czwartek, 26 września 2013

Polacy śmierdzą!

Nie, nie wszyscy. Wystarczy jednak wsiąść do komunikacji miejskiej, żeby złudzenie o higienie rodaków zniknęło.

Poruszam się w Warszawie komunikacją miejską, bo uważam, że to najbardziej rozsądny sposób poruszania się po aglomeracji. Zarówno ze względów praktycznych jak i ekonomicznych.

Generalnie nie narzekam na samą komunikację.

Podczas jazdy przeważnie słucham muzyki lub coś czytam, ale czasem po prostu obserwuję ludzi.

O ile w godzinach popołudniowych nie jęczę, jak wracam z ludźmi pracującymi po 8 - 12 godzin i nie dziwię się, że nie wszyscy są najbardziej uroczym i pachnącym tłumkiem. Gdy jadę rano do pracy, a przeważnie jest to godzina tuż przed 6:00, przeżywam horror.

Nie dyskryminuję tutaj ani mężczyzn, ani kobiet, bo w tym zakresie gonią się wzajemnie. Chociaż od kobiet śmierdzi trochę mniej...

Gdy o godzinie 6:00 w środku miasta, do autobusu lub tramwaju wsiada osobnik, nie przeszkadza mi, że pachnie kawą i petami. On po prostu cuchnie. Ciuchami noszonymi przez ostatnie dwa tygodnie; niemytymi od zarania millenium włosami (bo przecież nie idzie do fryzjera, ani na galę); gaciami, które zmieni jak wyraźnie będzie widział gdzie jest przód, a gdzie tył (wiecie, żółte z przodu, brązowe z tyłu). To jest po prostu wstyd i ohyda.
Kobiety nie są lepsze. Perfuma o zasięgu dwóch kilometrów, ale pazury jak szpony. I to nie szpony drapieżnika  tylko jebanego, grzebiącego w ziemi kundla; tłusty łeb ze strąkami włosów i kilogram tapety.

Nie twierdzę, że to standard, że wszyscy jeżdżący rano to skunksy. Ale ten procent syfiastego społeczeństwa nadrabia z nawiązką.
Co ciekawe dotyczy to przeważnie ludzi w średnim wieku.

I dziwią się później faceci, że seks mają raz w roku. Nic dziwnego, pokrywa się to z kąpielą.
I dziwią się kobiety, że jedyna praca jaką mogą znaleźć to sprzątanie biur po godzinach urzędowania. Nikt nie chce aż tak stresować swoich pracowników.

Aż 90% pierwszego wrażenia robimy tym jak wyglądamy. To pierwsze wrażenie, zwłaszcza jak jest negatywne, ciężko później zatrzeć umiejętnościami czy elokwencją i wymaga to naprawdę wyrozumiałości ze strony rozmówcy, żeby utrzymać jakikolwiek kontakt ze śmierdzielem i oblechem.

Nie jestem fanatycznym higienistą. Nie kąpię się dwa razy dziennie. Nie zawsze umyję ręce po sikaniu (myję chuja i nie szczam na dłonie). Jak mawiał niezapomniany George Carlin: ważne jest żeby codziennie umyć cztery kluczowe części ciała - jaja, dupę, pachy i zęby. Nadmierna higiena nie jest dobra dla naszego zdrowia, bo wyjaławiamy swój organizm z kultur bakterii naskórnych, które na co dzień chronią nas przed ogromną liczbą zagrożeń. Nie oznacza to, że masz pozwolić tym bakteriom utworzyć rozwiniętą cywilizację smrodu, która w pewnym momencie osiąga postęp pozwalający na podroż pomiędzy osobnikami.

Zatem myjcie się, do kury nędzy, obywatele. To nie boli, a może pomóc Wam w życiu. Wasze kiepskie relacje z innymi ludźmi nie zawsze oznaczają, że Ci ludzie są debilami. Czasem po prostu jedzie Wam z gęby i pachniecie jak wybieg dla psów po deszczu...