklama w sensie, ze wszystko jest wyidealizowane, podkręcone, zmontowane i…fałszywe. Scena, która finalnie ma 15-20 minut może być kręcona nawet kilka godzin. Emocje na ekranie są często na wyrost eksponowane, mężczyźni są na wspomagaczach, kobiety też. Dlatego trzeba patrzeć na te filmy z bardzo dużym dystansem do seksualności w realnym świecie. Inaczej możemy zepsuć sobie podejście, oczekiwania i całe życie czekać na kobietę, która wejdzie nam pod prysznic i zrobi to, co w wielu filmach dzieje się ot tak, po prostu.


Sasha Grey
Możemy negować wewnętrzne patologie pornobiznesu. Możemy dyskutować na uprzedmiotowieniem kobiet i czarowaniu seksualności. Jednak te debaty powinny mieć miejsce dopiero, gdy nauczymy wszystkich potencjalnych odbiorców produktu końcowego, że to iluzja, ułuda. Bo dziś pornografia jest dostępna w ogromnej ilości, za darmo. I dopóki nie nauczymy nastolatków, że to nie jest rzeczywistość, że to, co widzą nie jest prawdą, że to zmontowany, podkręcony i zmanipulowany obraz ludzkiej seksualności – wszelkie akademickie debaty na temat samego zjawiska są nie ważne. Nie mają żadnej mocy. Zwłaszcza, jeśli pozwalamy na samo edukowanie się młodzieży na pornosach, bo kościół i prawica boi się uczyć tego w szkołach. To prowadzi do patologii, wynaturzeń i całkowitego niezrozumienia seksualności. Bo pornos nie nauczy gimnazjalisty, że w prawdziwym świecie w seksie ważne są też emocje. Że w prawdziwym świecie nie chodzi tylko o „spuszczenie z kija” i orgazm. Pornografia tego nie uczy. I nie będzie uczyła. To nasza rola. A pierwszym krokiem musi być totalne odczarowanie pornografii, jako celu i wyznacznika dla oczekiwań odnośnie seksu. Bez tego, możemy od razu postawić krzyżyk na pokoleniach, które najpierw widzą pornosa, a dopiero potem mają szansę na bliski kontakt z kobietą czy dziewczyną. Albo z chłopakiem. Wypaczona wizja seksualności prowadzi do rozczarowań, traum i niekiedy tragedii. Osobistych i rodzinnych. A wystarczy powiedzieć – pornos to fantazja. Ale nikt tego nie robi i wszyscy udają, ze problemu nie am. A portale z darmowymi pornosami mają się wyjątkowo dobrze i interes się kreci…